<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Fire Dragon Tattoo Studio</title>
	<atom:link href="http://firedragontattostudio.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com</link>
	<description>Opowiadania zawierające dużą ilość seksu męsko-męskiego (+18)</description>
	<lastBuildDate>Thu, 23 Feb 2012 20:55:24 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='firedragontattostudio.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>Fire Dragon Tattoo Studio</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://firedragontattostudio.wordpress.com/osd.xml" title="Fire Dragon Tattoo Studio" />
	<atom:link rel='hub' href='http://firedragontattostudio.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Fire Dragon Tattoo Studio &#8211; 95 &#8211; Lone Ranger</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/21/fire-dragon-tattoo-studio-lone-ranger/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/21/fire-dragon-tattoo-studio-lone-ranger/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Feb 2012 23:00:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fire Dragon Tattoo Studio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3353</guid>
		<description><![CDATA[Charlie i Rush przyjechali do portu taksówką. Mimo wszystko nie chcieli zostawiać samochodu na parkingu na kilka dni. Tak było wygodniej i bezpieczniej. Kiedy Rush płacił kierowcy, Charlie wyciągał ich torby z bagażnika. Cały czas się uśmiechał, zadowolony z wizji spędzenia trzech dni na wyspie Fishera. I to jeszcze z paczką przyjaciół. Nawet Ryan miał [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3353&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Charlie i Rush przyjechali do portu taksówką. Mimo wszystko nie chcieli zostawiać samochodu na parkingu na kilka dni. Tak było wygodniej i bezpieczniej.<br />
Kiedy Rush płacił kierowcy, Charlie wyciągał ich torby z bagażnika. Cały czas się uśmiechał, zadowolony z wizji spędzenia trzech dni na wyspie Fishera. I to jeszcze z paczką przyjaciół. Nawet Ryan miał być.<br />
Przerzucił swoją torbę przez ramię i wygładził pomarańczowy podkoszulek, z którym nieco zlewały się płomienie wytatuowane na jego przedramionach. Do tego miał krótkie spodenki w kratkę, z kieszeniami po bokach i sandały. Wszystko dzięki temu, że było naprawdę słonecznie i ciepło.<span id="more-3353"></span><br />
Poczekał na Rusha, spoglądając w stronę portu, z którego mieli wypłynąć. Ciekaw był czy wszyscy już są przy jachcie. Blondyn podszedł do niego dosłownie po chwili i uśmiechnął się do niego promiennie. Miał na sobie jasną koszulkę, długie, materiałowe spodnie i letnie półbuty. Na jego nadgarstku zawiązany był jakiś rzemyk, a na włosach spoczywały okulary pełniące chwilowo rolę opaski.<br />
- Gotowy? &#8211; zagadnął kochanka, ruszając w stronę miejsca spotkania. Już był ciekawy, jak Charlie zareaguje na wszystko, co przygotował z bratem. Chociaż jego wkład był mniejszy niż Alexa.<br />
- Jeszcze pytasz &#8211; zaśmiał się Charlie, idąc za nim żywo w stronę molo. &#8211; Ale się nam pogoda trafiła. I jestem cholernie ciekaw, jak się twój brat zachowuje przy Jasonie, tak wiesz&#8230; na luzie.<br />
Rush zaśmiał się, idąc obok niego ze swoją torbą na kółeczkach.<br />
- Nie wiem czy on umie w ogóle być przy kimś na luzie, poza Jasonem. Ale zobaczymy. I jeszcze przecież ten twój cały Ryan i jego facet. &#8211; Uniósł sugestywnie brwi na wspomnienie spotkania na plaży, a Charlie skrzywił się na to wyraźnie.<br />
- Dziwne, że Alex się zgodził zabrać mordercę na statek &#8211; prychnął.<br />
- Ale nie mów tak przy nim &#8211; ostrzegł Rush. &#8211; Nie wiemy, jak zareaguje na wypominanie mu tego.<br />
- Wiem, wiem&#8230; &#8211; mruknął Charlie, wydymając lekko wargi, ale niemal od razu zmrużył oczy, widząc wysoki na przeszło dwa metry, chudy kształt na horyzoncie. &#8211; O! Są już!<br />
Rush skinął głową. Obok Jasona stał już jego brat. Także w długich spodniach oraz w koszulce Tommy&#8217;ego Hilfigera w biało-błękitne, szerokie pasy. Obok nich na swojej torbie siedziała Marg, w jednej z luźniejszych i mniej formalnych sukienek, które kupiła razem z Jeane. Mike łaził w kółko kawałek dalej, rozmawiając przez telefon.<br />
- Cześć! &#8211; przywitał się Charlie ze wszystkimi, rzucając swoją torbę na deski pod nogami i spojrzał po nich. &#8211; A gdzie Ryan i ten&#8230; jego?<br />
- Katy też jeszcze nie ma &#8211; przypomniał mu Jason, a Alex skinął głową na Rusha, aby poszedł za nim.<br />
- Wybaczcie na moment &#8211; odezwał się młodszy z braci i poszedł z Alexem załatwić ostatnie formalności z łodzią, którą mieli wypożyczyć na cały wyjazd.<br />
- Ale mamy jeszcze trochę czasu, nie? &#8211; dopytał Charlie.<br />
- Tak &#8211; odparła Marg, odprowadzając braci spojrzeniem. &#8211; Będziemy mieli swoją łódź, więc nie ma problemu &#8211; pochwaliła się swoją świeżo zdobytą wiedzą.<br />
Chłopak aż uniósł brwi i uśmiechnął się szerzej.<br />
- Super &#8211; ucieszył się. Rush drańsko mu nie powiedział. Był ciekawe, co jeszcze zostawił jako niespodziankę.<br />
- No i w ogóle Alex coś mówił, że będzie&#8230; &#8211; urwała, bo za plecami Charliego zobaczyła drugą dziewczynę, która miała jechać na ten wypad. Katy ubrana była we wściekło turkusowy top i krótkie spodenki. Targała za sobą walizkę w jednorożce na kółkach.<br />
- Heeeej! &#8211; krzyknęła, machając do nich.<br />
Jason uśmiechnął się pod nosem.<br />
- I tak cię widać przez te oczojebne kolory, nie musisz się tak drzeć &#8211; rzucił do niej i kiedy podeszła bliżej, na powitanie rozwalił jej fryzurę.<br />
Dziewczyna od razu trzepnęła go po rękach.<br />
- Bo jak ja ci…! &#8211; syknęła ostrzegawczo i przywitała się z każdym.<br />
Mike podszedł do nich po skończonej rozmowie.<br />
- A gdzie blond cuda i Ryan?<br />
- A co, zaczynasz gustować w śnieżynkach? &#8211; Jason uśmiechnął się do Mike&#8217;a wrednie, ale wskazał stronę, w którą poszli bracia. &#8211; Zniknęli coś załatwiać. A gdzie jest twój koleżka, to mnie nie pytaj. Młody mu pisał godzinę, nie?<br />
- No pisałem, zaraz pewnie przyjdą &#8211; przytaknął Charlie, wciskając ręce w kieszenie spodenek. &#8211; Chyba, że go ten cały Lenny pochlastał&#8230;<br />
Mike zmierzył kumpla srogo.<br />
- Lepiej uważaj na to, co mówisz. Jeszcze coś przy nim chlapniesz i będzie.<br />
Katy popatrzyła po nich, po czym odwróciła się w stronę skąd przyszła, by sprawdzić czy aby nie ma spóźnialskich za jej plecami.<br />
- Ale&#8230; czy tylko ja o czymś nie wiem? Jeśli nikt tu ich nie lubi, to czemu Alex ich zaprosił? &#8211; zwróciła się do Jasona, a ten wywrócił oczami.<br />
- A kto powiedział, że nikt ich nie lubi? Tylko gołąbki znają tego Lennego.<br />
- Czyli będzie ciekawie, jeśli podzielimy ich zdanie &#8211; zadrwiła Katy, patrząc na Charliego jakoś bardziej wymownie.<br />
- Jest dziwny &#8211; mruknął chłopak i chciał coś jeszcze dodać, ale Mike mu przerwał.<br />
- Chyba idą, jeśli ten jego facet jest niski i ma dredy.<br />
Katy od razu, mało dyskretnie, się odwróciła, patrząc na idących w ich kierunku mężczyzn jak na najnowszą atrakcję.<br />
Ryan szedł u boku, faktycznie niższego od siebie, mulata, z rękami w kieszeniach jeansów lekko opinających mu się na udach. Miał ze sobą dość spory plecak i uśmiechał się do mężczyzny z dredami, mówiąc coś. Katy zwęziła oczy, aby lepiej się przyjrzeć mężczyźnie. Miał na sobie luźne, ciemne spodnie i bezrękawnik, w którym nie byłoby nic dziwnego, gdyby na boku nie znajdował się nadrukowany Tweety. Aż się uśmiechnęła i spojrzała na Charliego.<br />
- Robi naprawdę straszne wrażenie &#8211; zakpiła, póki zbliżająca się para nie mogła ich usłyszeć.<br />
Chłopak tylko wydął wargi, nic nie dodając, bo chwilę później wreszcie tamci podeszli.<br />
- Hej wszystkim &#8211; rzucił Ryan na powitanie. &#8211; Widzę, że nie ma tylko członków rodziny królewskiej, ale skoro tak, poznajcie Lennego. Lenny, a to mój kumpel Mikey, duży Jay, słodka Katy i urocza Marg, dziewczyna Mikey&#8217;ego. Och, no i witaj, kochanie &#8211; uśmiechnął się jeszcze do młodszego tatuażysty.<br />
Lenny także do każdego uśmiechnął się lekko. Mimo że nie pokazywał tego po sobie, czuł lekką presję.<br />
- Siema &#8211; przywitał się skinieniem głowy. Odłożył jeszcze torbę na ziemię i najpierw przywitał się grzecznie z dziewczynami, a potem podał chłopakom dłoń na powitanie.<br />
Jason skinął mu głową przy tym, Mike również, a Charlie dodał:<br />
- A Rush i Alex poszli coś załatwić, więc tylko na was czekaliśmy.<br />
-Wybaczcie, brak własnego transportu i lekkie spóźnienie autobusu &#8211; wyjaśnił Ryan, przyglądając się reakcjom reszty na Lennego. I nie przeliczył się też, kiedy okazało się, że to Katy pierwsza podeszła do niego bliżej, oglądając go sobie niemal jak na wystawie.<br />
- Fajne włosy. Mogę dotknąć &#8211; zagadnęła, a mulat najpierw spojrzał na nią lekko skonsternowany, po czym skinął głową.<br />
- Jasne. Mogę rozpuścić, jeśli chcesz &#8211; odparł, sięgając od razu do rzemienia, którym miał związane włosy w kok, aby nie przygniatać ich torbą, kiedy zarzucał ją na ramię.<br />
Katy od razu potaknęła.<br />
- Pokaż, pokaż, jakie są długie.<br />
Ryan aż uśmiechnął się szerzej na ten widok. Już czuł, że Katy owinie go sobie wokół palca.<br />
- Chciałabyś takie? &#8211; zagadał dziewczynę, pstrykając ją w odstający na bok fioletowy kosmyk.<br />
Katy jego też strzeliła po rękach, a z boku usłyszeli ochrypły śmiech Jasona, który już, jak ze zgrozą zauważył Ryan, trzymał peta między wargami i właśnie szukał po kieszeniach zapalniczki.<br />
- Nie wiem, ale są fajne &#8211; odparła dziewczyna, a Lenny stał tylko grzecznie z dłońmi w kieszeniach, dając się jej oglądać.<br />
- Hm&#8230; wspominałeś coś ostatnio o tym, że nie jesteś pantoflarzem? &#8211; rzucił mu do ucha Ryan z wyjątkowo rozbawionym uśmiechem.<br />
Lenny spojrzał na niego srogo zielonymi oczami, ale nie odsunął się od Katy, która nadal trzymając między palcami jego dreda i bawiąc się jego końcem, zwróciła się do Jasona.<br />
- Tunele by mu pasowały, co nie, Jay?<br />
Mike patrzył na całą scenę dość ogłupiały. Po tym co usłyszał od Charliego, wyobrażał sobie kogoś innego. Marg w sumie też, ale ona uśmiechała się do siebie urzeczona zachowaniem koleżanki.<br />
- Nie, Katy, tunele by mu nie pasowały &#8211; odparł zamiast Jasona Ryan. Nie chciałby, żeby miał tunele&#8230; &#8211; Jak nie masz gdzie palców wsadzać, to z małą pomocą drabiny na pewno sięgniesz do tych dziur w uszach Jaya &#8211; uśmiechnął się do niej czarująco.<br />
Charlie cały czas stał z boku, obserwując Lennego z dystansem. To nawet nie było to, że spotykał się z jego kumplem. Zwyczajnie obawiał się faceta, który kiedyś kogoś zamordował.<br />
Katy naburmuszyła się i fuknęła na Ryana.<br />
- Świnia jesteś. Wysoki się, kurna, znalazł &#8211; mruknęła, nadal stojąc blisko Lennego, który, jakby nie patrzeć, nie należał do najwyższych tu.<br />
- Nie masz się raczej o co oburzać. Wzrost nie jest żadną przeszkodą &#8211; odparł mulat do dziewczyny.<br />
- A ja idę poszukać Rusha &#8211; rzucił Charlie, uśmiechając się do Ryana i podążył w kierunku, w którym poszli bracia.<br />
Mike tylko spojrzał za nim, potem na Ryana, a potem wreszcie przyjrzał się Lennemu.<br />
- Nie wiem, czy mogę tak zapytać, ale&#8230; jesteście parą teraz? &#8211; wypalił dość niefrasobliwie jak na siebie, ale był ciekaw. A może przy tym mężczyźnie Ryan nie wykręci się z odpowiedzi tak łatwo, jakby to zrobił, będąc z nim sam na sam.<br />
Lenny, który stał obok chłopaka, także na niego spojrzał. Nie chciał odpowiadać za nich, ale po tej ostatniej randce liczył, że Ryan odpowie pozytywnie. Jason w tym czasie nawet wstrzymał się z zapaleniem papierosa, bo musiałby z nim odejść na bok, aby nie drażnić Ryana. Ten za to widząc ich wyczekujące spojrzenia, uśmiechnął się krzywo. Rzucił jednak uważniejsze spojrzenie na Lennego.<br />
- Pokroicie mnie i rzucicie aligatorom na pożarcie, jak nie zaspokoję waszej ciekawości, co? Albo nie, nie odpowiadajcie. Ale tak&#8230; chyba można wstępnie powiedzieć, że jesteśmy&#8230; razem.<br />
Lenny uśmiechnął się na to dość bezmyślnie, zapominając na chwilę o przyczepionej do jego włosów Katy. Ta aż sobie westchnęła.<br />
- Słodko.<br />
Jason zaśmiał się z jej reakcji.<br />
- To już widzisz, Katy. Nie masz co liczyć, że wyrwiesz Ryana &#8211; zadrwił dość złośliwie.<br />
- Chyba że są gotowi na trójkąt &#8211; zachichotała Marg, przyglądając się im z uśmiechem.<br />
Katy spojrzała to na tatuażystę, to na drugą dziewczynę z groźną miną.<br />
- Jesteście po prostu nie fair. &#8211; Była tu teraz jedyną singielką i było to naprawdę irytujące bez takiego dogryzania.<br />
Ryan objął ją ramieniem za szyję i cmoknął w skroń.<br />
- Jak nie będziesz robić takich smętnych min, to na pewno jakiegoś gorącego faceta wyrwiesz &#8211; mrugnął do niej.<br />
Katy jednak strzepnęła jego rękę, wydymając usta.<br />
- Poradzę sobie &#8211; mruknęła, a Jason z uśmiechem odszedł kawałek dalej, aby zapalić w końcu papierosa. Daleko jednak nie zaszedł, bo po kilku krokach natknął się na wracającego Rusha i Charliego.<br />
- Pakujemy bagaże, nie truj się &#8211; rzucił do niego młodszy chłopak z lekkim uśmiechem, zmierzając z Rushem na miejsce, gdzie zostawili torby.<br />
- A Alex gdzie? &#8211; spytał Jason, zaciągając się mocniej dymem.<br />
- Na łodzi już &#8211; odparł Rush.<br />
Kiedy tatuażysta skinął głową, poszli dalej.<br />
- No i? &#8211; rzucił Mike, widząc ich.<br />
- Wbijamy na jacht &#8211; oznajmił Charlie, sięgając po swoją torbę i zerknął znowu na Ryana, a ten tylko puścił mu oczko i ruszył za nimi z plecakiem na ramieniu.<br />
Rush przywitał się jeszcze z Lennym i Ryanem i też sięgnął po swoje rzeczy. Mike zajął się bagażem swoim i Marg, a Katy już miała sięgnąć po swoją torbę, kiedy poczuła, że ktoś obok niej stoi.<br />
- Pomóc? &#8211; spytał Lenny, sam już dźwigając swoje rzeczy, których jednak było co najmniej połowę mniej niż tych Katy.<br />
Dziewczyna zrobiła duże oczy, ale szybko pokiwała głową.<br />
- Jasne, ale uważaj, waży tonę &#8211; uśmiechnęła się przymilnie.<br />
- Nie ma sprawy &#8211; odparł mulat i bez problemu uniósł jej torbę. Ruszył za resztą w stronę dużego jachtu, który właśnie dobił do przystani.<br />
Ryan obejrzał się za siebie i aż się zaśmiał, patrząc na Lennego. Obładowany torbami z radośnie kroczącą u jego boku Katy. Gdyby miał aparat, zrobiłby mu zdjęcie. Zamiast tego tylko spojrzał znowu przed siebie, uśmiechając się do siebie.<br />
Po chwili doszli całą grupą, z wyjątkiem Jasona, który został w tyle, do pomostu prowadzącego na jacht. Alex pozdrowił ich gestem, a Rush wszedł pierwszy na pokład.<br />
- Gdzie rzucić rzeczy? &#8211; spytał brata.<br />
- Na dole je zostawcie.<br />
- Miło cię znowu widzieć, Alex &#8211; przywitał się Ryan, ruszając z rzeczami za młodszym z braci, a za nim szedł Mike. Katy tylko szczerzyła się głupio do siebie, zadowolona z fartu, jaki ją spotkał w postaci Lennego.<br />
Mulat jako ostatni wszedł na pokład i zwrócił się do starszego z braci Grey.<br />
- Miło mi. Lenny &#8211; podał mu rękę na powitanie, a blondyn ścisnął ją.<br />
- Słyszałem o tobie. Miło mi poznać. Alexander Grey &#8211; przedstawił się jak zwykle dość formalnie.<br />
- Na pewno jesteś tym strasznym mordercą, przed którym Charlie sika w gacie? &#8211; nie mogła się powstrzymać Katy, widząc grzeczne zachowanie mulata, który zaśmiał się i skinął głową.<br />
- Tym samym &#8211; odparł, odkładając swój i Katy bagaż w wyznaczone miejsce. &#8211; Cieszy mnie jednak, że ty nie bierzesz do siebie aż tak bardzo tego, co się wydarzyło w mojej przeszłości.<br />
- Co ty! &#8211; machnęła ręką na jego słowa, opierając się seksownie o barierkę. &#8211; Liczy się wnętrze, nie? &#8211; zaśmiała się i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, widząc spojrzenie Charliego, które ten rzucił Lennemu, gdy obok niego przechodził. Już czuła, że będzie miała z tego niezły ubaw.<br />
Kilkanaście minut później wypłynęli na wschód, w stronę wyspy Fishera. Jacht, którym płynęli, nie był duży, bo mieli w planach jedynie dopłynąć nim do wyspy i z powrotem. Spodziewali się, że na miejscu będzie wystarczająco dużo atrakcji, by nie szukać ich na oceanie. Tak więc Lone Ranger był tak właściwie niedużą, białą, ale mimo to luksusową łodzią.<br />
Marg zaciągnęła właśnie Mike&#8217;a do barierki na samym czubie jachtu i już chwilę później całowali się tam dość namiętnie, mimo że reszta znajdowała się na pokładzie. Charlie, przytulony do pleców Rusha kawałek dalej uśmiechnął się na to pod nosem, obserwując swoją dawną miłość. Rush za to rozkoszował się świeżym, morskim powietrzem. Lubił bliskość oceanu tak samo chyba jak Ryan i Lenny, którzy siedzieli na kanapach z tyłu łodzi. Lenny starał się związać włosy, które wymęczyła Katy. Obserwował przy tym, jak przy sterze stoi Jason i razem z Katy przeszkadzają Alexowi.<br />
Ryan uchylił powieki, które miał dłuższą chwilę przymknięte, kiedy wystawiał twarz do słońca. Spojrzał na Lennego i uśmiechnął się lekko.<br />
- Mam nadzieję, że nie jesteś zestresowany? &#8211; rzucił w jego stronę, nie wierząc niemal, że właśnie pyta o to faceta, przed którym w więzieniu drżeli nie tylko więźniowie, ale i strażnicy.<br />
Lenny spojrzał w stronę chłopaka swoimi żywo zielonymi oczami.<br />
- Sam nie wiem &#8211; przyznał szczerze, rozkoszując się słońcem. &#8211; Katy jest bardzo otwarta.<br />
- Da się przyzwyczaić, jeśli nie da się jej wejść sobie na głowę. Choć&#8230; nie wiem czy już nie zdążyłeś tego zrobić &#8211; zauważył Ryan, rozpinając wszystkie guziki swojej koszuli. Było ciepło.<br />
Lenny od razu spojrzał na jego brzuch i zapomniał odpowiedzieć, a chłopak uśmiechnął się, widząc to spojrzenie.<br />
- Mm? &#8211; mruknął i wychylił do niego, kładąc mu dłoń na udzie. &#8211; Też już myślisz o opalaniu się?<br />
Lenny spojrzał mu w oczy.<br />
- Też.<br />
Ryan zacisnął lekko dłoń na jego udzie i wychylił się, całując go delikatnie. Teraz wiedząc, że, jakkolwiek dziwnie to w tej chwili dla niego brzmiało, był z Lennym w związku, czuł mniejszy dystans niż wcześniej. Postanowił więc korzystać. Lubił się dużo dotykać.<br />
Mulat zamruczał mu w usta, poddając się dotykowi. Słońce, morze, statek i cudny facet. A on przez tyle lat gnił w więzieniu, czekając na taki moment.<br />
- Uważaj, bo się do mnie dobierzesz przy publice &#8211; zaśmiał się.<br />
- Mm, chyba poczekam, aż zostaniemy sami wieczorem &#8211; odparł Ryan, z wyraźnie zrelaksowaną miną. Cofnął się trochę, akurat w momencie, kiedy zobaczył schodzącego po schodkach Jasona.<br />
- Marg się przyssała do Mike&#8217;a, ale widzę, że tutaj równie parno, co? &#8211; zachrypiał, zbliżając się do nich i przyglądając się uważnie Lennemu, który uśmiechnął się bezczelnie.<br />
- Nawet jeśli, to żal ci, że ty nie możesz? &#8211; prychnął, ale dość lekko jak na siebie.<br />
- Ja mam się do kogo przyssać. O tam, to blond cudo jest moje &#8211; odparł Jason z podobnym uśmiechem, wskazując na Alexa przy sterze i usiadł na kanapie ustawionej po skosie do tej, na której siedział Ryan z Lennym.<br />
Lenny spojrzał w tamtą stronę.<br />
- Mmm &#8211; przytaknął. &#8211; Niczym elegantsza wersja blond księcia.<br />
- A niestety Jaya do Charliego porównać się w żadnym stopniu nie da, poza fachem oczywiście &#8211; dodał Ryan, cofając wreszcie dłoń z uda Lennego. Swoją drogą zdziwiony był i trochę zawiedziony, że Charlie do niego tu nie przyszedł.<br />
- W ogóle widzieliście, gdzie on poszedł? &#8211; zapytał Jason.<br />
- Są gdzieś z Rushem na przedzie i pewnie podglądają Mikey&#8217;ego i Marg. Trudno powiedzieć, czy książę ma więcej frajdy z oglądania jako bi, czy moje kochanie, które pewnie pochłania wzrokiem swój niegdysiejszy obiekt westchnień &#8211; uśmiechnął się Ryan.<br />
Lenny zmarszczył brwi zaciekawiony.<br />
- Czuję się niedoinformowany, Ryan. Dużo mówisz, ale nie znam nadal żadnych ploteczek.<br />
Jason uśmiechnął się pod nosem, doskonale wiedząc, że stosunki ich paczki były skomplikowane, a do tego to, jak Ryan potrafił wszytko &#8220;zrozumiale&#8221; ująć w słowa tylko utrudniało sprawę.<br />
- Hm&#8230; dużo by opowiadać. Zależy czy bardziej cię interesuje orientacja seksualna księcia, czy tragiczna miłość Charliego &#8211; odparł Ryan.<br />
Lenny zawahał się chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią. To mogła być długa opowieść. A nie wiedział czy chce spędzić podróż na wyspę na słuchaniu opowieści.<br />
- Może kiedyś przy dłuższej chwili stagnacji posłucham. I chyba nie z ust Ryana &#8211; dodał do Jasona.<br />
Chłopak prychnął pod nosem i już miał coś odpowiedzieć, ale Jason zaśmiał się chrapliwie na słowa Lennego i rzucił złośliwie do Ryana:<br />
- Aż dziwne, że jeszcze wytrzymuje z tobą w jednym mieszkaniu tyle czasu.<br />
- Mógłbym powiedzieć to samo o tobie i ludziach, którzy muszą z tobą pracować, Jay &#8211; odparował Ryan, marszcząc nos wymownie, zerkając na tatuażystę rozbawiony.<br />
Lenny także się zaśmiał i zupełnie niespodziewanie złapał Ryana za szyję i przyciągnął do siebie, całując w policzek.<br />
- Ale jest słodki, kiedy śpi &#8211; zaśmiał się z lekką drwiną. Uważał, że Ryan był nawet słodki czasami, kiedy się na niego wkurzał.<br />
Chłopak spojrzał na Lennego i uśmiechnął się lekko.<br />
- Miło słyszeć, ale mam nadzieję, że jednak nie śpiący też jestem do zniesienia.<br />
- Czasami &#8211; zadrwił i znowu go pocałował, nim pozwolił mu się odsunąć. &#8211; Ale teraz przeproszę panie. Skoczę poszukać czegoś do picia &#8211; rzucił, wstając, wymijając Jasona i idąc po wodę do swojej torby na dolnym pokładzie.<br />
Tym razem Ryan rzucił mu bardziej czujne spojrzenie na to &#8220;panie&#8221;, ale nie skomentował. Spojrzał za to na tatuażystę, kiedy mulat zniknął z pola widzenia.<br />
- I jakie pierwsze wrażenie?<br />
Jason zerknął jeszcze za nim.<br />
- Specyficzne.<br />
- Ciekaw jestem, przyznam, kogo się spodziewałeś?<br />
- Większego dupka? &#8211; rzucił tatuażysta, mając ochotę sięgnąć po papierosa, ale powstrzymał się. &#8211; A ty jednak go ze sobą zabrałeś.<br />
- Tak, chociaż na początku się wahałem&#8230; Wiesz, mimo pozorów, potrafi odwalić coś, co by mi się mogło nie podobać. Ale na razie jest grzeczny, więc jeszcze nie żałuję &#8211; uśmiechnął się specyficznie.<br />
Jason skinął głową.<br />
- Krzycz, jak będziesz potrzebował ratunku Charliego. No ale Katy chyba go w ogóle polubiła. I męczy pewnie dalej Alexa o to, co by mu gdzie przekłuła. Nawet nie myślałem, że da się tak uprzejmie kogoś ignorować.<br />
Ryan zaśmiał się na to.<br />
- A ty uznałeś, że lepiej się wycofać, niż bronić swojej królowej. Godnie, Jay.<br />
- Radzi sobie &#8211; odparł, ale i tak spojrzał w stronę sterów, gdzie Katy nadal nawijała do najwidoczniej średnio ją słuchającego Alexa.<br />
- Coś mi mówi, że Katy albo zawsze taka była i tego nie widziałem, albo ma kryzys i naprawdę trzeba jej kogoś z dobrym sprzętem podłożyć do łóżka &#8211; odparł Ryan, zerkając w tym samym kierunku co Jason.<br />
Mężczyzna zaśmiał się na to swoim ochrypłym głosem.<br />
- Ta. Jak tak mówisz, to boję się, czy Lenny nie ma kiepskiego sprzętu. Bo nadal dużo gadasz &#8211; zadrwił.<br />
Ryan zerknął w szare oczy Jasona z lekko zmarszczonymi brwiami.<br />
- Gdybyś zobaczył, to jestem pewien, że nie miałbyś wątpliwości, co do jego działania. Ale nie sądzę, bym miał coś wspólnego z Katy.<br />
- Twierdzisz, że nie ma niczego, co cię uciszy?<br />
- A masz jakiś pomysł?<br />
Jason tylko uśmiechnął się wrednie.<br />
- Nie , ale wiem, jak cię przepłoszyć &#8211; zadrwił, sięgając do paczki papierosów.<br />
Tym razem Ryan spoważniał i przesiadł się szybko na kanapę, na której siedział Jason.<br />
- Naprawdę jesteś złym smokiem, Jay, ale tu zbyt wygodnie, żebym dał się, jak to ładnie ująłeś, przepłoszyć &#8211; uśmiechnął się do niego z bliska z kpiną, łapiąc za chudy nadgarstek, w którym ten trzymał papierosy.<br />
Jason spojrzał na chłopaka niezrażony i odpalił drugą dłonią zapalniczkę.<br />
- Myślisz, że mnie powstrzymasz?<br />
Ryan rzucił krótkie spojrzenie na zapalniczkę, ale nie puścił jego ręki.<br />
- Tak, myślę, że uda mi się okiełznać smoka &#8211; odpowiedział i złapał go szybko za drugi nadgarstek, tkwiąc przy nim przez to w nieco pochylonej pozycji. Ale nie miał zamiaru pozwolić mu zatruwać tu powietrza.<br />
- A mi się wydaje, że nie masz szans &#8211; odparł ze śmiechem Jason i zbliżył płomień do papierosa, który nagle zniknął mu z dłoni. Nawet nie zauważył, jak wrócił do nich Lenny i zabrał mu fajka.<br />
- To nawet urocze, jak męczysz Ryana, ale przez to jest za blisko.<br />
Chłopak spojrzał na niego, puszczając ręce Jasona nieco zaskoczony.<br />
- Masz swoje picie? &#8211; spytał, by coś powiedzieć, bo aż nie bardzo wiedział, jak zareagować.<br />
Lenny pomachał butelką, którą trzymał w dłoni. Jason w tym czasie nadal na niego patrzył. W końcu uśmiechnął się i przetrzepał dłonią włosy Ryana.<br />
- To bawcie się, koty, ja idę do królowej.<br />
Ryan spojrzał za nim, a potem zwrócił się do Lennego, ale Jason już tego nie słyszał, bo wchodził po schodkach na miejsce, gdzie Alex dalej sterował jachtem. Musiał chyba przywyknąć do tego Lennego i wyrobić sobie o nim zdanie, bo wciąż go nie miał. Facet był specyficzny.<br />
Katy, kiedy zobaczyła Jasona, od razu się uśmiechnęła jeszcze szerzej.<br />
- Wiesz, że widać stąd, jak Rush świergocze do Charliego? &#8211; pochwaliła się swoim odkryciem.<br />
- Nawet nie chcę wiedzieć &#8211; wciął się Alex, powtarzając to już po raz kolejny.<br />
Jason uśmiechnął się pod nosem i doszedł do kochanka. Objął go w talii.<br />
- Fascynujące, Katy, może dostaniesz za to odkrycie Nobla &#8211; zakpił, ale i tak zerknął w kierunku gołąbków. Zza starów ledwo było widać, ale i tak mógł dojrzeć, jak Rush przesuwa nosem po szyi Charliego. Obejmował go przy tym.<br />
- Nie kpij, Jay. Każdy tu już robi sobie mini orgietkę na własny użytek. Jeszcze brakuje, abyście wy zaczęli &#8211; fuknęła dziewczyna, a Alex aż spiął się w ramionach Jasona.<br />
- Nie obawiaj się tego &#8211; mruknął sucho.<br />
- A co, ciebie też ciśnie, Katy? &#8211; odciął się Jason, głaszcząc delikatnie i uspokajająco kochana po boku.<br />
- Daj spokój, Jason &#8211; skarcił go jednak Alex.<br />
Tatuażysta spojrzał na niego, ale posłuchał i tylko pocałował go w policzek.<br />
- Powinniśmy zaraz być &#8211; zachrypiał, ignorując Katy, która po jego komentarzu wystawiła mu mało dojrzale język.<br />
- Tak. Możesz więc zejść na dół i przekazać wszystkim, aby się&#8230; przygotowali &#8211; dobrał odpowiednie, w swoim mniemaniu, słowo.<br />
- Czyli mam im kazać się od siebie odlepić i przypomnieć, że nie potrzeba nam namiocików, bo mamy pokoje w hotelu? &#8211; zachichotał.<br />
Alex westchnął ciężko.<br />
- Nie ująłbym tego w ten sposób, ale tak.<br />
Jason przytaknął i jeszcze raz go cmoknął, po czym bez oporów pociągnął Katy za rękę.<br />
- Pomożesz mi z ogłaszaniem dobrej nowiny &#8211; mruknął.<br />
Katy bez protestów skinęła głową i ruszyła za nim z radością, mając zamiar przerwać parom w jak najmniej subtelny sposób.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3353/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3353&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/21/fire-dragon-tattoo-studio-lone-ranger/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>29</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Never Be The Same &#8211; 50 &#8211; Zaliczki, przelewy i transakcje</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/18/never-be-the-same-50-zaliczki-przelewy-i-transakcje/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/18/never-be-the-same-50-zaliczki-przelewy-i-transakcje/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Feb 2012 23:00:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Never Be The Same]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3366</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;There&#8221;s a way to find better days I know It&#8217;s been a long, hard ride Got a ways to go but this is still the place that we all call home.&#8221; * Lucy, stojąc w progu salonu z założonymi pod swoim bujnym biustem rękami, patrzyła, jak jej kuzyn ubiera swoje ciężkie buciory. - Kurtkę weź [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3366&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;">&#8220;There&#8221;s a way to find better days I know<br />
It&#8217;s been a long, hard ride<br />
Got a ways to go but this is still the place that we all call home.&#8221; *</p>
<p style="text-align:justify;">Lucy, stojąc w progu salonu z założonymi pod swoim bujnym biustem rękami, patrzyła, jak jej kuzyn ubiera swoje ciężkie buciory.<br />
- Kurtkę weź &#8211; rzuciła.<br />
- Wiem &#8211; odmruknął Shane, kucając i wiążąc sznurówki. Nie mógł się doczekać, kiedy zobaczą dom. David już wiele oglądał i wybrał ze wszystkich ofert trzy, które go zainteresowały. Teraz wreszcie umówili się z właścicielami jednego z nich.<span id="more-3366"></span> Tego, który mężczyźnie podobał się najbardziej. Pozostała więc jeszcze tylko decyzja Shane&#8217;a. Właśnie mieli pojechać, obejrzeć wspólnie dom i zdecydować czy biorą czy nie. David co prawda pokazywał mu zdjęcia w internecie, ale chłopak i tak był strasznie ciekaw, jak to wygląda na żywo. Oczywiście też David mówił mu, że sam nie ma zamiaru podejmować decyzji, skoro to ma być ich wspólne mieszkanie, mimo że sam był już przekonany do tego właśnie domu. Chciał, aby chłopak zobaczył i go poparł. A najwyżej jeszcze dwa były w rezerwie.<br />
- No dobra, mam nadzieję, że się nie rozpada &#8211; rzucił Shane, wstając i zarzucając kurtkę na swoją bluzę z kapturem. Zapiął ją i wyszczerzył się do kuzynki. &#8211; To idę, bo David czeka na dole.<br />
- Jasne, spoczko sprawa &#8211; odparła dziewczyna, opierając się ramieniem o ścianę. Aż trudno jej było w tym wszystkim uwierzyć, że David i jej kuzyn faktycznie mogą się wyprowadzić. Było jej z tego powodu trochę smutno, ale z drugiej strony cieszyła się ich szczęściem. No i miała szanse na swoje mieszkanie…<br />
- No, to nara &#8211; dodał jeszcze chłopak, nim wyszedł i dosłownie zbiegł po schodach na dół, robiąc przy tym masę hałasu. Ktoś z góry nawet wydarł się na niego, że ma nie biegać niczym stado słoni, ale Shane zignorował sąsiada i szybko wyszedł z budynku. Od razu poszukał wzrokiem kochanka albo jego samochodu. Było dość ponuro i mgliście, ale na szczęście nie przekładało się to zupełnie na jego nastrój.<br />
Niedaleko od bloku zobaczył zarówno samochód, jak i kochanka. David stał oparty o swoje auto i czekał na chłopaka. Kiedy go zobaczył, skinął głową. Shane podszedł do niego szybko i uśmiechnął się.<br />
- No jestem, jedziemy?<br />
- Tak &#8211; uśmiechnął się też szeroko. &#8211; Jestem strasznie ciekaw, co powiesz. Wsiadaj. &#8211; Słychać było w jego głosie, że się ekscytuje.<br />
- No a ja jak to wygląda &#8211; odparł od razu chłopak i wsiadł do samochodu. Zapiął pasy i poczekał, aż David zajmie miejsce kierowcy, nim dodał: &#8211; Jak mi pokazywałeś lokalizację, to skapnąłem, że bym miał nawet bliżej do roboty.<br />
David uśmiechnął się szeroko i ruszył.<br />
- Wiem. Nieźle, co? Dodatkowo jest niezłe połączenie z centrum, więc nie trzeba będzie wszędzie samochodem jeździć, jak będziemy chcieli gdzieś pójść się napić. No i jest miejsce parkingowe.<br />
- Zajebiście &#8211; ucieszył się Shane. Był też pozytywnie nastawiony dlatego, że kiedy spojrzał, ile właściciele chcą zaliczki, okazało się, że plus minut tyle ma uzbierane. Będzie mógł więc jakoś zaimponować Davidowi i samemu zapłacić.<br />
David skinął jeszcze głową, popierając to dość specyficzne podsumowanie. Prawdę mówiąc trochę się denerwował, ale nie chciał za bardzo tego po sobie pokazywać. Był zbyt ciekawy, co powie kochanek.<br />
Po kilkudziesięciu minutach dojechali na podany w ogłoszeniu adres. Shane dawno nie był w tej dzielnicy miasta, ale cieszył się, że stąd jest blisko nie tylko do jego pracy, ale i bliżej nad jezioro. Chociaż wychodziło na to, że do swojego starego mieszkania, a tym samym do Lucy, będzie miał dość daleko.<br />
Wysiedli ze srebrnego Mercedesa, a Shane od razu poszukał wzrokiem budynku ze zdjęcia. David wskazał mu bliźniaka stojącego naprzeciwko ulicy, przy której stali. Był nie największy, ale między wejściami do poszczególnych części znajdował się uroczy, biały płotek.<br />
- Jeśli się zdecydujemy, to sąsiadami będą sprzedający &#8211; wytłumaczył na wstępie, zamykając samochód i podziwiając domek z poddaszem użytkowym i małym tarasem. Z zewnątrz wyglądał na bardzo zadbany.<br />
Shane zlustrował cały budynek zafascynowany. Może normalnie, przejeżdżając obok, nie byłby nim tak zachwycony, ale myśl, że mogliby tu zamieszkać, sprawiała, że dom nabierał dla niego większego piękna.<br />
- Wygląda dobrze. To co, idziemy się zameldować, że jesteśmy? &#8211; zapytał, obchodząc samochód i zrównując się z Davidem, który od razu przytaknął.<br />
- Powinni ci przypaść do gustu. Miła para. No i jak pytałem czy nie będzie im przeszkadzała głośna muzyka, to dziewczyna odparła, że dopóki ich psu nie będzie, to im też nie. Bo mają Goldena &#8211; dodał, od razu idąc w stronę domku.<br />
Shane zaśmiał się i poklepał Davida po ramieniu.<br />
- Myślisz o wszystkim.<br />
- Staram się &#8211; odparł z uśmiechem, kiedy już stanęli na tarasie mieszkania sprzedających. Zapukał. &#8211; No i już taka natura.<br />
- A wiedzą, że jesteśmy parą homo? &#8211; zapytał szybko Shane, spoglądając to na drzwi, to na Davida.<br />
Ten zdążył skinąć głową, nim drzwi się otworzyły i stanęła przed nimi dwójka młodych ludzi. Na pewno młodszych od Davida.<br />
- Och, pan David. A jednak &#8211; uśmiechnął się do mężczyzny młody chłopak i podał mu rękę. Był wysoki i szczupły. Miał na sobie skejtowskie spodnie i kolorową podkoszulkę, która nieco na nim wisiała. Głowę miał ostrzyżoną dość krótko, ale z tyłu wisiało zostawionych kilka dredów. W jego uszach widniały też tunele. Małe, ale zawsze. Do tego drobna, kozia bródka. Jego dziewczyna za to wyglądała trochę jak dziecię kwiatów. Ubrana była w długą spódnicę i podkoszulkę na szczupłych ramionach. Miała bardzo małe piersi i nie nosiła stanika, przez co jej sutki odrobinę się odznaczały. Była popielatą blondynką o jasnozielonych oczach.<br />
Shane aż rozchylił lekko oczy, lustrując każdego z osobna. Nie spodziewał się takiego sąsiedztwa. I musiał przyznać, że wolał takie niż jakieś spokojne, staroświeckie małżeństwo. A już tym bardziej niż patologiczne rodziny w swoim aktualnym bloku.<br />
- I Shane Jarvis, siema &#8211; przedstawił się, wyciągając do nich rękę na powitanie.<br />
Oboje podali mu dłonie, a Shane zobaczył, jak nagle pomiędzy nogami chłopaka pokazuje się psia głowa. Pies szczeknął krótko na powitanie, starając się przepchnąć i wyjść z mieszkania.<br />
David schylił się i pogłaskał zwierzę po głowie.<br />
- Siema, Samson.<br />
- Mam nadzieję, że lubisz zwierzęta &#8211; zaśmiała się cichutko blondynka, która przedstawiła się jako Lisa Flow.<br />
- Jasne, psy w ogóle są zajebiste. Te duże znaczy, małe krzykacze są wkurwiające &#8211; odparł chłopak, przyglądając się Goldenowi, który wysilił się jeszcze raz, aby wyrwać się spomiędzy nóg Gordona, ale chłopak zablokował mu głowę kolanami i zaśmiał się, czochrając psa za uszami.<br />
- Racja, racja. Duże są lepsze, tym bardziej jak ma się dom. I właśnie, jeśli już o domu mowa, pewnie chcecie go razem zobaczyć? &#8211; Spojrzał to po jednym, to po drugim.<br />
- No, bardzo &#8211; podchwycił Shane, który już nie mógł się doczekać.<br />
Lisa uśmiechnęła się do niego przelotnie i wsunęła na nogi jakieś sandały, które stały w niewielkim przedpokoju.<br />
- Już otwieram &#8211; powiedziała i sięgnęła jeszcze po kluczyk zawieszony na wbitych w ścianę kołeczkach.<br />
David skinął jej głową, odsuwając się, by ją przepuścić. Gordon wepchnął psa do mieszkania, bo ten aż za bardzo chciał z nimi iść i zamknąwszy jeszcze za sobą drzwi, całą czwórką ruszyli do drugiej części bliźniaka.<br />
Gdy weszli do środka, powitały ich puste wnętrza bardzo zadbanego domu. Z niedużego przedpokoju wchodziło się bezpośrednio do salonu, który był wielkości trzech saloników w aktualnym mieszkaniu Shane&#8217;a, co tego momentalnie wcięło. Taka przestrzeń była dla niego naprawdę duża. Do tego salon otwarty był na kuchnię, która była najwyraźniej jedynym umeblowanym pomieszczeniem. Miała jasne meble, nieuszkodzone blaty i wszystkie potrzebne sprzęty, w tym lodówka, piekarnik i zmywarka. Kafelki na podłodze były w kolorze kawy z mlekiem, a część szafek była przeszklona.<br />
Shane odetchnął, wracając do salonu i przyglądając się jego wnętrzu, walcząc ze sobą, by nie wbiec od razu dalej i sprawdzić resztę.<br />
- Wow, jest nawet kominek &#8211; rzucił oszołomiony, stając przed nim na jasnym parkiecie.<br />
- Mhm. Działający &#8211; uśmiechnął się Gordon, jakby był z tego niezwykle dumny. Mogło się to wiązać z tym, że sam musiał go czyścić albo że uważał go za najważniejszy element tworzący domową atmosferę miejsca.<br />
- Chodź zobaczyć resztę &#8211; szturchnął Shane&#8217;a David, idąc w głąb mieszkania. Był strasznie ciekawy, co chłopak powie, ale na razie był zadowolony z jego reakcji. Zdecydowanie dobrze wróżyły.<br />
Shane potaknął chętnie i podążył za mężczyzną. Najpierw zwiedzili pozostałe pomieszczenia na parterze, którym była nieduża łazienka i spiżarnia, nim wyszli po krętych schodkach na poddasze. Tam zastali dwa pokoje, które mogły pełnić role sypialni oraz większą łazienkę.<br />
- Ja pierdolę, jest&#8230; kurwa, David. I byś miał swój gabinet &#8211; wydusił chłopak, odwracając się do kochanka, kiedy przejechał dłonią po ścianach w mniejszym z pokoi, do którego wrócili po zwiedzeniu reszty. Pokój miał dwa okna dachowe i uroczą, drewnianą kolumienkę, która łączyła się z również lakierowanymi belkami na suficie.<br />
Mężczyzna skinął głową, stojąc w progu pomieszczenia, by pozwolić kochankowi spokojnie się rozejrzeć. Młode małżeństwo czekało na dole, aby mogli się dobrze przyjrzeć, porozmawiać i zdecydować.<br />
- I co myślisz?<br />
- Jest&#8230; no genialny &#8211; odparł Shane, podchodząc do Davida i łapiąc go w pasie. &#8211; Taki rodzinny, a sąsiedzi też luz. I, kurwa, duży jak na taką cenę.<br />
David też objął kochanka w pasie. Wychylił się nawet i cmoknął go w usta.<br />
- Bo ci nasi sąsiedzi dość&#8230; wybredni są. Jak gadałem z nimi później, jak pytałem czy nie przeszkadza im, że jesteśmy razem, to sami mówili, że nie chcą jakiś konserwatystów czy nie wiadomo kogo, co się będzie czepiał ich sposobu życia jako sąsiadów. No i przez to też o mało w ogóle z nimi nie pogadałem, bo byłem &#8220;sztywniakiem&#8221; &#8211; zaśmiał się, głaszcząc chłopaka po bokach kciukami.<br />
Shane zarechotał na to i pocałował go mocno w usta.<br />
- Ale nie jesteś zwykłym sztywniakiem &#8211; odparł pewnie i pochylił się bardziej, by spojrzeć mu z bliska w oczy. &#8211; Chcę go, David.<br />
Mężczyzna uśmiechnął się zadowolony z takiej odpowiedzi.<br />
- Jesteś pewien? &#8211; spytał jeszcze dla pewności.<br />
- No, nie wiem, co może być lepsze niż to. I kuchnia jest cała, więc mniej roboty. Weźmy go, jest genialny.<br />
David aż przygryzł dolną wargę, starając się nie okazywać zbyt wielkiej radości.<br />
- Ok, to schodzimy na dół przekazać im, że mają nowych sąsiadów.<br />
- Ta jest &#8211; uśmiechnął się Shane i jeszcze raz pocałował Davida, nim puścił go, by zejść na dół po schodkach. Te nawet nie skrzypiały pod jego ciężkimi buciorami.<br />
Zapowiadało się na to, że będą mieli naprawdę swój mały domek z białym płotkiem i psem. No na razie nie ich a sąsiadów, ale i tak będzie pies w pobliżu. Czy mogło być lepiej?</p>
<p style="text-align:justify;">Lucy postawiła na biurku Shane&#8217;a pudełko z ciastkami owsianymi w czekoladzie. Wzięła sobie cztery i usiadła z nimi na łóżku, kiedy jej kuzyn zasiadł przed biurkiem. I tak pokój był taki mały, że wystarczyło, by wyciągnęła rękę, nie wstając z łóżka, a mogła sięgnąć do biurka.<br />
- No i mówię ci, że jest ogromny &#8211; powiedział Shane podnieconym głosem, włączając laptopa, po czym sięgnął po ciastko. &#8211; Ma poddasze i na nim dwa pokoje. I jest kominek &#8211; wyszczerzył się.<br />
- No pogratulować. Muszę zobaczyć, kurka &#8211; wyburczała Lucy z pełnymi ustami i wrzasnęła w głąb domu. &#8211; David, ciastka ci wszystkie zjemy, chodźże!<br />
- Idę, idę! &#8211; odkrzyknął mężczyzna i już po chwili wszedł do pokoju z duża latte. Od razu podszedł do biurka po ciastka, po czym usiadł obok dziewczyny. Przebrany był w dresowe spodnie do domu i jakąś koszulkę Shane&#8217;a. Wyglądało to dość zabawnie, bo Lucy również miała na sobie bluzkę kuzyna. Ten już przestał komentować, że zabierają mu jego ubrania. W jakiś sposób go to budowało. Chociaż może fakt, że ci uważali jego ciuchy za typowe „po domu” nieco go gasił. On wszędzie tak chodził.<br />
- No i wszystko jest wyremontowane, tylko trzeba pomalować jak się chce i umeblować, nie David? &#8211; dodał Shane z pełnymi ustami i włączył internet, po czym sięgnął do leżącej na biurku kartki z danymi, na które mieli przelać zaliczkę.<br />
- Mhm. Będzie raczej mało roboty. Chyba, że coś z rurami wyskoczy, ale był specjalista, aby sprawdzić stan techniczny domu i nic nie widział. Kilka tam tylko drobiazgów, ale to w każdym domu &#8211; dodał David, po czym dojadł ciastko i wstał, aby pomóc kochankowi zrobić przelew. Zmarszczył brwi, widząc, że ten wchodzi na swoje konto. &#8211; Co robisz?<br />
- No przelew &#8211; odparł Shane, przechodząc do odpowiedniej strony i podał Davidowi kartkę z lekkim uśmiechem. &#8211; Możesz mi dyktować dane.<br />
- Ale czemu to robisz od siebie? &#8211; spytał, nie rozumiejąc i nadal stojąc nad nim z kartką, którą wcisnął mu kochanek.<br />
- Bo ja płacę zaliczkę &#8211; Shane powiedział pewnie, w duchu dumny z siebie, że może to zrobić.<br />
- Czemu? Miało być przecież po połowie &#8211; burknął David, prostując się &#8211; I w ogóle, to trochę za dużo, nie uważasz?<br />
- No&#8230; ale zaliczkę chyba, kurwa, mogę&#8230; na resztę nie mam jeszcze &#8211; Shane stracił nieco animuszu i podrapał się nerwowo po krótkiej szczecince. &#8211; To za resztę możesz zapłacić ty, a potem się jeszcze jakoś&#8230; no zrównamy.<br />
David nie wyglądał na przekonanego. Tym bardziej, że zaskoczyła go ilość oszczędności, jaką kochanek miał na koncie.<br />
- Trochę inaczej się umawialiśmy. A do tego będziesz potem coś jeszcze miał? To sporo pieniędzy. &#8211; Założył ręce na klatce piersiowej.<br />
Lucy obserwowała ich w trakcie rozmowy, milcząc i wyjadając im niemal wszystkie ciastka. Co miała sobie żałować? Uprzedzała, że znikną.<br />
Shane tymczasem spojrzał poważniej na kochanka.<br />
- No co za różnica? Na zaliczkę mam. Mówiłem, że chcę się dołożyć &#8211; mruknął.<br />
- Taka różnica, że nie chcę, abyś robił coś głupiego i na siłę.. A widzę, że coś znowu sobie zaplanowałeś z kosmosu i dążysz do tego, aby co…? &#8211; westchnął David, patrząc na chłopaka z góry.<br />
- David, kurwa&#8230; &#8211; zaczął Shane, okręcając się na fotelu w jego stronę. I mimo swojej postury czuł się śmiesznie mały przy stojącym mężczyźnie. &#8211; Nie chcę, żebyś sam nam dom kupował, ja pierdolę&#8230; To uzbierałem na część&#8230;<br />
- Uzbierałeś? &#8211; spytał mężczyzna, nie spuszczając z tonu. Chciał wiedzieć. Tym bardziej, że wiedział, że Shane coś ostatnio często mu kręcił. Teraz to zaczynało się ze sobą łączyć. Przynajmniej w jego mniemaniu. Chciał więc wiedzieć, czy dobrze podejrzewał i czy powinien być zły.<br />
- No tak, kurwa.<br />
- Dawałeś dupy za kasę? &#8211; wyszczerzyła się Lucy, a Shane spojrzał na nią wilkiem.<br />
- Głupia jesteś. No pracowałem trochę więcej, ja pierdolę&#8230; I takie tam &#8211; dodał niewyraźnie, nie chcąc wnikać w szczegóły. Cała kasa, jaką miał na koncie, pochodziła albo z nadgodzin, które brał, albo z pieniędzy, które wysyłała mu co miesiąc matka, albo ze sprzedanej drogo płyty.<br />
- Takich tam? &#8211; drążył dalej David. &#8211; Jeśli twoja mama ci dosyłała jakieś pieniądze ekstra, to wiesz o tym, że trzeba będzie się jej odwdzięczyć?<br />
- Nie podsyła mi ekstra &#8211; burknął Shane. &#8211; Tyle co zwykle. Reszta jest moja &#8211; dodał z naciskiem. Chciał, żeby David wiedział, że sam na to zapracował i nie musiał od nikogo pożyczać.<br />
David westchnął w końcu ciężko i wyciągnął dłoń do chłopaka. Pogłaskał go po głowie.<br />
- Czyli przez ten swój szalony pomysł, aby mieć większy wkład w mieszkanie, brałeś tyle nadgodzin? Zapracujesz mi się, biedaku.<br />
- Nie tylko z nadgodzin. Oni tak chujowo płacą w mojej robocie, że bym musiał na to chyba dwadzieścia cztery na siedem robić &#8211; prychnął Shane i widząc, że mężczyzna nieco zmiękł, dodał wreszcie: &#8211; No opyliłem w sumie wysoko taką&#8230; płytę jedną.<br />
David zaciekawił się wyraźnie.<br />
- Sprzedałeś płytę? Jaką?<br />
- Tą Floydów&#8230; Wiesz, co ci ją pokazywałem, jak jeszcze w szkole byliśmy. Tą z autografami &#8211; odparł Shane nieco bardziej posępnie, chociaż nie żałował.<br />
Mężczyzna stojący przed nim od razu zrobił większe oczy.<br />
- Co? &#8211; niemal jęknął. &#8211; Sprzedałeś tą płytę? Ale&#8230; przecież&#8230; &#8211; aż go zatkało i zrobiło mu się jej strasznie szkoda. Nie by takim chomikiem jak Shane, ale widział wartość takich rzeczy.<br />
Obserwująca ich w tym czasie Lucy, która najpierw gapiła się na nich w szoku, teraz wybuchnęła:<br />
- Że coś zrobił, ćwoku głupi?!<br />
Shane spojrzał na nią koso, a potem na Davida.<br />
- No ten koleś co tu był, co pytałeś, kto to. To on właśnie kupił. I wiesz, kurwa, jak wysoko poszła? No opłacało się &#8211; mruknął, mimo że sentyment do tej płyty niemal odmalował mu się w oczach.<br />
- Opłacało? &#8211; pisnęła Lucy, która zupełnie zapomniała w tej chwili o ciastku, którym żywo gestykulowała.<br />
David, za to starał się zachować jako taką powagę i spokój, jednak było mu dość szkoda tego, że kochanek sprzedał tak unikalną rzecz.<br />
- Um… wiesz, ja rozumiem twoje poświecenie&#8230; &#8211; zawiesił się, nie wiedząc, co powiedzieć. Szkoda było mu płyty, ale z drugiej strony nie chciał mówić, że nie Shane głupio zrobił. Zraniłoby go to bardzo. No i do tego trochę mu to imponowało, że dla niego, dla wspólnego domu sprzedał coś takiego.<br />
- Ale&#8230;? &#8211; Shane zupełnie ignorując szok kuzynki, spojrzał na Davida w górę.<br />
- No nie trzeba było? &#8211; spytał, krzywiąc się lekko w dość śmieszny sposób. Widać było, że jest zaniepokojony reakcją kochanka na jego słowa.<br />
- Trzeba &#8211; odparł twardo Shane. &#8211; Chcę mieć wkład, mówiłem ci&#8230; Więc podawaj lepiej te dane, a nie będziemy, kurwa, ubolewać nad kawałkiem aluminium czy z czego oni te płyty robią? &#8211; Oczywiście dla niego to nie był tylko kawałek aluminium, a raczej coś na miarę skarbu, ale już się tego skarbu pozbył, więc nie chciał rozpaczać po fakcie.<br />
- Z poliwęglanu &#8211; poprawił go David. &#8211; Z aluminium jest tylko ta odbijająca cześć &#8211; mówiąc to, miał dość pusty, nieobecny głos. Był w szczerym szoku. Trochę zły, ale głównie w szoku, ze Shane dla nich zrezygnował z takiego skarbu.<br />
Shane odetchnął pod nosem, czując, jak pod wzrokiem Lucy i Davida sam zaczyna mieć wątpliwości co do swojego czynu. Dlatego im, kurwa, nie mówił! Nie chciał żałować.<br />
Wyrwał z dłoni Davida kartkę i sam zaczął przepisywać dane w odpowiednie rubryczki. Mężczyzna jeszcze chwilę się na niego patrzył zszokowany, po czym jednak pochylił się nad kochankiem, zarzucając mu ramię na barki.<br />
- Daj, podyktuję ci. &#8211; Cmoknął go w ucho i odsunął kartkę, tak aby chłopakowi było wygodniej pisać. Zaczął mu podawać dane do przelewu. Dużego. Dlatego jeszcze na pewno będzie wskazane dodatkowe potwierdzenie.<br />
Shane przytaknął z westchnieniem i przepisał wszystko, a kiedy pieniądze powędrowały na konto sprzedających, to chłopaka zostało uszczuplone niemal do zera.<br />
- Zrobione &#8211; rzucił Shane i przekręcił głowę, żeby pocałować Davida.<br />
Ten wyciągnął się do niego i cmoknął go w usta.<br />
- Zadowolony, uparty ty?<br />
- Taa&#8230; &#8211; przytaknął Shane. &#8211; A co do autografów, to&#8230; jak się zgodzisz, to będziemy mogli zdobyć więcej niż tylko jednego zespołu &#8211; dodał z uśmiechem, nieco podekscytowany.<br />
Nawet Lucy, która siedziała nadal na jego łóżku, spojrzała po niego zaciekawiona, David spojrzał na kochanka pytająco.<br />
- Tak? A jest jeszcze coś, o czym nie wiem?<br />
- Ta, ale to cię ucieszyć powinno. Patrz. &#8211; Shane szybko spojrzał znowu na ekran swojego laptopa i zaczął coś klikać.<br />
- Ej, ja też chcę widzieć! &#8211; pisnęła Lucy.<br />
- Ty nie jedziesz.<br />
- Ale chcę widzieć! Morda, kuzynie &#8211; fuknęła.<br />
Shane tylko wywrócił oczami i pokazał im oficjalną stronę jakiejś grupy organizującej koncerty w Saint Paul. Wszedł w ogłoszenia i pokazał im datę trzynastego listopada. Pod nią widniał wpis, który dotyczył wielkiego koncertu charytatywnego na rzecz ofiar jakiejś katastrofy żywiołowej w Ameryce Południowej. Występować miało ponad piętnaście zespołów i solistów, wśród których David zobaczył swoich i Shane&#8217;a ulubieńców.<br />
Mężczyzna aż gwizdnął z uznaniem. Nie był ostatnio w ogóle w temacie przez to wszystko, ale taki wspólny wyjazd na koncert był naprawdę, bardzo, bardzo kuszący.<br />
- No dobra, ale ile? Bo się napalę, a okaże się, że nie mamy za co jechać.<br />
- Nie tak dużo, siedemdziesiąt dolców za bilet &#8211; odparł od razu Shane. Był strasznie nakręcony na ten koncert. Czekał z oznajmieniem tego Davidowi do załatwienia sprawy z mieszkaniem. Nie wiedział czy zdążą się zadomowić do czasu koncertu, a był pewien, że nie wyjadą, kiedy wciąż będą szukać mieszkania bądź go remontować. Ale do trzynastego listopada na pewno zdążą już zamieszkać w nowym domu.<br />
- To nawet dałoby się&#8230; &#8211; zastanawiał się David głośno. Bardzo, nawet trochę za bardzo ekscytowała go myśl, aby pojechać ze swoim chłopakiem na koncert. Starał się jednak zachować pozę umiarkowanego zadowolenia.<br />
- Mamy jeszcze dwa tygodnie na zamówienie biletów, więc spoko &#8211; dodał Shane. &#8211; Ale byłoby zajebiście, co? Nie byliśmy jeszcze na żadnym koncercie razem&#8230; od szkoły.<br />
David skinął głową, patrząc nadal w ekran komputera i przesuwając wzrokiem po wszystkich nazwiskach występujących. Niemal sama śmietanka rockowa.<br />
W końcu nagle cmoknął kochana tuż przy uchu.<br />
- Tak, ale ja płacę. I nie ma jęczenia. To za karę, że mi nie powiedziałeś o tych dodatkowych godzinach i płycie &#8211; zagroził kochankowi i machnął dłonią. &#8211; Zamawiaj. &#8211; Nie chciał, aby im bilety przepadły sprzed nosa.<br />
Chłopak zaśmiał się na to i szybko przeszedł w zakładkę, gdzie mógł dokonać zamówienia. Lucy w tym czasie jęknęła z żalem.<br />
- Jak wam dobrze. Idę, kurza twarz, szukać roboty, to też sobie będę jeździć &#8211; mruknęła, porwała paczkę z resztkami ciastek i wyszła z pokoju Shane&#8217;a. Od kilku dni szukała pracy z taką zawziętością, jak wcześniej Shane i David mieszkania. Na razie miała umówione dwie rozmowy na przyszły tydzień a jeszcze chciała wysłać kilka cv.<br />
Kiedy drzwi się za nią zamknęły, Shane i David skończyli transakcję zamawiania biletów. Tym razem pieniądze faktycznie poszły z konta Davida.<br />
Chłopak znowu okręcił się na fotelu w stronę kochanka i posadził go sobie stanowczo na kolanach.<br />
- Kurwa, ten rok był szalony i chujowy momentami, ale końcówka zapowiada się zajebiście &#8211; rzucił, patrząc w oczy Davida, a ten objął go za kark.<br />
- Mhm, będzie bardzo miło. Już nawet myślę o pierwszej nocy w nowym domu.<br />
Shane od razu wciągnął głębiej powietrze i przycisnął go mocniej do siebie.<br />
- I jak ją widzisz? &#8211; zamruczał nisko, po czym ugryzł go lekko w brodę.<br />
- Nieprzespaną &#8211; odparł David ze śmiechem.<br />
- To podobnie jak ja &#8211; uśmiechnął się Shane, gładząc go po plecach swoimi dużymi dłońmi. &#8211; I na takim dużym łóżku będę miał więcej przestrzeni, żeby się z tobą zabawić.<br />
- Ale i tak będziesz mnie przygniatał. Wiem to &#8211; odparł mężczyzna, głaszcząc kochanka po szyi i potylicy co jakiś czas.<br />
- Nie przeszkadza ci to. Tego właśnie ci było trzeba. Faceta &#8211; zamruczał Shane groźnie do jego ucha.<br />
David uniósł brwi do góry, udając zaciekawienie i zdziwienie.<br />
- Faceta? A nie chłopca? Młody? &#8211; zaśmiał się wrednie.<br />
- Nie, faceta &#8211; odparł pewnie Shane i klepnął go w tyłek mocno. &#8211; Lubisz czasem być na mojej łasce.<br />
David aż sapnął krótko i spojrzał jasnymi oczami na kochanka. Jego twarz powoli nabierała kolorów, a jego dołeczki w policzkach były dobrze widoczne.<br />
- Łasce mówisz?<br />
- Taa&#8230; przywiążę ci krawatem ręce do łóżka &#8211; powiedział chłopak, całując go po szyi. Trzymał Davida na tyle blisko siebie, że ten czuł jego mocno zbudowaną klatkę piersiową na swojej.<br />
- Znowu krawat? Tym razem jako sznur, a nie opaska na oczy? &#8211; zamruczał nisko mężczyzna, po czym chwycił kochanka mocniej za głowę i przyciągnął sobie jego usta do gwałtownego pocałunku.<br />
Shane zamruczał i od razu przejął kontrolę nad pocałunkiem. Ten mężczyzna potrafił nakręcić go w wyjątkowo krótkim czasie. Z nikim nigdy wcześniej tak nie miał. Jeśli nie liczyć również nastoletniego Davida jako &#8220;wcześniej&#8221;. Chociaż teraz taki David bardziej mu się podobał, ale mogła to być kwestia wieku i doświadczenia. Ale jak wcześniej był pewien, że to ten mężczyzna jest mu pisany, tak teraz też to wiedział. Nie mogło być inaczej.<br />
David w tym czasie z chęcią poddawał się jego dłoniom. Po tym ich fatalnym powrocie do siebie nigdy nie przypuszczał, że znowu będzie uważał Shane&#8217;a za najbardziej nieszkodliwą osobę na świecie. Ufał mu i chciał być z nim, aby z nim mieszkać i całować jego usta.<br />
- Uwielbiam cię, ty mój wielki psie &#8211; zamruczał z ustami tuż przy ustach kochanka. Pogładził go przy tym po głowie czule.<br />
Chłopak od razu uśmiechnął się na jego słowa i popatrzył na niego oczami, które były jedynym łagodnym aspektem jego wyglądu. Szczere i było w nich widać wszystko. A teraz było to pełne oddanie, troska i dużo ciepła.<br />
- Mmm&#8230; i tak właśnie ma być.</p>
<p>* <a href="http://www.youtube.com/watch?v=wSJoZiB-UGY&amp;ob=av2e">Dierks Bentley &#8211; Home</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3366/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3366&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/18/never-be-the-same-50-zaliczki-przelewy-i-transakcje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Savage Virus &#8211; 7 &#8211; Pachnące ciasto i pachnący Mason</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/17/savage-virus-7-pachnace-ciasto-i-pachnacy-mason/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/17/savage-virus-7-pachnace-ciasto-i-pachnacy-mason/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 23:00:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Savage Virus]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3283</guid>
		<description><![CDATA[I kiedy już jego noga miała dotknąć dywanika przed wanną, poczuł silne szarpniecie, a mniej niż sekundę później jego twarz uderzyła o spód wanny. Znalazł się cały pod wodą, przygnieciony silnym ciałem Masona. Otworzył szeroko oczy i zaczął się szarpać panicznie, chcąc wyjść na powierzchnię. Serce zaczęło mu z przerażenia bić w zawrotnym tempie, nie [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3283&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">I kiedy już jego noga miała dotknąć dywanika przed wanną, poczuł silne szarpniecie, a mniej niż sekundę później jego twarz uderzyła o spód wanny. Znalazł się cały pod wodą, przygnieciony silnym ciałem Masona.<br />
Otworzył szeroko oczy i zaczął się szarpać panicznie, chcąc wyjść na powierzchnię. Serce zaczęło mu z przerażenia bić w zawrotnym tempie, nie pomagając utrzymać powietrza w płucach. Mason jednak trzymał go w żelaznym uchwycie za kark.<span id="more-3283"></span> Przygniatał go przy tym całym ciałem. I kiedy chłopak myślał już, że się udusi, wyciągnął jego głowę na powierzchnię.<br />
- Nie skończyłeś, skurwysynu, tego po co tu przylazłeś. I spierdalasz, nie odpowiadając na moje pytanie &#8211; zawarczał na granicy krzyku.<br />
Chłopak nie był w stanie odpowiedzieć, bo wciągnął żarliwie powietrze, aż go płuca zapiekły. Rozkaszlał się od razu, mrugając powiekami i cały się trzęsąc. Nagle jednak znowu wylądował pod wodą topiony przez Masona. Na szczęście tym razem na bardzo krótko.<br />
- Nie&#8230;! Puść&#8230;! &#8211; wykrztusił, łapiąc za jego nadgarstek spanikowany.<br />
- To gdzie mi, mała szmato, uciekasz? &#8211; wysyczał tuż przy jego uchu Mason, nie puszczając go bynajmniej.<br />
- Przepraszam! &#8211; odparł od razu Josh, niemal krztusząc się powietrzem.<br />
- I?<br />
Chłopak zamrugał, nie mając pojęcia, o co mu jeszcze chodzi.<br />
- I&#8230;? &#8211; spytał, cały drżąc ze strachu.<br />
- Do kurwy nędzy, po co mam leźć z tobą na ten twój mały, zaśmierdły stryszek?!<br />
- Po szarlotkę&#8230; &#8211; wyszeptał tak cicho i drżąco, że mężczyzna nawet nie mógł tego usłyszeć. Ściągnął tylko brwi zaintrygowany.<br />
- Co?<br />
- Po szarlotkę, kurwa! &#8211; krzyknął Josh i znowu zakaszlał.<br />
- Po jaką, kurwa, szarlotkę? &#8211; drążył Mason, coraz bardziej nie rozumiejąc.<br />
- Bo jesz jakieś zmielone gówno&#8230; &#8211; wydyszał chłopak. &#8211; Coś dobrego&#8230; raz na jakiś czas ci nie zaszkodzi.<br />
Mężczyzna aż zamrugał oczami zupełnie zaskoczony. Odsunął się od chłopaka, patrząc na niego pytająco i srogo.<br />
- Skąd masz tą szarlotkę?<br />
- Anna zrobiła rano, więc wziąłem dla ciebie kawałek &#8211; odparł od razu Josh, wycofując się na drugi skraj wanny i zerkając na niego zlęknionym wzrokiem.<br />
Mason patrzył na niego nadal podejrzliwie, zapominając na trochę o swoim pobudzonym penisie.<br />
- Wiesz, że nie mogę &#8211; burknął, nadal patrząc nieufnie i srogo na Josha.<br />
- Możesz, chuj ci zrobią, jak zjesz ciasto &#8211; mruknął chłopak, odpowiadając już pewniejszym spojrzeniem. &#8211; Po szarlotce w badaniach nie wyjdzie nic negatywnego, nie mają się prawa czepiać.<br />
- Będę miał wyższy poziom cukru &#8211; odparł dość cicho mężczyzna, czując, jak na samą myśl o szarlotce ślina mu się zbiera w ustach. Nie pamiętał, kiedy w ogóle ostatnio jadł jakiekolwiek ciasto.<br />
- No i? &#8211; zirytował się Josh. Nie rozumiał tego podążania za tak durnymi zasadami, jakie narzucał na zdrowych ludzi rząd. &#8211; Zamkną cię za to? I tak ci będą lizać buty, żebyś im swoją krew oddawał. A ciasto&#8230; ładnie pachnie &#8211; skończył płasko.<br />
Mason aż przełknął ślinę, co nie umknęło uwadze Josha. Odpowiedział jednak, siadając wygodniej:<br />
- Nie mądrzyj się już tak, tylko bierz go do pyska. &#8211; Wskazał na swojego penisa, pobudzając go jeszcze dłonią.<br />
Chłopak spojrzał mu jeszcze badawczo w oczy, ale odsunął przylepiające się do czoła, mokre włosy, przetarł twarz i pochylił się do jego krocza. Przełknął ślinę, zerkając na penisa zanurzonego pod wodą.<br />
- Możesz się unieść trochę? &#8211; spytał niepewnie.<br />
- Nie.<br />
Josh zaklął pod nosem, ale nabrał powietrza do płuc i zanurkował, wsuwając sobie jego penisa do ust. Zassał się na nim, przymykając oczy i modląc się w duchu, żeby Mason go nie przydusił. No i lubił jego chuja. Był duży i taki żylasty. Przesunął po nim językiem i nagle wynurzył się, czując, że brakuje mu powietrza.<br />
To było cięższe niż myślał. Tym bardziej, że kiedy brał go głębiej, nosem wlewała mu się woda. Po kolejnej próbie wynurzył się ze łzami w oczach, które automatycznie zaczęły mu płynąć, kiedy zakrztusił się wodą. Spojrzał w oczy Masona prosząco. Ten wyglądał na rozbawionego sytuacją. I mimo że jednocześnie chciał już porządny obciąg, to nie chciało mu się unosić bioder.<br />
Josh spuścił wzrok, widząc, że mężczyzna się nie ugnie. Zatkał sobie nos i wziął go do ust ponownie, poruszając szybko głową, po czym wynurzając się i znowu nurkując. Było to jednak męczące i coraz ciężej oddychał z każdym wyjściem na powierzchnię. Obserwowanie tego jednak podniecało Masona dostatecznie, aby w pewnym momencie złapać chłopaka za włosy, kiedy jeszcze był na powierzchni. Uniósł się szybko, wychlapując trochę wody i wbił mu się sam w usta, pieprząc je mocno. Aż go krztusił.<br />
Josh zacharczał, łapiąc się mocno dłońmi za skraj wanny i zacisnął oczy, dając się posuwać w usta. Z jego gardła wydobywało się zduszone kutasem pokasływanie, ale nie oponował i tylko marszczył mocno brwi. Było jednak dużo lepiej niż pod wodą. Czuł to jego łapsko zaciśnięte na włosach i miał jego chuja w ustach na dłużej, niż kiedy musiał się wynurzać. Podniecało go to na tyle, że jego własny penis nie był całkiem miękki.<br />
Po kolejnych kilku mocnych pchnięciach poczuł, jak jego gardło zalewa dławiąca go sperma. Przełknął szybko, krztusząc się przy tym, ale nie odsunął się i czekał, aż Mason mu pozwoli. Nie uniósł nawet na niego wzroku, zdając sobie sprawę, że ma nieco załzawione oczy.<br />
Mason oddychał nad nim ciężko, w końcu rozluźniając uchwyt na jego włosach. Pogłaskał go nawet po nich, ale nie pozwolił mu jeszcze się odsunąć.<br />
- Spójrz na mnie &#8211; rozkazał, rozkoszując się widokiem twarzy Josha z jego chujem w ustach. Ta była cała zaczerwieniona z wysiłku i podniecenia.<br />
Chłopak zajęczał coś gardłowo i zupełnie zawstydzony uniósł na niego zielone, wilgotne spojrzenie, jeszcze bardziej czerwieniejąc na polikach. Mógł mu chociaż chuja z ust wysunąć.<br />
Mason uśmiechnął się do siebie dumny i poklepał chłopaka po policzku.<br />
- Dobra dziweczka &#8211; zaśmiał się okrutnie.<br />
Josh zmarszczył na to brwi i cofnął od razu głowę. Zgiął kolana, a dłonią sięgnął do swojego penisa.<br />
- To jak taka dobra, to pójdziesz z nią na górę? &#8211; wrócił do tematu, zerkając w ciemne oczy mężczyzny.<br />
Mason prychnął pod nosem i zerknął na jego penisa.<br />
- Jeśli sobie go obwiążesz &#8211; zasugerował, już wyobrażając sobie, jak Josh chodzi z takim sztywnym, aż czerwonym od krwi penisem związanym u nasady. Zrobiło mu się gorąco.<br />
Chłopak za to poczerwieniał na twarzy i spuścił wzrok.<br />
- Ale&#8230; nie teraz, nie?<br />
- Teraz &#8211; Mason rozwiał jego nadzieje, wciągając więcej powietrza do płuc. Zobaczył też, jak na jego słowa penis Josha nieco bardziej zesztywniał, mimo że chłopak go nie poruszył.<br />
- Nie mam czym &#8211; spróbował jeszcze Josh.<br />
- Coś się znajdzie &#8211; uspokoił go mężczyzna. Obmył się jeszcze, po czym wyszedł z wanny. Nagi, mocząc bez skrępowania dywanik. Ciemne włosy przyklejały mu się do karku.<br />
Chłopak spojrzał za nim, lustrując jego ciało w milczeniu. Miał łazić ze sztywnym, związanym kutasem tylko po to, żeby Masonowi wcisnąć szarlotkę?! Aż jęknął w duchu, zerkając na swojego penisa. Nie miał jednak zamiaru teraz odpuścić. Wciśnie mu to ciasto, choćby miał mu wsadzić w dupę butelkę.<br />
Po chwili do chłopaka wrócił Mason, trzymając w dłoni wyjętą z szafki gumkę zaciskową. Dokładnie taką samą, jakich używało się już dość dawno w szpitalach podczas pobierania krwi.<br />
- Wstawaj &#8211; rozkazał chłopakowi.<br />
Josh aż sapnął, zerkając na gumkę z lekkim przestrachem. Mimo to wstał z determinacją i podszedł pewnie do Masona, jakby wcale serce nie tłukło mu się z nerwów w piersi. Kiedy tak w końcu stanął naprzeciwko niego, Mason kucnął przed nim, opierając się na jednym kolanie. Przesunął najpierw dłonią po penisie Josha, potem zrobił szybki supeł na gumce, naciągnął ją i nałożył na sztywnego penisa chłopaka. Po chwili zastanowienia przeciągnął jeszcze na drugą stronę jego jądra.<br />
- Ślicznie.<br />
Josh przełknął ślinę, patrząc na swojego penisa. Był sztywny, nieco zaczerwieniony i najchętniej chłopak by sobie strzepał. Zamiast tego zapytał:<br />
- I kiedy będę mógł zdjąć?<br />
- Kiedy uznam za słuszne &#8211; odparł Mason, nadal przed nim kucając. Podobał mu się taki usztywniony dodatkowo penis. Aż się lekko oblizał nim wstał.<br />
Chłopak przytaknął spolegliwie i sięgnął po ręcznik, wycierając się pospiesznie.<br />
- To chodź już na górę. &#8211; Zerknął na mężczyznę, starając się nie myśleć o wzwodzie. Jednak zacisk usilnie mu o tym przypominał, a penis nie zamierzał mu najwyraźniej zmięknąć. Wręcz przeciwnie. Sterczał mu ściśnięty i wyprężony. Aż trudno było mu się poruszać, bo każdy dotyk czy większe bujnięcie powodowało specyficzne, ale przyjemne uczucie.<br />
Mason spojrzał na niego i jeszcze złapał go za kark, łapiąc też za penisa. Poruszył kilka razy na nim dłonią. Josh i tak nie mógł na razie dojść, więc miał z tego powodu świetną zabawę. I jego samego podniecał widok jego wykrzywionej w przyjemności twarzy.<br />
- Aż mam ochotę cię wziąć na smycz, psie &#8211; zadrwił i poklepał go w pośladek. &#8211; Panie przodem &#8211; wskazał mu drzwi, samemu sięgając po ręcznik, aby się szybko wytrzeć.<br />
Chłopak jęknął cicho, oddychając zdecydowanie płycej niż normalnie. Zerknął jeszcze na Masona z podnieceniem w oczach.<br />
- Mogę się owinąć ręcznikiem? Proszę &#8211; jęknął, zanim mężczyzna zdążył odmówić.<br />
- Nie &#8211; odmówił i tak. Na suche już ciało założył szlafrok. &#8211; Idź już na górę.<br />
Josh zaklął w myślach, ale posłusznie wyszedł z łazienki. Jego sztywny, związany penis przy każdym ruchu lekko się bujał, a zacisk tylko bardziej chłopaka podniecał. Z każdym krokiem było mu coraz cieplej. Zanim wyszedł z pokoju, wyjrzał na korytarz, upewniając się, że jest pusty. Mason jednak pchnął go w plecy.<br />
- Przyzwyczajaj się &#8211; syknął, idąc za nim i gapiąc mu się bez krępacji na pośladki.<br />
- Drań &#8211; jęknął Josh, idąc pospiesznie w stronę schodów. Obejrzał się przy tym na Masona, cały zarumieniony. &#8211; Chyba za mocno jest&#8230;<br />
- Dobrze jest &#8211; klepnął go w pośladek, po czym zatrzymał zaraz przy schodach. Objął go w talii i przesunął znowu dłonią po jego penisie. Taki naprawdę mu się podobał. I te ściśnięte jajeczka przyduszone do penisa.<br />
- Nie rób! &#8211; pisnął Josh, łapiąc go za nadgarstek i zatrzymując jego dłoń. Aż mu się goręcej zrobiło.<br />
Mason ani jednak myślał go słuchać. Stali tak przodem do schodów prowadzących na dół, a Mason bawił się napletkiem na penisie Josha w ogóle nieskrępowany. Chłopak jęknął głucho i oparł tył głowy o ramię mężczyzny, oblizując usta.<br />
- Kurwa&#8230; Mason &#8211; wysapał, aż zaciskając pośladki i dysząc ciężko. Penis zaczynał go niemal boleć.<br />
- Hm? &#8211; spytał niewinnie, nie zaprzestając swojej zabawy.<br />
- Nie dojdę, puść&#8230; albo rozwiąż &#8211; wysapał, zaciskając i rozkurczając palce na jego nadgarstku. Aż przestąpił z nogi na nogę.<br />
- Wiem, że nie dojdziesz &#8211; zaśmiał się tuż przy jego uchu Mason. &#8211; Po to to jest, abyś nie mógł się spuścić.<br />
Josh tylko zacisnął uda, oddychając nierówno i czując się coraz bardziej nieznośnie. Do tego zapach i bliskość Masona strasznie go podniecały, a penis tylko twardniał i robił się coraz ciemniejszy. Nie chciał nawet już myśleć o tym, że stali na skraju schodów, z których Mason równie dobrze mógł go zepchnąć albo ktoś mógł po nich wejść, widząc, jaką jest zabawką w rękach pana tego domu.<br />
W końcu jednak mężczyzna się od niego odsunął i znowu klepnął go w tyłek.<br />
- Koniec zabawy, na górę.<br />
Chłopak zacisnął pięści i niemal pobiegł na piętro. Jak normalnie dałby wszystko, żeby Mason mu tak dobrze robił, tak teraz nie chciał, żeby już dotykał jego penisa. Walcząc też ze sobą, żeby się nie dotknąć czy nie rozwiązać gumki, wszedł szybko do swojej kanciapy na poddaszu i wziął za stolika kawałek szarlotki. Wciąż cudownie pachniała i sam miał ochotę ją zjeść, ale nie po to dał sobie związać chuja, żeby teraz nic z tego nie mieć. Odwrócił się z talerzykiem, czekając na mężczyznę.<br />
Mason dopiero po dobrej chwili wszedł do jego małego, zakurzonego i obskurnego pokoiku na poddaszu. Dłonie miał w kieszeniach szlafroka, a jego poły były rozchylone tak, że widać było aż jego pępek. Josh znowu obejrzał jego ciało, co nie było dobrym pomysłem, bo strasznie go mężczyzna w tej chwili kręcił. Podszedł jednak do niego i wyciągnął talerzyk z ciastem.<br />
- Zjedz. Pachnie &#8211; sapnął z uśmiechem.<br />
Mason spojrzał na ciasto ze ściśniętym żołądkiem. Ciężko było mu się powstrzymać.<br />
- Cholera &#8211; mruknął pod nosem.<br />
- Nie mogą ci nic zrobić za jeden kawałek szarlotki &#8211; dodał Josh. &#8211; Masz. Należy ci się.<br />
Mason od razu spojrzał na Josha twardym, czarnym spojrzeniem.<br />
- Za? &#8211; syknął. Jakoś mimo wszystko mu nie ufał. I chłopak godził się na wszystko, aby tylko dać mu tej szarlotki.<br />
- &#8230; no&#8230; oddajesz im krew &#8211; odparł płasko chłopak.<br />
- I?<br />
- No to ci się należy czasem coś&#8230; dobrego. Mason, kurwa, nie chcę cię otruć &#8211; spojrzał mu w oczy niemal jak szczeniak.<br />
Mason zmarszczył brwi i skinął jeszcze głową na ciasto.<br />
- Ugryź.<br />
Josh uśmiechnął się na to i ugryzł kawałek szarlotki. Aż przymknął oczy.<br />
- Mmm&#8230; pycha &#8211; wymruczał.<br />
Mason dopiero wtedy skapitulował i sam nie wytrzymał. Pochylił się do jego ręki i ugryzł maleńki kawałek ciasta. Chłopak spojrzał na niego, niemal urzeczony.<br />
- I jak? &#8211; spytał, zbliżając się bardziej, tak że trącił swoim nieznośnie sztywnym penisem w jego szlafrok. Wyciągnął ciasto do jego ust. &#8211; Jeszcze?<br />
Mason przełknął i oblizał się. Było dobre. Słodkie, jabłkowe i lekko cynamonowe. Aż rozpływało się w ustach, a ciasto było takie&#8230; dobre. Przełknął znowu ślinę i spojrzał niemal ze złością na ciasto, a następnie na Josha. Pochylił się jednak do jego dłoni i przytrzymując ją sobie za nadgarstek, znowu ugryzł wypiek.<br />
Josh zapatrzył się na niego, po czym wyciągnął drugą dłoń i wsunął mu palce we włosy, głaszcząc go lekko po głowie. Widział, że mu smakuje i jakoś miło mu się zrobiło. Zwykle widział Masona wkurwionego, posępnego albo zirytowanego. A teraz był niemal jak dzieciak zajadający się słodyczami.<br />
Mężczyzna odtrącił jednak jego rękę i odsunął się, zostawiając mu jeszcze połowę ciasta w dłoni. Josh spojrzał na nie, a potem znowu na Masona.<br />
- Zjedz całe.<br />
Mężczyzna pokręcił głową i odsunął się, wymijając chłopaka i siadając na kanapie. Josh jednak spojrzał za nim i po chwili uklęknął przy jego nogach na podłodze.<br />
- Czemu? Przecież ci smakuje &#8211; powiedział, wciąż trzymając ciasto.<br />
- Wystarczy! &#8211; uciął Mason, podnosząc na niego rękę z głośnym krzykiem. Nie chciał dalej rozmawiać o tym pierdolonym cieście.<br />
Chłopak aż wypuścił z ręki szarlotkę, która upadła na podłogę, a Josh cofnął się od razu, patrząc na niego spłoszony. Mason widząc zmarnowane ciasto, bardziej się zmarszczył.<br />
- I co, kurwa, robisz? Posprzątaj! &#8211; syknął, żałując bardziej ciasta niż chłopaka.<br />
Josh szybko kucnął przy rozwalonym na podłodze cieście i zebrał w dłonie, po czym wyszedł z nim do kuchni, gdzie był kosz. Nie dość, że dalej miał uwięzionego penisa, który wręcz go bolał, to jeszcze Mason znowu się na niego wkurwił. Nie tak miało być&#8230;<br />
Wyrzucił resztki, wytarł dłonie w starą szmatkę i dopiero wrócił do salonu, ale nie zbliżył się do mężczyzny. Mason siedział nadal na kanapie i jak tylko go zobaczył, skinął na niego dłonią, aby podszedł. Mimo wszystko myśli uciekały mu do jego uwięzionego penisa i tego, że pomyślał o nim i dał mu kawałek zakazanego mu ciasta.<br />
Josh zacisnął lekko zęby, wahając się, czy podejść. Nie miał jednak wyboru, więc zbliżył się do mężczyzny.<br />
- Przepraszam za ciasto &#8211; powiedział zapobiegawczo.<br />
Mężczyzna machnął na to ręką, przymykając na moment oczy. Chwycił go mocno za nadgarstek i przyciągnął bliżej do siebie.<br />
- Usiądź mi na kolanach &#8211; zażądał. &#8211; Przodem.<br />
Josh zapatrzył się w jego oczy odrobinę za długo, ale skinął szybko głową i spełnił polecenie, siadając mu okrakiem na kolanach. Był rumiany na polikach, chociaż jego penis był ciemniejszy. Klatkę piersiową też miał zaczerwienioną. Mason nadal trzymając go za nadgarstek, drugą ręką w milczeniu przesunął po jego klatce piersiowej. Po chwili przysunął do niej twarz, przytykając mu do piersi ucho. Czuł, jak serce chłopaka bije mocno i szybko. Do tego usłyszał jego głośniejsze westchnienie i miał wrażenie, że nagi tyłeczek chłopaka jest strasznie ciepły. Przymknął jeszcze oczy i pocałował go na wysokości mostka. Następnie jego dłoń zsunęła się po boku Josha, sięgając palcami między jego pośladki. Na to chłopak objął go mocno za szyję, przyciskając się do niego bardziej.<br />
- Nn&#8230;<br />
- Mów &#8211; rozkazał mężczyzna, napierając palcami na jego wejście.<br />
- Ja&#8230; o fuck, za gorąco mi &#8211; wydyszał chłopak, wciskając twarz w zgięcie jego szyi. &#8211; Mojego&#8230; chu&#8230; chuja rozwiąż &#8211; jęknął niemal z błaganiem.<br />
- Jeszcze nie &#8211; mruknął Mason i czując opór na zwieraczu, odsunął Josha od siebie na tyle, że mógł mu wsunąć dwa palce w usta. &#8211; Liż.<br />
Przez ciało chłopaka aż przeszedł dreszcz, kiedy jego zielone oczy zatrzymały się na palcach mężczyzny. Starając się opanować jakoś podniecenie, wysunął język i zaczął oblizywać jego palce, zerkając mu przy tym w oczy. Mason skinął głową na znak, że na razie dobrze robi. Josh zakręcił się niecierpliwie na jego kolanach i po chwili wahania wziął do ust jego palce, ssąc je lekko. Lubił te jego duże, męskie łapska. No i nawet one tak silnie pachniały.<br />
- Obśliń dokładnie &#8211; polecił po chwili Mason, podniecając się widokiem coraz bardziej.<br />
- Mnn&#8230;mn &#8211; chłopak zaburczał na jego palcach, wsuwając je całe do ust i liżąc z zapamiętaniem. Znowu poruszył się na jego kolanach, czując się na dole równocześnie zbyt dobrze, jak i strasznie niekomfortowo.<br />
Mason w końcu zabrał palce z jego ust. Drugą ręką odchylił sobie jego pośladki, po czym wsunął się od razu dwoma palcami w jego wrażliwą dziurkę. Josh pisnął, przyciskając się do niego i przy tym ocierając obolałym penisem o jego brzuch.<br />
- Nie bądź brutalny &#8211; poprosił na wydechu. &#8211; Jeszcze&#8230; po wczoraj trochę&#8230;<br />
Mason spojrzał mu na to w twarz. Zmarszczył brwi, ale zatrzymał dłoń.<br />
- To sam.<br />
- Mam się&#8230; sam ruszać&#8230;? &#8211; wykrztusił chłopak, patrząc na niego, momentalnie buraczejąc.<br />
- Tak.<br />
Josh sapnął cicho, spuszczając wzrok, ale zaczął powoli i ostrożnie ruszać biodrami, a tym samym nabijać się na jego palce. Jęknął niekontrolowanie i położył czoło na ramieniu mężczyzny, poruszając się rytmicznie. Jego ręka owinięta wokół szyi Masona aż drżała i ściskała go mocno. Było mu za gorąco&#8230; A do tego czuł, jak czarne oczy mężczyzny obserwują go, wyłapując każdą jego najmniejszą reakcję.<br />
- Ma&#8230;son&#8230; mój penis &#8211; jęknął cicho, ale prosząco, czując, jak od tego, jak palce mężczyzny drażnią jego wnętrze, co chwilę przez jego ciało przechodzą dreszcze. &#8211; Proszę&#8230;<br />
- Nie &#8211; odparł mężczyzna twardo, drugą ręką sięgając do swojego penisa. Był już sztywny. &#8211; Zmiana.<br />
Josh spojrzał w dół i zwilżył usta językiem, zaciskając i nerwowo rozkurczając palce.<br />
- A więcej&#8230; nawilżenia? &#8211; spytał cicho, drżącym z podniecenia głosem.<br />
- Załatw sobie &#8211; odparł Mason spokojnie. On już dość niedawno się spuścił, więc nie czuł tak naglącej potrzeby jak Josh, który nie mógł osiągnąć już od dłuższego czasu orgazmu.<br />
Chłopak skinął głową i wstał z jego kolan, po czym szybko zniknął w kuchni. Tam najpierw oparł się plecami o ścianę, oddychając głęboko i starając się myśleć o jakichś zwłokach czy&#8230; czymkolwiek, co by zmniejszyło jego podniecenie. Był cały rozgrzany, a kiedy delikatnie dotknął swojego penisa, musiał stłumić bolesne jęknięcie. Miał wrażenie, że zaraz wybuchnie.<br />
Zaczął otwierać drżącymi rękami szafki w poszukiwaniu czegoś do nawilżenia. Znalazł wreszcie kostkę jakiegoś masła, które mu Mason dał do sucharków. Poszedł z nią do salonu i stanął przy mężczyźnie.<br />
- Masło&#8230; może być?<br />
Ten rozłożył dłonie w geście, że może robić co chce. Siedział na kanapie w rozchełstanym szlafroku, a między jego rozsuniętymi udami prężył się jego duży penis.<br />
- Możesz se je nawet w dupę wsadzić &#8211; zadrwił.<br />
- Nie chcę&#8230; &#8211; odmruknął chłopak, speszony. Wziął kawałek w palce, roztopił je nieco i nasmarował sobie wejście, nie unosząc na Masona spojrzenia. Również nie patrzył mu w oczy, kiedy znowu usiadł na jego kolanach i zaczął obsmarowywać jego sztywnego kutasa, na którego widok robiło mu się gorąco.<br />
Mason patrzył tylko na niego wyczekująco. Oparł ramiona o oparcie kanapy, siedząc jak pan i czekając.<br />
- Nadziej się już jak moja wierna suka &#8211; zamruczał ponaglająco.<br />
Josh w ostatniej chwili powstrzymał się, żeby nie odwarknąć. Wydał tylko jakiś szczekliwy dźwięk pod nosem, nawet nie zdając sobie specjalnie z tego sprawy i odrzucił masło na bok. Położył mu dłoń na ramieniu, a w drugą chwycił jego śliskiego penisa, ustawiając w pionie. Zaczął się na niego powoli i delikatnie opuszczać.<br />
- Au&#8230;! &#8211; jęknął, kiedy szersza główka tego chuja zaczęła rozpierać jego wnętrze.<br />
Mason zmarszczył nos, obmacując go nachalnie spojrzeniem. Było mu gorąco i dobrze. Josh musiał wziąć kilka głębszych oddechów, nim zsunął się niżej. Całe jego rozgrzane ciało drżało, a na czubku penisa zgromadziła się kropelka. Wreszcie jednak chłopak opadł do końca na kutasie mężczyzny z głośniejszym jękiem. Mason uśmiechnął się z dumą.<br />
- No. Idealnie na swoim miejscu &#8211; rzucił i bez skrupułów pstryknął czubek nabrzmiałego i bolącego penisa.<br />
- Kurwa! &#8211; krzyknął chłopak, łapiąc swojego penisa. &#8211; Nie rób&#8230;!<br />
- To się ruszaj, dziwko &#8211; zażądał Mason, klepiąc go mocno w pośladek.<br />
- Nie jestem&#8230; dziwką &#8211; pisnął Josh, kładąc mu dłonie na ramionach i wypełniając rozkaz. Z każdym kolejnym ruchem miał wrażenie, że jest bliżej końca, który i tak nie następował przez gumkę ściskającą penisa. Chciało mu się krzyczeć, ale zamiast tego zaciskał mocno zęby, ruszając się dalej. Podniecenie było aż otępiające. Szumiało mu w uszach i w niektórych momentach nawet nie był pewien czy się jeszcze porusza, czy już odpłynął. Nie poczuł nawet, jak Mason łapie go mocniej w talii i obraca ich na bok tak, aby samemu zacząć się w niego wbijać. Mocno, brutalnie, tak że Josh prawie że odlatywał. Od strony tyłka czuł zarówno ból, jak i prądy przyjemności, które przez gumkę na penisie były niemal torturą.<br />
- Już nie&#8230;! &#8211; wyskamlał boleśnie w pewnym momencie, kiedy robiło mu się ciemno przed oczami. Zaciskał mocno dłonie na skraju kanapy. &#8211; Już nie mogę&#8230;<br />
Mason złapał go za bok twarzy i przycisnął do siedziska kanapy. Jedną nogę uniósł, trzymając udo chłopaka wyżej zarzucone na swoje ramię. Pieprzył go opętańczo. Było mu tak dobrze, widząc i czując, jaką ma władzę. I to gorące ciało&#8230;<br />
- Mój… mały skurwysyn &#8211; wysyczał do siebie, mocniej wbijając jego twarz w kanapę i w końcu sięgając do jego penisa. Pociągnął za odpowiednią pętlę, uwalniając członek Josha.<br />
Chłopak aż krzyknął na to z ulgą. Potem zajęczał coś niezrozumiale, cały drżąc i dosłownie chwilę później wystrzelił. Tym razem zrobiło mu się zupełnie ciemno przed oczami i miał wrażenie, że kutas w dupie to jakieś zupełnie odległe uczucie. Nie czuł więc prawie w ogóle, jak Mason w niego doszedł, sapiąc nad nim ciężko. Jego silne ciało przyciskało go do siedziska kanapy, nadal rozbujane mocnym, dzikim seksem. A Joshowi było tak błogo i nierealnie. Jakby nie wiedział, co się z nim dzieje. Nie miał nawet siły poruszyć palcem, a co dopiero rozchylić powieki. Ledwo rejestrował, że mężczyzna na nim leży i najmocniejszym i najprzyjemniejszym odczuciem w tym momencie był męski, intensywny zapach.<br />
Mason chwilę jeszcze nad nim wisiał, po czym uniósł się i wysunął. Przekręcił chłopaka na plecy, aby nie spadł z kanapy i sam w niej wstał. Okręcił się szlafrokiem, patrząc na jego wymęczone, ładne ciało. Na brzuchu i klatce piersiowej chłopak miał swoją spermę, a jego pośladki i wnętrze ud błyszczały się od masła. Do tego włosy przesłoniły mu nieco czoło. Wciąż oddychał płytko, ale zdecydowanie spokojniej niż chwilę temu.<br />
Mason pochylił się do niego i rozchylił mu delikatnie powieki jednego oka, sprawdzając czy chłopak jest przytomny, czy tylko wycieńczony. Jasne, zielone oko Josha rozejrzało się mało przytomnie, ale mimo to chłopak uśmiechnął się bardzo słabo. Mason puścił jego powieki i poklepał go po poliku.<br />
- Śpij &#8211; pozwolił i wyszedł do maleńkiej, prowizorycznej łazienki, jaką miał chłopak na poddaszu. Chciał się pozbyć tego masła z siebie.<br />
Pomieszczenie było na tyle małe, że ciężko się było w nim poruszać. Zawierało tylko ubikację, maleńką umywalkę i dużą balię stojącą obok. Kafelki ze ścian w większości poodpadały, ale światło na szczęście działało.<br />
Sięgnął do ręcznika wiszącego nad balią, zmoczył go i wytarł się. Po chwili zastanowienia odrzucił go do balii i wyszedł znowu do pokoju. Josh leżał albo spał na kanapie. Trudno powiedzieć, bo nie zmienił pozycji, nie mając na to siły.<br />
Mason jeszcze chwilę stał, oglądając go sobie, po czym znowu wyszedł. Tym razem wychodząc ze strychu. Wrócił po niecałych piętnastu minutach ze strzykawką w ręku. Otworzył opakowanie, zdjął zabezpieczenie i klęknął na jedno kolano obok kanapy. Wziął w dłoń rękę Josha, przetarł mu przegub gazikiem i dopiero wbił się w żyłę. Antybiotyk nie nadawał się do połykania. Źle znosił soki trawienne niezależnie od osłaniającej go otoczki. Zastrzyki więc były jedynym i najlepszym wyjściem. I działały niemal od razu, nie trzeba było czekać, dzięki czemu od razu dało się opanować początkowe objawy.<br />
Josh tylko skrzywił się lekko na ukłucie i przekręcił bardziej na bok, ale nie otworzył oczu. Mason rozmasował mu rękę i dopiero się uniósł. Wyrzucił strzykawkę do kosza w kuchni i wrócił do saloniku. Chłopak spał jak zabity, skulony na kanapie, nieświadom śliskości między pośladkami i ogólnej nagości.<br />
Mason przetarł jeszcze twarz dłonią, pocierając dłużej zarost na brodzie. W końcu jednak wyszedł ze strychu. Po niecałej godzinie na górę zamiast niego przyszła Anna z kocem. Przykryła tylko Josha, zabrała ręcznik z łazienki, powiesiła nowy i wyszła.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3283/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3283&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/17/savage-virus-7-pachnace-ciasto-i-pachnacy-mason/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Across The Cursed Lands &#8211; 17 &#8211; Erotyczny wieczór w bajkowej willi</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/15/across-the-cursed-lands-17-erotyczny-wieczor-w-bajkowej-willi/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/15/across-the-cursed-lands-17-erotyczny-wieczor-w-bajkowej-willi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 11:49:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Across The Cursed Lands]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3343</guid>
		<description><![CDATA[Z kluczem wsuniętym w kieszonkę kamizelki Jefferson zabrał swoje tobołki i ruszył na górę. Kiedy już był na piętrze, William doszedł do niego szybkim krokiem, trzymając wszystkie dokumenty, a w drugiej ręce zapaloną lampkę, bo było już całkiem ciemno. Rozejrzał po korytarzu, którego ściany zdobiły obrazy, głównie przedstawiające naturę. Przy każdych drzwiach znajdowała się podwieszona [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3343&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Z kluczem wsuniętym w kieszonkę kamizelki Jefferson zabrał swoje tobołki i ruszył na górę. Kiedy już był na piętrze, William doszedł do niego szybkim krokiem, trzymając wszystkie dokumenty, a w drugiej ręce zapaloną lampkę, bo było już całkiem ciemno. Rozejrzał po korytarzu, którego ściany zdobiły obrazy, głównie przedstawiające naturę. Przy każdych drzwiach znajdowała się podwieszona na ścianie lampka oliwna. Wszystko było bardzo zadbane.<br />
- Jeff? Jeszcze jedna rzecz.<span id="more-3343"></span><br />
Ranger otworzył jedne z drzwi i dopiero na niego spojrzał.<br />
- Hmm?<br />
- Larwy jedzą martwą tkankę. Nie rozumiem, dlaczego zjadły lekarza.<br />
Brunet miał coś rzucić na odczepnego, ale w końcu jednak sam też zmarszczył brwi. Oparł się o framugę drzwi.<br />
- Fakt. Bo nawet jeśli się zmieniły od kontaktu z upiorytem, to ten był u tego lekarzyny, więc jakoś te zwykłe musiały się do niego dostać &#8211; mruknął, zastanawiając się. &#8211; Bo musiałby być martwy, aby się nim zainteresowały, tak? Bo one tylko martwą tkankę jedzą?<br />
- Tak. Albo ranny, albo martwy. Myślisz, że zostało coś z niego do przebadania?<br />
Jeff skrzywił się i pokręcił głową.<br />
- Wątpię. Sam widziałeś. Nieźle się paliło i chyba nawet wybuchło. Teraz może tam być istny piec.<br />
Blondyn nie wyglądał na ucieszonego tą odpowiedzią, ale przytaknął. Wszedł do pokoju i odłożył dokumenty na szafkę, która stała od razu przy drzwiach, a obok położył lampkę oliwną.<br />
- Możemy więc tylko założyć, że z jakiegoś powodu umarł we własnym biurze &#8211; westchnął cichutko i rozejrzał się.<br />
Pokój nie był duży. Jedno pojedyncze łóżko, szafka nocna, okno z niebieskimi firankami i uschnięte kwiaty stojące na stoliczku po prawej stronie od wejścia. Bardzo delikatnie wystrojony pokój, niemalże kobiecy, ale nie upstrzony kwiatami jak główny hol.<br />
- Możemy, ale ty w tej chwili też możesz mi powiedzieć, co robisz w moim pokoju? &#8211; rzucił Jeff, nadal stojąc w drzwiach.<br />
William spojrzał na niego spokojnie, lekko unosząc brwi.<br />
- Dobrze nam się spało razem zeszłej nocy.<br />
- Bo takie były warunki. Teraz możesz mieć swój własny pokoik ze świeżuteńką pościelą i kwiatkami na ścianie.<br />
Lekarz patrzył na niego nieco chłodniej niż jeszcze chwilę temu, ale skinął głową.<br />
- Skoro sobie nie życzysz. Schowaj dokumenty &#8211; dodał, odwracając się i zapalając dodatkową lampkę, żeby ani nie iść po ciemku, ani nie zostawiać Jeffersona w ciemnościach. Zawahał się jednak, kiedy już to zrobił i miał wyjść. &#8211; Ale to zmutowane robactwo może być w pokojach. &#8211; Spojrzał na Rangera.<br />
- No i? Boisz się? &#8211; spytał. Nie przypuszczał w sumie, że tak łatwo przekona Williama do spania osobno.<br />
- Miałem nadzieję, że zaprzeczysz &#8211; odparł chłodno lekarz, wciąż stojąc w miejscu. Tamto robactwo go przerażało.<br />
Ranger wszedł w głąb pokoju i rzucił swoje rzeczy na łóżko.<br />
- Nie wiem. Może być, może go nie być. Nie mam zamiaru cię oszukiwać tylko po to, abyś lepiej spał.<br />
- Więc zostaję &#8211; zdecydował lekarz, odstawiając lampkę na drugim stoliczku i zamykając drzwi pokoju.<br />
Jefferson od razu spojrzał na niego oburzony.<br />
- Co? Nie! &#8211; syknął. Znowu miał się z nim gnieść na wąskim łóżku?<br />
- Rozumiem, że odstawiłem swoją rolę w twojej misji od tajnej agencji rządowej i już jestem niepotrzebny, więc nie będziesz się przejmował, czy jakieś zmutowane robactwo nocą mnie nie zje? &#8211; spytał lodowato William, odwracając się do niego. Jefferson go irytował w tym momencie niemal na równi z tym, jak go podniecał.<br />
- Masz jeszcze napisać ze mną raport &#8211; mruknął Ranger niezrażony jego wybuchem. &#8211; Mówię tylko, że nie będę się z tobą cisnął na tym pieprzonym, małym łóżku. I jak boisz się tak robactwa, to znajdź jakiś pokój z dwoma łóżkami, to potrzymam cię za rączkę, żeby cię żaden potwór spod łóżka nie zjadł &#8211; zadrwił.<br />
- Nie kpij, to nieuprzejme &#8211; uciął ostro lekarz i zabrał jedną lampkę. &#8211; Idę poszukać pokoju. I przykro mi, że jestem dla ciebie taki nieznośny &#8211; dodał chłodno, po czym wyszedł z pokoju, stukając donośnie metalowymi obcasami.<br />
Przeszedł przez długi korytarz, lampką oświetlając sobie drogę. Otwierał większość drzwi, które mijał, ale niektóre były zamknięte, a inne miały tylko jedno, wąskie łóżko. Coraz bardziej zaniepokojony szedł dalej, aż na środku korytarza, za zwykłymi drzwiami, które otworzył, znajdował się bynajmniej niezwykły pokój.<br />
Przestronniejsze niż w innych pokojach wnętrze było utrzymane w błękitnych kolorach tak jak cała willa, jednak nie cechowała go przesadna ilość kwiatowych ozdobników. Te znajdowały się głownie w wąskim pasie tuż przy suficie. Okalały cały pokój, który naprzeciwko drzwi, w których stał William, miał podwójne okno balkonowe. To prowadziło na taras z widokiem na rzekę, a balkon zabezpieczony był kutą barierką. W samym pokoju główną rolę grało obszerne łóżko z baldachimem stojące po lewo od wejścia. Przy nim, po obu jego bokach, znajdowały się szafki nocne, a na każdej z nich stała oliwna lampka w białym kolorze, z drobnymi, niebieskimi zdobieniami. Po prawo stała pękata, kremowa szafa na krótkich, okrągłych nóżkach. Pozostałe meble, na które składały się dwa fotele i mały, okrągły stoliczek, były utrzymane w tej samej kolorystyce.<br />
William aż się zapatrzył, ale zaraz potem wszedł głębiej, stąpając po dywanie. Rozejrzał się i otworzył drzwi na balkon, odsuwając uprzednio zasłony z delikatnego materiału. Kiedy do pokoju wpadło świeże, wieczorne powietrze, aż cicho odetchnął. Odpalił od swojej lampki te dwie stojące przy łóżku i wyszedł pospiesznie na korytarz.<br />
- Jeff, znalazłem pokój &#8211; oznajmił, wchodząc do tego, w którym wcześniej Ranger zamierzał spać. &#8211; Musisz zobaczyć.<br />
Jefferson uniósł wzrok na lekarza.<br />
- Muszę? &#8211; spytał z cieniem kpiącego uśmieszku na ustach.<br />
- Tak, jest bardzo duży i sądzę, że mieszkał tam albo ten lekarz, albo jakiś ważny pacjent &#8211; odparł William, podchodząc do niego i łapiąc go za rękę. &#8211; Chodź.<br />
Jefferson przewrócił oczami, ale dał się pociągnąć w górę.<br />
- Jak już muszę &#8211; mruknął, podkreślając ostatnie słowo.<br />
William skinął głową i pociągnął go korytarzem w stronę pokoju, który znalazł.<br />
- Jest duże łóżko, zobacz &#8211; powiedział, jak już stanęli w progu.<br />
Jeff aż szerzej otworzył oczy, widząc pokój. Był&#8230; tak inny od tych, do który przywykł.<br />
- No&#8230; &#8211; mruknął mało inteligentnie, wchodząc do środka. Przesunął palcami po lekko zakurzonych meblach. Co to w ogóle miało być? Pokój dla kalekich nowożeńców czy co?<br />
- Mamy teraz bardzo przyjemne miejsce do spania &#8211; stwierdził William, wchodząc głębiej i obserwując plecy Jeffersona, który stał sztywno na środku pokoju. Nie czuł się tu zbyt swobodnie.<br />
- Ta, ty na pewno &#8211; mruknął, wbijając dłonie w kieszenie. &#8211; To, ten&#8230; Zaraz wracam &#8211; dodał i wycofał się do wyjścia, aby wrócić po swoje rzeczy.<br />
William wyszedł jednak za nim, mając w planach przynieść na górę swoje świeże ubrania i jakieś jedzenie z kuchni. To niezepsute oczywiście.<br />
Będąc już w spiżarni, stwierdził, że sporą część puszek i konserw będzie można ze sobą zabrać. Nikt nie powinien nawet zauważyć ich braku.<br />
Z jedną puszką szpinaku i jedną z jakimś mięsem oraz widelcami poszedł do swoich rzeczy stojących przy recepcji. Wyciągnął z walizki czyste ubrania na jutro, grzebień i po chwili namysłu zabrał ze sobą mechaniczną czaszkę będącą jego schowkiem na cenne rzeczy. Ze wszystkim wyszedł na piętro i ruszył do pokoju. Tam już zastał Jeffersona&#8230; w samych spodniach. Mężczyzna, kiedy tylko usłyszał, jak ten wchodzi, odwrócił się do niego z obojętną miną. Odrzucił na fotel koszulę i skinął na niego.<br />
- Co tam masz?<br />
- Jedzenie. Dla ciebie mięsne &#8211; odparł William do jego klatki piersiowej i podszedł, wyciągając do niego puszkę z mięsem.<br />
Ranger przyjął ją, obejrzał, po czym odstawił na stolik.<br />
- Dzięki. A ty co se wziąłeś?<br />
- Szpinak &#8211; odparł spokojnie William i usiadł na fotelu przy stoliczku, kładąc na nim puszkę i widelce. &#8211; Masz coś, czym można to otworzyć?<br />
Ranger skinął głową i sięgnął do paska spodni, gdzie poza kaburami miał małą saszetkę i nóż. Wysunął ten ostatni i wbił go w puszkę tuż przy brzegu, szybko ją otwierając i podając szpinak Williamowi. Po chwili to samo zrobił ze swoim mięsem w puszce i usiadł z nim naprzeciwko. Bez słowa zaczął je kroić nożem i wyjadać bezpośrednio z opakowania.<br />
Lekarz nabrał widelcem swój szpinak i odchylił się na oparcie fotela wygodnie, obserwując czujnie mężczyznę.<br />
- Jeff? &#8211; rzucił, kiedy już przełknął.<br />
- Hmm? &#8211; spytał z pełnymi ustami.<br />
- Chciałbym jutro spojrzeć do tego pokoju w piwnicach czy nic nie ocalało i zobaczyć, co jest na poddaszu &#8211; oznajmił lekarz, starając się nie zsuwać wzroku z jego oczu w dół półnagiego ciała.<br />
- Mhm &#8211; mruknął potakująco Jeff, podkulając jedną nogę i opierając piętę o krawędź fotela. Na nogach miał wciąż buty.<br />
- Jesteś małomówny &#8211; stwierdził William, wyjadając swój szpinak.<br />
Jefferson przełknął i oblizał nóż.<br />
- Bo jem.<br />
- Rozumiem, że po jedzeniu mam okazję na miłą rozmowę?<br />
- Dotyczącą…?<br />
William spojrzał mu chłodno w oczy, zatrzymując widelec z zieloną papką w połowie drogi do ust.<br />
- Nie możemy porozmawiać dla czystej przyjemności?<br />
- Możemy, ale czego ma ona niby dotyczyć? &#8211; spytał jeszcze Ranger i wrócił do jedzenia swojego mięsa z puszki. Na brzegach zebrała się galaretka z tłuszczykiem. Żałował, że nie ma pieczywa, aby móc ją na nim rozsmarować.<br />
Lekarz zamyślił się, przeżuwając szpinak.<br />
- Ciebie &#8211; stwierdził wreszcie.<br />
Jeff uniósł brwi, zerkając na niego znad swojego posiłku. Nie wyglądał na ucieszonego z odpowiedzi lekarza.<br />
- Mnie?<br />
- Tak. Chciałbym wiedzieć, dlaczego postanowiłeś zostać Texas Rangerem &#8211; odparł William. Siedział prosto, z jedną szczupłą nogą założoną na drugą i co jakiś czas spoglądał na jego ciało.<br />
Brunet skrzywił się jeszcze bardziej. Wywiad, psia jego mać. Czego ten cały doktorek od niego oczekiwał, nie wiedział.<br />
- Źli bandyci zabili mi całą rodzinę, a ich ciała spalili na moich oczach. Postanowiłem się zemścić, ale zostałem naprowadzony na słuszną drogę &#8211; skłamał bez cienia emocji w głosie.<br />
William uniósł lekko jedną brew.<br />
- Ta rozmowa w założeniu miała być miła, a nie sarkastyczna.<br />
- A jeśli taka jest prawda? &#8211; spytał Jeff, bawiąc się nożem. &#8211; To wyciągasz ze mnie moje traumatyczne wspomnienia i nijak ta rozmowa nie będzie miła.<br />
- Nie sądzę, żeby mężczyzna, który nie chce mi nawet powiedzieć, dla kogo pracujemy i jak sam dostał tą misję, wyżalił mi się tak łatwo z traumatycznych wspomnień &#8211; odparł chłodno lekarz i skończył jeść, więc odstawił puszkę na stolik i wrócił do poprzedniej pozycji.<br />
- To po co pytałeś, jeśli nie sądziłeś, że ci powiem?<br />
- Nie, sądziłem, że podasz mi prawdziwy powód &#8211; William odparł spokojnie, choć zirytował się lekko zerową współpracą Jeffersona, który znowu wydawał się nie mieć ochoty na jego towarzystwo.<br />
- A teraz się irytujesz, że ci kłamię &#8211; prychnął Jeff, kończąc swoje mięso z puszki i jeszcze oblizując nóż, nim wbił go w stolik.<br />
- Owszem, ty byś się nie irytował? &#8211; William zaczął rozpinać swoją brudną kamizelkę.<br />
Ranger wzruszył ramionami.<br />
- Wątpię. &#8211; Miał to w sumie w głębokim poważaniu. William był według niego nie dość, że dziwnym kompanem w podróży, to do tego miał niesamowite humory. Nie rozumiał go, tak samo nie odwzajemniał nawet w połowie chorej fascynacji lekarza jego ciałem.<br />
- Mogłeś podrzucić inny temat, skoro ten ci nie pasuje &#8211; zwrócił mu uwagę i zabrał się za spodnie. Na jego nagiej klatce piersiowej spoczywał medalik, który otrzymał od Showa i którego znaczenia nadal nie znał.<br />
Jeff zmierzył jego ciało dość obojętnym spojrzeniem. William nie był specjalnie w jego guście, ale nie miał prawa też narzekać. Mężczyzn, którzy byli tacy jak oni, nie było wcale aż tak wielu, a lekarz w końcu sam wpadł mu w ręce.<br />
- Ulubiona potrawa? &#8211; rzucił beztrosko Jeff ze wzruszeniem ramion.<br />
- Sałatka owocowa polana słodkim, zagęszczonym mlekiem &#8211; William uśmiechnął się lekko, przypominając sobie, jak jadł to jeden raz w życiu u wujka w Springfield. Zsunął spodnie i zostając w samej bieliźnie, ruszył po grzebień, który zostawił na szafce.<br />
- Zagęszczanym mlekiem? &#8211; zaciekawił się Jefferson, nadal siedząc w spodniach i butach na fotelu z jedną podkuloną nogą.<br />
- Tak, ale nie wiem, jak to robią. I jest dość tłuste, jednak bardzo smaczne. &#8211; Lekarz odwrócił się tyłem i lekko zsunął opaskę, zaczynając rozczesywać swoje rozburzone lekko włosy. &#8211; A ty co lubisz?<br />
- A jest słodkie? &#8211; drążył dalej Jefferson i jakoś samoistnie przełykając ślinę na myśl o białym, gęstym&#8230; mleku.<br />
- Tak, słodkie, mówiłem &#8211; przytaknął William i odwrócił się do niego dopiero, kiedy poprawił opaskę. &#8211; Lubisz?<br />
- Co? Słodycze? &#8211; Jeff najwyraźniej nie grzeszył dziś rozgarnięciem. &#8211; A w ogóle, masz ty tego swojego whiskacza?<br />
- Tak, mam na dole. Mogę przynieść &#8211; zaproponował lekarz, najwyraźniej ucieszony z tego pytania. &#8211; I pytałem, czy lubisz słodkie mleko &#8211; dodał cierpliwie.<br />
- Nie piłem i możesz przynieść, chyba że tam w spiżarni mają jeszcze jakiś inny alkohol. Teoretycznie wypełniliśmy dziś misję rządową, więc trzeba to opić.<br />
- Lepiej nie ryzykować z innym trunkiem &#8211; odmruknął William, myślami wracając do popijawy Beaumont, po której miał koszmarnego kaca. Odłożył grzebień i wyszedł, nie przejmując się już tym, że jest w samej bieliźnie.<br />
- Jak uważasz &#8211; rzucił Jefferson za nim.<br />
Po kilku chwilach William wrócił, tym razem cichutko jak mysz, bo jego podkute buty stały już zdjęte przy fotelu. Nawet przyniósł ze sobą dwie szklanki. Postawił je na stoliczku i otworzył butelkę Jacka Danielsa.<br />
- Może usiądziemy na balkonie? &#8211; zaproponował.<br />
Jeff skinął tylko głową i wziął najpierw jeden fotel i wyniósł na balkon, a potem drugi. Oba ustawił przodem do rzeki i usiadł na jednym z nich. Podkulił jedną nogę i zapatrzył się na niebo, które było doskonale widać, bo ani jedna chmura, ani drzewo go nie zasłaniało. Księżyc odbijał się lekko w wodzie rzeki, która płynęła kawałek od willi.<br />
Dołączył do niego lekarz i podał mu jedną szklaneczkę. Druga też już była napełniona, a kiedy William usiadł obok na fotelu, postawił butelkę Jacka na podłodze balkonu.<br />
- Za skończoną misję &#8211; uniósł szklaneczkę, bardziej zauroczony widokiem takiego Jeffersona, który w tym świetle wyglądał jeszcze bardziej pociągająco, niż piękną okolicą.<br />
- Za skończoną misję i że to kurestwo nas nie zeżarło &#8211; podchwycił Ranger i stuknął swoją szklanką w szklankę Williama. Od razu po tym też upił spory łyk bursztynowego alkoholu.<br />
Lekarz zrobił to samo i dopiero zwrócił wzrok na widok za barierką balkonu. Na szczęście było dość ciepło, więc siedząc tu w samej bieliźnie, nie miał na co narzekać. Wiatr też nieco złagodniał.<br />
- Miejmy nadzieję, że żadna larwa nie przeżyła i nie wydostanie się na zewnątrz.<br />
- Najwyżej spalimy to wszystko w pizdu &#8211; rzucił Ranger dość obojętnym i beztroskim tonem. Jakby nie brał tego w ogóle pod uwagę albo uważał to za coś błahego. Wydawał się też przyjemnie rozluźniony ze szklanką whisky wspartą na kolanie i taki zapatrzony w księżyc na niebie.<br />
- To bardzo ładny ośrodek, byłoby go szkoda &#8211; zauważył William, unosząc lekko brew.<br />
- Tylko ciekawe, kto by go kupił, jakby wiedział, że w jego piwnicach kroili ludzi na plasterki &#8211; zadrwił Jeff popijając alkohol.<br />
- Ja bym kupił.<br />
Jeff przewrócił oczami, słysząc to i znowu się napił. Wolał mniej myśleć.<br />
- Tylko że ty jesteś dziwny.<br />
- Nie rozumiem dlaczego. &#8211; Lekarz spojrzał na niego, prawie już dopijając swój alkohol. &#8211; I nie wychwyciłem znowu, czy negatywnie, czy nie &#8211; dodał wymownie, wracając myślami do &#8220;bladej dupy&#8221;.<br />
- Ponieważ nie obrzydzają cię martwe szczątki. Tak jak normalnego człowieka &#8211; odmruknął. &#8211; Mogę nawet się założyć, że ucieszyłbyś się, jakbyśmy znaleźli tu jakąś salę tortur medycznych.<br />
William słysząc to, aż zawahał się na ułamek sekundy, nim odparł:<br />
- Nie, oczywiście, że nie. Chyba że nieużywaną. Masz mnie nie dość, że za wariata, to jeszcze za potwora &#8211; westchnął cichutko i sięgnął po butelkę, żeby sobie dolać.<br />
Jefferson upił do końca zawartość swojej szklaneczki i nadstawił ją po dolewkę.<br />
- Nie wiem czy za wariata, ale na pewno za dość&#8230; oryginalną jednostkę &#8211; zakpił.<br />
- To dobrze czy źle? &#8211; spytał lekarz, dolewając najpierw jemu, a potem sobie.<br />
Ranger od razu upił kilka łyków.<br />
- Może dobrze. Zależy kiedy i w jakiej sytuacji &#8211; uśmiechnął się do niego, powoli czując ciepło w żołądku spowodowane alkoholem. &#8211; Nie jesteś złym człowiekiem, ale na pewno nie jesteś normalny.<br />
William słysząc jego słowa, najpierw nie zareagował w żaden sposób, tylko na niego patrząc, po czym uśmiechnął się lekko kątem ust i odwrócił spojrzenie na ciemne niebo.<br />
- Miło mi słyszeć. Bo trudno ocenić, co myślisz.<br />
- Tak? &#8211; Ranger spojrzał na niego, popijając bursztynowy alkohol.<br />
- Tak, tylko czasami wiem. Ale kiedy milczysz, jadąc konno, już nie &#8211; odparł spokojnie William.<br />
- A kiedy wiesz co myślę? &#8211; podchwycił, patrząc na niego swoimi czarnymi jak to niebo oczami.<br />
Lekarz zamyślił się, przesuwając smukłym palcem o krawędzi szklanki.<br />
- Kiedy rozmawialiśmy o medaliku, widać było, że jesteś zafascynowany &#8211; odparł wreszcie, bo wydawało mu się, że wtedy Jeff był najbardziej&#8230; ekspresyjny. I tak chętnie z nim rozmawiał.<br />
Ranger zaśmiał się i wypił do końca whisky, jakie miał w szklance, po czym wyciągnął szklankę do Williama.<br />
- Bo to moja&#8230; no lubię to &#8211; odparł pokrętnie. &#8211; Odkąd pamiętam, Boosa była moim wzorem. Ty na pewno z równą pasją opowiadałbyś mi o operacjach i takich tam.<br />
- Możliwe &#8211; przytaknął blondyn i rozlał im po trzeciej kolejce. Czuł gorąco nie tylko w całym ciele, ale i na policzkach. &#8211; Ale o tobie chciałem rozmawiać. Nadal się inspirujesz tą grupą zapaleńców?<br />
- Nie byli zapaleńcami &#8211; fuknął, ale nie wydawał się urażony. &#8211; Byli grupą, przyjaciółmi, osobami, które mają jakiś cel. Wspólny cel. To dobre.<br />
- Wytępienie całego zła z kontynentu? &#8211; William uśmiechnął się leciutko, popijając Jacka i sięgając palcami do medalika, który miał zawieszony na szyi. Przesunął po nim palcami delikatnie.<br />
Jefferson spojrzał na niego, po czym dopił do końca złoty alkohol w szklance i wstał. Podszedł do Williama i oparł się jednym ramieniem o oparcie jego fotela.<br />
- Może &#8211; zamruczał niskim głosem pochylony nad nim.<br />
Lekarz od razu uniósł na niego swoje błękitne spojrzenie. Aż poczuł zapach mężczyzny z takiego bliska i dyskretnie się nim zaciągnął.<br />
- Ty też masz taki prawy cel? &#8211; spytał i napił się whisky.<br />
Jeff pochylił się nad nim jeszcze bardziej. Czuł przyjemne ciepło w ciele wywołane alkoholem. Przez whisky zawsze miał bardzo dobry humor.<br />
- Może &#8211; odpowiedział znowu tak samo i chwycił jego dłoń, w której lekarz trzymał szklankę alkoholu. Przechylił ją do swoich ust, upijając trochę.<br />
William zwilżył końcówką języka dolną wargę i wyciągnął drugą dłoń do jego nagiego boku. Pogłaskał go po nim lekko.<br />
- To zacnie.<br />
- Tak myślisz? &#8211; odparł Jefferson i opuścił się na ramieniu jeszcze niżej, tak że niemal dotknął nosem nosa Williama. Pachniał przy tym oszałamiająco.<br />
- Tak &#8211; odparł lekarz i od razu wychylił głowę, całując go w usta.<br />
Mężczyzna mruknął nisko i oddał pocałunek mocno. Oparł się przy tym kolanem o fotel między udami Williama. Lekarz wychylił się i na ślepo odłożył szklankę na podłogę. Potem od razu podążył dłońmi do klatki piersiowej Jeffersona i pomasował go lekko. Była taka cudowna.<br />
Ranger zaśmiał się pod nosem.<br />
- Nie umiałbyś się powstrzymać, co?<br />
- Dotykać cię? Powstrzymuję się cały czas, jak jesteśmy w podróży &#8211; odparł spokojnie William, głaszcząc go.<br />
Ranger roześmiał się szczerze i pocałował lekko Williama.<br />
- Nie brzmi to dobrze &#8211; prychnął rozbawiony.<br />
- Wydawało mi się, że pochlebnie &#8211; lekarz uśmiechnął się lekko i sięgnął dłońmi do jego spodni, zaczynając mu sprawnie rozpinać pasek.<br />
Jefferson spojrzał w dół, między swoje nogi.<br />
- Nie tracisz czasu, jak widzę &#8211; zaśmiał się. &#8211; Ale tak, pochlebnie na swój sposób.<br />
- Mam tym razem te moje &#8220;mazidła&#8221; &#8211; rzucił lekarz, rozpinając mu spodnie i od razu położył mu dłoń na kroczu. Ścisnął z wyczuciem jego penisa przez bieliznę.<br />
- Tak? I co? Opowiedz mi, jak działają? &#8211; zaśmiał się Ranger, przesuwając nosem po szyi blondyna, zawieszony nad nim. Czuł przyjemne szumienie i kręcenie w głowie, dzięki któremu nie myślał o tym, co będzie potem.<br />
- Rozgrzewają od środka &#8211; odparł William, drugą dłonią sięgając do tyłu i wsunął mu ją za spodnie na pośladek.<br />
Jefferson aż na chwilę drgnął, po czym spojrzał na Williama srogo.<br />
- Lubisz tak? &#8211; spytał, nie chcąc tracić pozycji. Po kolejnej chwili zawahania chwycił butelkę Jacka Danielsa i wypił z gwinta kilka głębszych łyków.<br />
- Czasem &#8211; odparł krótko lekarz, obserwując go zaciekawiony. Zsunął mu spodnie w dół pod pośladki razem z bielizną, a potem znowu pogłaskał go z tyłu po udzie i pośladku.<br />
Jefferson zerknął do tyłu.<br />
- Nie poczynasz sobie za bardzo? &#8211; spytał dość twardo, mimo że kręciło mu się przyjemnie w głowie.<br />
- Nie podoba ci się? &#8211; odpowiedział pytaniem William, równocześnie ujmując w dłoń jego jądra i pomasował je w dłonie pobudzająco.<br />
Ranger westchnął ciężko, patrząc mu w oczy.<br />
- Nie wiem &#8211; zamruczał, przesuwając nosem po policzku blondyna, który aż przymknął na to oko, z wyczuciem masując jego tyłek.<br />
- To chodźmy do łóżka, a ty zdejmij spodnie &#8211; polecił William.<br />
Jeff udał chwilę, że się zastanawia poczym pokręcił głową.<br />
- Nie.<br />
- Dlaczego? &#8211; lekarz spojrzał mu w oczy.<br />
- Twój wymarzony, śliczny balkonik, piękna pogoda i niebo. Nie. Tu &#8211; odparł, mrucząc niskim głosem tuż przy uchu Williama.<br />
- Dobrze, ale możesz zdjąć spodnie &#8211; zauważył lekarz, wypuszczając cicho powietrze z ust. W swojej białej bieliźnie już miał wzwód, a obecność Rangera tak blisko niemal go odurzała.<br />
- To ty je zdejmij &#8211; odparł ze śmiechem Jefferson, czując szumienie w głowie. Nie kontrolował tego, co mówi. Jego duma poszła w zapomnienie, tak samo jak rozsądek.<br />
William skinął głową i wstał, odpychając od siebie lekko Jeffersona. Potem odwrócił go pchnął na swój fotel. Dopiero wtedy się do niego pochylił i zaczął zdejmować mu sprawnie buty. Jeff roześmiał się i oparł nogę o ramię Williama, pozwalając mu zdejmować obuwie z drugiej. Lekarz rzucił mu krótkie spojrzenie i pozbawił go drugiego buta, po czym, nie unosząc się, przesunął palcami po łydce Rangera, niestety jeszcze przez spodnie.<br />
Mężczyzna patrzył na niego z góry swoimi pewnym, mimo że trochę pijanym spojrzeniem. Lekarz podążył dłonią do jego tylko trochę zsuniętych spodni i kiedy dotarł do nich, po drodze masując udo mężczyzny, zdjął mu je całkiem z bielizną. Dopiero wtedy się uniósł i westchnął cichutko. Nagie ciało tego Rangera w świetle księżyca na balkonie wyglądało jak dzieło sztuki.<br />
Jefferson westchnął ciężko, nadal tylko patrząc na niego.<br />
- Podoba ci się? &#8211; wypalił, po czym wyciągnął dłoń na bok w stronę butelki whisky. &#8211; Podaj.<br />
- Nie masz dość? Jeszcze możesz nie być na siłach i plotka o tym, że Texas Rangerzy są dobrzy w łóżku, jak mi wspominałeś, może przestać być prawdą &#8211; William uśmiechnął się kątem ust, ale sięgnął po butelkę i podał ją Jeffowi.<br />
Ranger najpierw prychnął zdegustowany tak marną kpiną, po czym napił się kilka łyków whisky.<br />
- My zawsze jesteśmy dobrzy w łóżku &#8211; zapewnił z całkowitą wiarą w to, co mówi.<br />
- Jak na razie mogłem tego doświadczyć &#8211; przyznał William i wyszedł bez słowa do pokoju, żeby przynieść swój olejek. Nie był pewien, czy Jefferson da się sobą zająć, a bardzo by chciał. Nawet niekoniecznie dobrać się do jego tyłka, chociaż to byłby miły dodatek. Chciałby go dotykać, ocierać się o niego i pieścić tak, by mężczyzna jęczał i drżał na całym ciele. A ciało miał niesamowite. Zbite i umięśnione, ale nie napakowane, jak ci siłacze z cyrków. Każdy miesień, który miał wypracowany, służył do czegoś i był wytrzymały. Jefferson był idealnym przykładem przystosowanego, sprawnego mężczyzny o oliwkowej karnacji.<br />
William otworzył swoją mechaniczną czaszkę i wyciągnął z niej fiolkę z olejkiem, którego używał czasem do analnej masturbacji i wyszedł z nią na balkon. Tam Jefferson uniósł na niego zaciekawione i trochę rozbawione spojrzenie. Trzymał w dłoni niemalże opróżnioną, małą butelkę Jacka Danielsa.<br />
- No i co, doktorku? &#8211; zamruczał lekko pijacko i upił jeszcze jeden łyk whisky.<br />
William uśmiechnął się lekko i zbliżył się do niego, wskazując na fiolkę, którą trzymał.<br />
- Przyniosłem olejek &#8211; oznajmił i usiadł na oparciu fotela, na którym siedział mężczyzna. Pogłaskał go po ramieniu. &#8211; Na pewno nie wolisz wejść do środka?<br />
- A jest coś, czym mnie tam skusisz? &#8211; spytał Jeff, patrząc na niego z dołu z lekkim uśmieszkiem błąkającym mu się po ustach. Oczy lśniły mu od alkoholu.<br />
William zamyślił się, głaszcząc go po szyi i ramieniu, nie przejmując się jeszcze swoim sztywnym penisem.<br />
- Będzie wygodniej i jak skończymy, nie będziesz musiał wstawać i się tam przenosić &#8211; odpowiedział spokojnie.<br />
- Chyba ty nie będziesz musiał się tam przenosić &#8211; zaśmiał się Jefferson.<br />
Lekarz tylko wychylił się i przesunął dłonią w dół jego ciała, aż do krocza. W drugiej dłoni wciąż ściskał olejek. Jefferson, siedząc rozwalony wygodnie na fotelu, patrzył na niego ciekawie czujnym, mimo że nietrzeźwym spojrzeniem.<br />
- Mam rozumieć, że stanowczo odmawiasz zmiany miejsca? &#8211; spytał William, masując jego podbrzusze.<br />
- Nadal mnie do tego nie przekonałeś &#8211; odparł Jefferson, lustrując ciało blondyna ze spokojem. Po chwili przesunął też dłonią po biodrze lekarza, który spojrzał mu w oczy czujniej i wstał z fotela. Zdjął swoją bieliznę i już całkiem nagi klęknął na siedzeniu fotela po bokach nóg Jeffersona. Jedną dłonią złapał jego penisa, zaczynając bardzo szybko i sprawnie go masturbować, a drugą położył mu na klatce piersiowe i pochylił się, całując go w usta. Jeff mruknął coś niezrozumiale, nim poddał się pocałunkowi. Zauważył też kątem oka, jaki William jest podniecony w stosunku do niego. Jego penis stał sztywno w pełnym wzwodzie, a jego dłonie niemal chciwie go dotykały.<br />
- I jak? &#8211; spytał lekarz, kiedy oderwał się od jego ust i potarł okrężnym ruchem czubeczek jego penisa. Ten był już zdecydowanie większy i twardszy niż chwilę temu.<br />
- Nie widać? &#8211; burknął Jefferson, patrząc mu bez zażenowania w oko.<br />
- Więc chodźmy do łóżka &#8211; odparł William i puścił jego penisa. Pocałował go jeszcze delikatnie w usta i wstał.<br />
Jeff powiódł za nim wzrokiem zrezygnowany.<br />
- Uparty jesteś &#8211; mruknął i nie ruszył się ze swojego miejsca. Zamiast tego sam objął swój członek, zaczynając poruszać na nim dłonią leniwie.<br />
- A ty pijany &#8211; odpowiedział William, unosząc lekko kącik ust. Stał przed nim tak, że jego sztywny penis znajdował się na wysokości twarzy Rangera. Ten o chwilę za długo zawiesił na nim wzrok, aby można było to uznać za zwykły przypadek.<br />
William przyjrzał mu się badawczo swoim czujnym, błękitnym okiem i sięgnął dłonią do swojego penisa. Przesunął po nim palcami powoli.<br />
- Nie miałbyś ochoty użyć znowu swoich ust? &#8211; rzucił.<br />
Jeff nie spuszczając spojrzenia swoich czarnych oczu z główki penisa, przełknął ślinę. Ta była taka gładziutka, lekko wilgotna i apetyczna. Ranger tak myśląc o tym pulsującym, słonawym penisie, aż poczuł, jak jego własny drgnął mu w dłoni. Lekarz widząc jego reakcję, zbliżył się lekko, stając pomiędzy jego nogami, a penis znalazł się bliżej Jeffersona. Przesunął też dłonią po całej długości zachęcająco.<br />
- Nie krępuj się &#8211; zachęcił.<br />
Jeff fuknął i spojrzał na jego twarz.<br />
- Nie mów do mnie jak do dziecka &#8211; warknął, po czym chwycił go mocno za biodra i przyciągnął do siebie, niemalże wbijając palce w jego ciało. Zwilżył jeszcze usta językiem, po czym przesunął samym czubkiem po dziurce na szczycie główki.<br />
William wciągnął głębiej powietrze, obserwując go z góry. Pogłaskał go po włosach. Miał cudowny widok na jego plecy i silne ramiona. Nie dodał już nic, czekając na rozwój sytuacji. Jefferson w tym czasie wylizywał jego penisa z lekko przymrużonymi oczami, aby po chwili objąć wargami główkę i zassać się na niej. Lekarz przymknął na chwilę oczy, wczuwając się w to. To gorące i wilgotne wnętrze jego ust było cudowne. I nie spodziewał się, że mężczyzna będzie wykazywał taką chęć do obciągania. Ale bardzo mu się to podobało. Jefferson był&#8230; słodki. Aż go pogłaskał pieszczotliwie po włosach.<br />
Jeff zamruczał coś na jego członku i wziął go jeszcze głębiej w usta. To, co robił, było naprawdę takie, jakby delektował się penisem w swoich ustach. Jego dłonie w tym czasie ugniatały uda i pośladki Williama, który nie miał nic przeciwko i nie hamował się nawet, a Ranger czuł, jak penis sztywnieje mu w ustach jeszcze bardziej.<br />
- Skończę w twoich ustach &#8211; westchnął William.<br />
Jeff zerknął na chwilę z dołu i wysunął penisa ze swoich ust. Ten był śliski, czerwony i aż lekko drgnął.<br />
- A ty i to twoje libido królika będzie miało siłę na drugą rundę?<br />
- Oczywiście &#8211; odparł William bez zawahania, oddychając głęboko.<br />
Jeff zmarszczył brwi srogo, niemalże jakby mu groził, że jak nie będzie miał siły to pożałuje. Mimo tego jednak złapał go mocniej za pośladki i ponownie wziął go do ust, obciągając mu i pomrukując przy tym. Czuł przyjemną ekscytację zarówno dzięki uczuciu gorącego chuja w ustach, jak i z faktu, że ten zaraz wystrzeli w jego usta ciepłą, gorzko-słoną spermą.<br />
Lekarz zmarszczył brwi po kilku chwilach i wsunął mu palce we włosy, nagle dochodząc. Aż sam odruchowo poruszył biodrami, postękując przy orgazmie. Jeff stęknął, przyjmując go niemalże do gardła. Czuł przy tym jego smak na języku i w ogóle w całych ustach. Od razu przełknął i dopiero wtedy rozluźnił uścisk warg na penisie Williama. Pozwolił mu się wysunąć na chwilę, ale nie puszczając go, zaczął wylizywać go z wyrazem zadowolenia na twarzy. Smakował mu.<br />
- Teraz nie możesz powiedzieć, że mam złą dietę. Widzę, że ci smakuje &#8211; rzucił William na wydechu, czując przez chwilę, że ma miękkie kolana.<br />
Jefferson na szczęście trzymał go mocno za biodra, a teraz jeszcze patrzył się na niego z dołu nieopisanym spojrzeniem. Oblizał usta.<br />
- Zamknij się po prostu &#8211; burknął i jeszcze raz polizał główkę penisa Williama.<br />
Ten tylko odetchnął i pogłaskał go po głowie.<br />
- Zachęciłem cię już do wejścia do środka? &#8211; spytał, uspokajając oddech. Jednak myśl, że znowu będzie mógł się spuścić, zaczęła go ponownie ekscytować.<br />
Jeff prychnął pod nosem. Nadal przyjemnie szumiało mu w głowie od alkoholu, ale jego smak w ustach zastąpił inny.<br />
- Nie dasz z tym spokoju? Nie wolisz się tak tu na mnie nabić?<br />
- Wolę wejść do środka i mieć większą przestrzeń na łóżku, niż na tym fotelu &#8211; odparł spokojnie William, sięgając dłonią do swojego penisa i zaczynając go pobudzać.<br />
Jeff przewrócił na to oczami, po czym odepchnął go, napierając dłonią na jego chudy brzuch. Kiedy spróbował wstać z fotela, aż się zachwiał i roześmiał.<br />
- Nawet nie próbuj mi pomagać &#8211; zachichotał i ruszył w stronę dużego łóżka zaścielonego biało-niebieską pościelą.<br />
Lekarz podążył za nim i widząc, w jakim stanie jest Ranger, uśmiechając się leciutko, pchnął go w plecy, kiedy mężczyzna stał już przy łóżku. Brunet zaklął krótko i upadł jednym kolanem na łóżko. Podtrzymał się jednak na rękach, po czym obrócił się szybko do pozycji siedzącej i spojrzał złym, nietrzeźwym wzrokiem na lekarza.<br />
- Co to niby miało być? &#8211; syknął.<br />
- Wybacz, nie powinienem &#8211; odparł William bez cienia skruchy w głosie i wszedł na łóżko, wciąż ściskając w dłoni rozgrzewający olejek.<br />
Jefferson wydął usta oburzony.<br />
- Właśnie. Nie powinieneś.<br />
Lekarz usiadł za jego plecami i objął go w pasie, masując jego przyjemnie umięśniony brzuch, naciskając palcami na wrażliwe miejsca.<br />
- Przeprosiłem &#8211; przypomniał i przesunął ustami po jego ramieniu. Nie mógł się napatrzeć na tego mężczyznę.<br />
- Bez cienia skruchy &#8211; zauważył Jefferson i nie mając zamiaru dłużej czekać, sam pchnął go w ramię przewracając na plecy.<br />
William spojrzał na niego z dołu, a mężczyzna mógł zauważyć, że już nie jest całkowicie miękki. Uniósł się jednak na łokciach ciekaw, jak Jefferson zamierza się pieprzyć. Ten pochylił się nad nim i przesunął dłonią po żebrach, boku aż na biodro Williama.<br />
- Nie wolisz zmienić się miejscami? &#8211; spytał lekarz, podniecając się szybko, kiedy obserwował go.<br />
Jeff zmarszczył brwi w pytającej minie.<br />
- Po co?<br />
William westchnął cicho i pogłaskał go po ramieniu.<br />
- Jak powiem, bo cię proszę, wystarczy?<br />
Jeff zaśmiał się, nadal nad nim wisząc.<br />
- Nie?<br />
- Jesteś uparty &#8211; zauważył lekarz poważnie i opadł z powrotem na plecy. &#8211; W takim razie pochyl się bardziej. Nie lubię nie móc dotykać partnera w trakcie.<br />
Jeff przewrócił oczami, ale pochylił się do niego bardziej i oparł się łokciami po bokach jego głowy. Przywarł swoją klatką piersiową do bladej i szczupłej piersi Williama.<br />
- Lepiej, doktorku? &#8211; zamruczał, poruszając się nad nim w przód i w tył.<br />
Lekarz aż wciągnął głęboko powietrze, rozchylając usta i wpatrując się w niego podnieconym wzrokiem. Jego penis drgnął i sztywniał szybko jak na kogoś, kto przed chwilą się spuścił.<br />
- Doskonale &#8211; pochwalił, wyprężając się.<br />
Jefferson uśmiechnął się na to i sięgnął między ich ciała.<br />
- Dobrze czułem &#8211; mruknął, wyczuwając jego ponownie sztywnego penisa. Otarł się o niego brzuchem. &#8211; Gdzie masz to swoje cudo?<br />
- Tutaj. &#8211; William podał mu fiolkę, aż unosząc lekko biodra, żeby mocniej czuć jego ciało. Robiło mu się gorąco, kiedy czuł jego umięśnione ciało nie tylko dłońmi, ale i klatką piersiową, brzuchem i penisem.<br />
Jefferson przyjął fiolkę. Była podłużna, z okrągłym denkiem i zamykana korkiem. Ranger przyjrzał się zawartości, przelewając ją z jednego końca na drugi. Była kremowo przezroczysta i gęsta jak miód. Złapał zębami zamknięcie i otworzył fiolkę.<br />
- Pszewrusz sze na bszuch &#8211; wymamrotał nadal z korkiem między zębami.<br />
William spojrzał na niego nieprzekonany. Pogłaskał go po ramionach.<br />
- Na brzuchu nie będę mógł cię dotykać &#8211; zaoponował poważnie.<br />
Jefferson odetchnął ciężko i wypluł korek.<br />
- To unieś nogi &#8211; mruknął.<br />
Lekarz spojrzał mu jeszcze w oczy i złapał się pod kolanami, żeby podciągnąć nogi, ale zatrzymał się jeszcze.<br />
- Tylko delikatnie &#8211; uprzedził.<br />
Brunet aż odetchnął ciężej, obserwując, jak William mu się wystawia. To było dobre, nawet bardzo.<br />
- Oczywiście &#8211; odparł i przesunął dłonią po spodzie uda blondyna, przyciskając je tym samym bardziej do klatki piersiowej Williama.<br />
Ten zwilżył tym razem nerwowo wargi językiem i nie odpowiedział już, obserwując Jeffersona. Miał nadzieję, że mimo że pijany, będzie ostrożny. Jefferson nieświadom jego myśli, zsunął się w dół, klękając między nogami Williama. Pogłaskał jego uda, po czym pocałował jedno z nich i sięgnął do jego jąder i szpareczki. Pogładził je opuszkami palców. Lekarz znowu był sztywny, a jego szparka zacisnęła się lekko na dotyk.<br />
- Lubisz? &#8211; spytał Ranger, przechylając fiolkę i wylewając jej zawartość tuż pod jądrami Williama. Patrzył z lubością, jak gęsty płyn spływa w dół.<br />
- Seks na dole? &#8211; dopytał blondyn, trzymając przy sobie nogi i starając się obserwować ruchy Jeffersona.<br />
- Jak cię tu dotykam &#8211; sprostował, rozsmarowując kremowy olejek po szparce lekarza.<br />
- Tak, jest dobrze &#8211; przytaknął William. &#8211; Choć już bym chciał móc znowu cię dotknąć.<br />
Jeff naparł palcem na dziurkę i spojrzał spomiędzy jego nóg na jego twarz. Ta była lekko zarumieniona, a w oku William dostrzegł pożądanie. Co prawda bardzo często je dostrzegał, nie tylko jak się pieprzyli, ale teraz wyjątkowo.<br />
Szparka rozluźniła się nieco, a Jefferson wsunął w nią palec lekko dzięki śliskiemu żelowi, który dostał od Williama.<br />
- Gorący jesteś &#8211; zamruczał niskim głosem, całując delikatnie jego udo.<br />
- Jack Daniels, rozgrzewający olejek i twoja obecność robią najwyraźniej swoje &#8211; odparł William na wydechu.<br />
- Bardzo dobry Jack Daniels &#8211; westchnął i naparł drugim palcem na jego szparkę. Pierwszy palec tak gładko się wsunął.<br />
- Powoli! &#8211; powiedział szybko William, patrząc mu w oczy spomiędzy swoich nóg.<br />
- Nie ma oporu &#8211; odparł Jefferson, nie napierając jednak dalej.<br />
Lekarz rozluźnił się i dodał:<br />
- Możesz.<br />
Jefferson polizał go po udzie zadowolony z tej odpowiedzi i w końcu wsunął w niego drugi palec. Oboma zaczął w nim delikatnie i stymulująco poruszać, jednocześnie pochylając się nad nim bardziej. Otarł się swoim sztywnym penisem o jego pośladek.<br />
William rozluźnił się, czując, że Jefferson robi to delikatnie. Przymknął oko i położył głowę na poduszkę. Och tak&#8230; Lubił się pieścić analnie, kiedy nie miał z kim się pieprzyć, ale w seksie wolał sam panować nad sytuacją. Czuł jednak, że może Jeffersonowi zaufać. A Ranger się starał mimo lekkiego otumanienia alkoholowego.<br />
- Pochyl się już do mnie &#8211; polecił William, czując, jak po kilku minutach rozciągania jest już gotowy na coś szerszego i dłuższego.<br />
Jeff zwrócił spojrzenie swoich ciemnych, przymglonych podnieceniem oczu na twarz Williama i przesunął się w górę, znowu opierając się łokciem z boku jego głowy.<br />
- Tak?<br />
- O tak&#8230; &#8211; Lekarz od razu sięgnął dłońmi do jego pleców i pomasował je. Patrzył w oczy mężczyzny, zadowolony z tej bliskości. &#8211; Tak lubię.<br />
- Tak blisko? &#8211; spytał Ranger, opierając się czubkiem penisa coraz bliżej dziurki lekarza. &#8211; I jak tam na dole? &#8211; zamruczał, już chcąc w niego wejść.<br />
- Myślę, że możesz się wsunąć &#8211; odparł William i wychylił się, cmokając go lekko w usta. Czuł się naprawdę dobrze przy tym mężczyźnie w takiej pięknej willi, na łóżku z baldachimem. Do tego lekki wiatr czuć był od otwartych drzwi na balkon. Wspaniale.<br />
Ranger uśmiechnął się i wysunął z niego palce. Otarł je o swojego penisa, po czym rozprowadził śliski żel po całej jego długości i delikatnie naparł główką na wejście. Patrzył przy tym swoimi nieznacznie zamglonymi oczami na jego twarz.<br />
William sięgnął jedną dłonią do jego policzka i pogłaskał go po nim, czując, jaki jest gorący od alkoholu. Jego jasne, niemal platynowe włosy rozsypane były po bokach jego głowy na poduszce, a opaska stabilnie zakrywała mu miejsce po prawym oku.<br />
- Podobam ci się chociaż trochę? &#8211; spytał z lekkim uśmiechem.<br />
Ranger zatrzymał się w połowie ruchu z samą główką w jego wnętrzu. Aż zamrugał oczami, zaskoczony tak nagłym pytaniem.<br />
- Eee&#8230; czemu pytasz? Podobasz, inaczej przecież bym się do ciebie nie dobierał &#8211; zaśmiał się niskim, lekko ochrypłym głosem.<br />
- Pytam z ciekawości &#8211; odetchnął William, marszcząc leciutko brwi. &#8211; Mówiłem, że&#8230; nie umiem czasem ocenić co myślisz.<br />
- No mówiłeś &#8211; odparł Jefferson, nie czując się w nastroju na rozmowy w takim stylu, kiedy miał penisa do połowy wsuniętego w ciasną szparkę drugiego mężczyzny.<br />
- Cieszę się, że się podobam &#8211; dodał lekarz i pomasował jego plecy. &#8211; Dalej.<br />
Ranger odetchnął niemalże z wdzięcznością i ponowił wsuwanie się w blondyna. Po chwili był cały w nim zatopiony.<br />
- Mmm&#8230; dobrze &#8211; zamruczał i pocałował go w prawy policzek tuż pod opaską.<br />
William stęknął cichutko i uśmiechnął się do niego lekko.<br />
- Ocieraj się o mnie&#8230;<br />
- A nie mogę się w tobie poruszać? &#8211; odparł Jefferson, rozkoszując się ciepłem i ciasnotą, jaka otaczała jego penisa. Był przy tym nisko pochylony nad nim, tak że dotykał jego klatki piersiowej swoją.<br />
- Możesz, oczywiście &#8211; odparł szybko blondyn, czując, jak jego penis jest przyjemnie ściśnięty między ich ciałami.<br />
Jeff zaśmiał się na to krótko, ale przyjemnie, po czym wznowił równy, mocny rytm. Pocierał przy tym całym ciałem o Williama, co temu wyraźnie się podobało. Masował go przy tym po plecach i wyprężał kręgosłup, ocierając się o niego jeszcze mocniej. Z czasem aż zaczął cicho pojękiwać, jak jego penis w tyłku robił mu coraz lepiej.<br />
Jefferson z racji, że nie miał okazji na spust tak jak William, czuł, że jest coraz bliżej spełnienia. Oddychał przez rozchylone usta tuż przy twarzy Williama.<br />
- Uhm&#8230; umm…<br />
- Jeszcze &#8211; jęknął lekarz.<br />
- Jeszcze? &#8211; syknął Jefferson. &#8211; Szybciej, mocniej czy dłużej, jeszcze? &#8211; warknął, pieprząc go nadal jednak w tym samym tempie co wcześniej.<br />
- Mocniej i dłużej &#8211; jęknął William, aż przyciskając go do siebie i pocierając policzkiem o jego policzek.<br />
Jeff zagryzł wargi i chcąc nie chcąc, przyspieszył rytm, wbijając się w niego mocniej i szybciej. Co do tego czy w takim tempie da radę także dłużej nie był pewien. Czuł jednak na swoim brzuchu, że i Williamowi wiele do końca nie brakowało.<br />
- Tak &#8211; wysapał lekarz, ocierając się o niego.<br />
Blask dwóch lampek oliwnych przyjemnie oświetlał ciało Jeffersona, który w końcu zawarczał i wbił się w jego usta chciwie i mocno, a William poczuł, jak dochodzi w jego wnętrzu. Sam więc od razu poruszył swoimi biodrami i przycisnął do siebie mocno jego ciało. Jęknął cicho w usta Jeffersona i skończył niedługo potem. Ranger odetchnął ciężko, ale uniósł się na rękach i spojrzał między ich ciała na białą spermę. Zaśmiał się krótko, unosząc tylko jeden kącik ust, po czym opadł ponownie na Williama.<br />
- Co powiesz, by się przekręcić, żebym cię nie zgniatał? &#8211; zaproponował, podkładając swoje przedramiona pod szyję lekarza.<br />
Ten skinął głową, oddychając głęboko.<br />
- Tak, możemy.<br />
Jefferson zamruczał na to z aprobatą i przekręcił się z nim na bok. Czuł się przyjemnie zmęczony i nawet te wszystkie luksusy tak mu nie przeszkadzały, kiedy czuł zapach nocy wdzierający się do pokoju przez otwarte szeroko drzwi balkonowe. William przytulił się do niego chętnie, ale nie miał już nawet siły na głaskanie jego perfekcyjnego ciała. Skupił się więc tylko na przyjemnym zapachu Jeffersona i gorącu, które od niego biło. W tej chwili nie myślał specjalnie, tak samo jak Jefferson, o tym, że gdzieś w tej willi mogą być jeszcze jakieś robale albo że kilkanaście dni temu ktoś rozkrajał tu swoich pacjentów i sprzedawał ich narządy za duże pieniądze.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3343/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3343&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/15/across-the-cursed-lands-17-erotyczny-wieczor-w-bajkowej-willi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Jason i Alex &#8211; by Tamiya :D</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/14/jason-i-alex-by-tamiya-d/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/14/jason-i-alex-by-tamiya-d/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Feb 2012 00:11:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Art & FanFiction]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3333</guid>
		<description><![CDATA[<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3333&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://firedragontattostudio.files.wordpress.com/2012/02/hahaha1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3337" title="hahaha" src="http://firedragontattostudio.files.wordpress.com/2012/02/hahaha1.jpg?w=535" alt=""   /></a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3333/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3333&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/14/jason-i-alex-by-tamiya-d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://firedragontattostudio.files.wordpress.com/2012/02/hahaha1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">hahaha</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Walentynkowy dodatek &#8211; Martwy kogut</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/14/walentynkowy-dodatek-martwy-kogut/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/14/walentynkowy-dodatek-martwy-kogut/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 23:00:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fire Dragon Tattoo Studio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3254</guid>
		<description><![CDATA[Szczupły, ale wysoki chłopak zbiegł po chodach prowadzących do piwnicy. Na ustach miał uśmiech, mimo że z góry słyszał głośne miauczenie swoich dwóch kotów, które domagały się jedzenia. Teraz nie miał na to czasu. W torbie, którą miał zarzuconą na ramię, miał już wszystko, co potrzebował do obrzędu. I przeczytał nawet wszystko, co uznał za [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3254&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Szczupły, ale wysoki chłopak zbiegł po chodach prowadzących do piwnicy. Na ustach miał uśmiech, mimo że z góry słyszał głośne miauczenie swoich dwóch kotów, które domagały się jedzenia. Teraz nie miał na to czasu. W torbie, którą miał zarzuconą na ramię, miał już wszystko, co potrzebował do obrzędu. I przeczytał nawet wszystko, co uznał za konieczne. Co prawda ten ćwok w sklepie odradzał mu zabawy z tym całym voodoo-hoodoo, ale przecież co jakiś Nowoorleańczyk mógł wiedzieć? To że były tam największe kolonie czarnych przecież o niczym nie świadczyło.<span id="more-3254"></span> On wiedział już swoje i miał zamiar zrealizować swój plan. W końcu tyle czasu już się do tego przygotowywał. Ryan nawet mógł już o nim zapomnieć, ale nie on. On pamiętał i się przygotowywał. Tak jak teraz, rozkładając wszystko w swojej piwnicy. Ubrał się nawet specjalnie w kolorową tunikę pasującą do nastroju. Na nadgarstkach pobrzękiwały mu bransoletki i koraliki, kiedy na stole, przykrytym czerwonym obrusem, rozstawiał słoiczki, butelki, zioła i inne cudaczne naczynka i specyfiki, które skompletował.<br />
Piwnica, w której się znalazł, miała dość niskie, kamienne sklepienie, a jedyna żarówka, która zwisała z góry, lekko się bujała. Było też specyficznie chłodno i wilgotno, ale Chris specjalnie się tym nie przejmował. Ważne, że nie było myszy. Kocice do czegoś się przydawały. Zresztą nie miały wyjścia jak ich pan czasami zapominał je nakarmić, bo był zbyt zajęty swoim wyglądem czy też planami. Tak jak teraz, kiedy mieszał w dużym moździerzu różne zioła i nie tylko. Och, tak zapowiadała się długa noc. Aż zerknął na starą książkę, która leżała kawałek dalej na klatce z gapiącym się na niego swoimi paciorkowatymi oczami kogutem. Młody chłopak uśmiechnął się do siebie i poprawiał spadające mu na czoło blond włoski.<br />
- Teraz, Ryan, na pewno będziesz mój &#8211; wyszeptał do siebie z diabolicznym uśmiechem, nie martwiąc się konsekwencjami i tym, że zadzierał z magią. Teraz MUSIAŁO się udać.</p>
<p style="text-align:justify;">*</p>
<p style="text-align:justify;">Ryan zacisnął mocniej powieki, kiedy ostre promienie słońca uderzyły w nie, wpadając przez okno. Naprawdę powinni zainwestować w jakieś rolety. Nie rozumiał, jak Rose mogła tu tak długo mieszkać w takich warunkach.<br />
Leżał jeszcze chwilę z zamkniętymi oczami, nie bardzo chcąc wstawać. Wreszcie przespał całą noc, jak dawno, więc chciał to przedłużyć. W końcu jednak ziewnął i rozchylił powieki, zerkając na bok. Tam zauważył leżącego na plecach mulata, który nadal spał, z dłońmi splecionymi na brzuchu. Dość specyficznie jak na siebie, ale za to tylko w bokserkach, z ledwo przykrytymi nogami. Nie miał więc na co narzekać.<br />
Ryan uśmiechnął się lekko do siebie i położył delikatnie dłoń na klatce piersiowej Lennego. Przesunął nią w górę i w dół, delektując się ciepłem jego ciała. Uwielbiał tą czekoladową skórę i sprężystość ciała mulata, więc kontynuował pieszczotę, a raczej delektowanie się dotykiem. Ułożył głowę przy ramieniu Lennego i pocałował go w nie lekko, po czym objął zupełnie w pasie i odetchnął. Chciał poleżeć w tej pozycji. Zresztą była sobota, a do tego walentynki. Mogli się chyba powylegiwać. Co prawda jeszcze nie miał pomysłu, co by mogli robić w takim dniu i w ogóle czy nie będzie głupio, jeśli będą go świętować&#8230; w końcu dopiero zaczęli być parą.<br />
Dłuższą chwilę tak leżeli, aż w końcu mężczyzna pod nim stęknął i otworzył oczy. Kiedy Ryan na niego spojrzał, ten uśmiechnął się jak szalony i objął go zupełnie nagle ramionami, ściskając za szyję mało delikatnie. Niemal go dusząc.<br />
- Och, och, Ryan! Udało się &#8211; zachichotał wyjątkowo wysokim głosem jak na siebie.<br />
Chłopak zamrugał, wcięty dosłownie tym zachowaniem i odsunął się od niego nieco, by spojrzeć mu w twarz.<br />
- Uniknąć pobudki z łap Jaya i przespać do dziesiątej? Tak, ale to nie powód chyba, by usiłować mnie udusić.<br />
Mężczyzna przed nim siedzący i nadal nie puszczający go z objęć zamrugał, po czym nagle otworzył usta zaskoczony, jakby dopiero coś spostrzegł za ramieniem Ryana. Chrząknął i machnął zbywczo ręką, a konkretnie nadgarstkiem.<br />
- Tak. Oj tam, oj tam. Od razu dusić&#8230; i &#8211; pocałował go w policzek, aż stękając ekstatycznie &#8211; jesteś taki przystojny z bliska&#8230; kochanie &#8211; uśmiechnął się ponownie strasznie szeroko, aż nienaturalnie jak na siebie.<br />
- &#8230; &#8220;oj tam, oj tam&#8221;? &#8211; powtórzył Ryan w zbyt ciężkim szoku, żeby zarejestrować ostatnie określenie. &#8211; Lenny, czy ty przypadkiem nie dostałeś w ręce jakiegoś podejrzanego słownika?<br />
- A dlaczego tak mówisz? &#8211; spytał, mrugając oczami, jakby coś mu w nie wpadło.<br />
- Hm&#8230; może dlatego, że&#8230; pozwolę sobie znowu powtórzyć&#8230; &#8220;oj tam, oj tam&#8221; &#8211; uśmiechnął się wymownie &#8211; jest dość&#8230; aseksualne. Nie, żebym przy tobie cały czas myślał w tych kategoriach, ale jednak byłbym wdzięczny, gdybyś zapomniał o tym wyrażeniu &#8211; skończył i położył dłoń na udzie Lennego, głaszcząc je leniwie.<br />
Mulat westchnął cichutko na dotyk i aż przygryzł dolną wargę, obejmując chłopaka mocniej ramionami.<br />
- Zapomnę. Dla ciebie zapomnę &#8211; stęknął, aż się nadstawiając.<br />
Ryan był coraz bardziej skonsternowany jego zachowaniem. Niemożliwe, że Lenny uderzył się w głowę w porcie, bo nie był tej nocy w pracy&#8230;<br />
- Bardzo mi miło&#8230; Ale może wstaniemy i spróbujemy wydobyć coś na śniadanie?<br />
Mężczyzna cmoknął jeszcze raz Ryana w policzek.<br />
- Mhm. Dobry pomysł, kochanie &#8211; zaświergotał. &#8211; Co byś chciał? &#8211; spytał, obejmując jeszcze ramionami szyję Ryana jak rzep.<br />
Ryan uniósł lekko brwi, z lekkim wahaniem obejmując mulata w pasie i głaszcząc po plecach.<br />
- Pytasz mnie, co chcę zjeść?<br />
Mężczyzna skinął głową entuzjastycznie z iskrami zadowolenia w oczach.<br />
- Mhm.<br />
- Hm&#8230; zjadłbym tosty &#8211; odparł Ryan, przyglądając się badawczo Lennemu. Coś mu bardzo nie grało.<br />
Mulat skinął głową ochoczo i cmoknął jeszcze Ryana w usta, po czym poderwał się łóżka i&#8230; potruchtał, dosłownie potruchtał w stronę kuchni. I mimo że jakoś niezdarnie szedł, to i tak widać było, jaki jest rozentuzjazmowany. Aż promieniał. Ryan za to siedział jak wcięty na łóżku, nie wierząc, że widzi to, co widzi. Nie mógł jednak znaleźć racjonalnego wytłumaczenia na zaistniałą sytuację. Czując, że im więcej myśli, tym bardziej jest skonfundowany, wstał i cichcem przemknął w stronę kuchni. Zajrzał dyskretnie do środka. Tam zauważył, jak mulat kuca przy dolnej szafce, tuż obok miseczki Jaya, a ten fuka na niego, jeżąc się strasznie i machając na niego łapką w pazurami.<br />
- No co, Jay, śliczniutki kociaczku? Nie dasz mi buziaka? &#8211; świergotał za to do niego mężczyzna, z którym w jednym łóżku obudził się Ryan i który byłby Lennym, gdyby nie zachowywał się jak połamany.<br />
Poza tym Jay lubił Lennego. A teraz był wyraźnie wrogi. Ryan wszedł szybko do kuchni i porwał swojego kota, przytulając go do swojej klatki piersiowej.<br />
- Co jest, Jay? &#8211; mruknął, drapiąc go za uchem i obserwując mulata czujnie. Był coraz bardziej zaniepokojony. Jeśli faktycznie Lenny uderzył się w głowę i coś mu się poprzestawiało&#8230;? Ok, jak jeszcze nie narzekałby, gdyby ten mu robił jedzenie, tak to świergotanie&#8230; i truchtanie, i te ruchy&#8230; dziwnie mu się z czymś kojarzyły.<br />
Mulat w tym czasie się wyprostował i spojrzał na nich zielonymi oczami. Nie takimi jak zawsze. Było w nich coś&#8230; nieprzyjemnego.<br />
- Nie rozumiem tego kocurka. Przecież chciałem go tylko pogłaskać &#8211; fuknął, wydymając usta i kładąc rękę na biodrze. Wygiął się przy tym dziwnie w biodrach. &#8211; Nio ale tam nieważne. Lepiej mi kochaniutki powiedz, z czym chcesz tościki.<br />
Ryan uniósł brwi wysoko, będąc w szoku. Po chwili jednak wykrzywił usta i zapytał wprost:<br />
- Lenny, czy ty uskuteczniasz właśnie jakiś teatrzyk, który ma na celu coś mi uświadomić, a czego nie mogę na razie ogarnąć, czy ty tak&#8230; serio?<br />
Mulat odwrócił się do Ryana, kiedy już zajrzał do lodówki i po krótkim szoku, jaki obmalował mu się na twarzy, kiedy zobaczył, że głównie jest tam piwo, wyjął z niej szynkę i ser.<br />
- Ale no co? Czemu pytasz czy serio? &#8211; spytał, wykrzywiając usta w podkówkę. &#8211; Coś jest nie tak? Myślałem, że chcesz śniadanko? A może&#8230; chcesz&#8230; coś więcej &#8211; spytał, przygryzając dolną wargę i kładąc mu dłoń na kroczu.<br />
Ryan spojrzał w dół, wciąż trzymając kota. Oblizał odruchowo usta, ale zachowanie Lennego wydawało mu się teraz tak niepodniecające, że aż nie wiedział, co się dzieje.<br />
- A co rozumiesz przez &#8220;coś więcej&#8221;? &#8211; zapytał, nie będąc już w ogóle pewnym, na czym stoi.<br />
- No wiesz. &#8211; Podszedł do niego jeszcze bliżej, stając boczkiem i ocierając się biodrem o jego biodro. Niemal dotknął pośladkami w samych bokserkach krocza Ryana. &#8211; Nie chciałbyś się ze mną zabawić?<br />
Ryan odetchnął, czując zgrabne pośladki ocierające się o niego. Odłożył Jaya na podłogę, a dłoń położył na jednej połóweczce mulata i masował ją. Patrzył jednak przy tym czujnie na jego twarz.<br />
- Tak się zabawić?<br />
Ten zamruczał i objął go totalnie ulegle za szyję, wypinając niemal pośladki w stronę jego dłoni.<br />
- Mhm. Chcę, abyś mnie kochał i pieścił i abyśmy zawsze, zawsze mogli być razem &#8211; wyszeptał, wydymając jakby do pocałunku usta.<br />
Ryan wpatrzył się w jego zielone oczy, ale&#8230; nie dostrzegł w nich tego, co zwykle tam widział. A słowa mulata brzmiały sztucznie i tak&#8230; mdło. Odsunął się od niego, nie rozumiejąc, co się dzieje.<br />
- Ja rozumiem, że są walentynki i powinno się ten dzień spędzić&#8230; wyjątkowo. Ale w tym wypadku wyjątkowość jest nieco przesadzona&#8230; Lenny &#8211; uśmiechnął się wymownie, mając wrażenie, że wcale nie mówi do tej samej osoby, z którą wczoraj położył się spać.<br />
Mulat spojrzał na niego, robiąc żałosną minę, po czym fuknął urażony.<br />
- To z czym chcesz te tosty? &#8211; burknął, złoszcząc się jak baba z przesileniem miesiączkowym. &#8211; I jak ma nie być wyjątkowo, to ja nie wiem, co ty tam se chcesz. Staram się, nie widzisz? Oczekiwałbym więc trochę wdzięczności, skoro już jesteśmy razem w tak cudowny walentynkowy dzień&#8230; razem &#8211; pisnął, ekscytując się tym słowem na sam koniec.<br />
- Widzę, że się starasz&#8230;. Ale bardzo dziwnie się starasz, chciałbym zauważyć. Staraj się dalej, a ja, pozwól, że na moment wyjdę &#8211; odparł Ryan, po czym nie czekając na odpowiedź, wyszedł z kuchni. Czuł, że jeśli jeszcze trochę będzie patrzył na takiego Lennego, to zacznie wierzyć w jakieś teorie, że UFO jednak porywają ludzi, przestawiają im coś w mózgach i odsyłają z powrotem na Ziemię albo w coś równie idiotycznego. Bo TO nie był ten seksowny mulat, który tak go kręcił.<br />
Kiedy już udało mu się wcisnąć na tyłek spodnie, do sypialni wparował ciemnoskóry mężczyzna. Stanął w drzwiach z zaciśniętymi ustami i zmarszczonym nosem. Niczym obrażona, mała dziewczynka.<br />
- Gdzie ty idziesz? Śniadanie ci robię &#8211; niemal krzyknął z pretensją i złością w głosie.<br />
- A to dość nietypowe, wiesz? &#8211; odpowiedział Ryan, patrząc na niego już zupełnie wrogo, mimo że wciąż z olbrzymim chaosem w głowie. Jednak nim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, rozległ się dzwonek do drzwi. Chłopak odetchnął i mając nadzieję, że za drzwiami zastanie jakiegoś faceta w czerni, który pstryknie mu czymś przed oczami, a potem on obudzi się z normalnym Lennym, minął mulata w progu. &#8211; Pozwól, że zobaczę kto to. I módlmy się, by nie był to Mikey w czerwonej sukience albo Charlie przemawiający basem.<br />
Mulat za nim krzyknął niemal histerycznie, a chłopak nie bacząc na to, podbiegł do drzwi i nie patrząc kto przed nimi stoi, otworzył. Od razu też kiedy zobaczył gościa, zrobił większe oczy i zapragnął naprawdę obudzić się z tego koszmaru.</p>
<p style="text-align:justify;">*</p>
<p style="text-align:justify;">Przeciągnął się i ziewnął potężnie, słysząc kocie miałczenie. W duecie. Aż zmarszczył brwi, kiedy to do niego dotarło. Otworzył oczy i pierwsze co zobaczył to błękitna pościel i koronkowe poduszki. Aż serce stanęło mu w klatce piersiowej. Od razu poderwał się do pozycji siedzącej i aż nim zachwiało. Było jakoś&#8230; inaczej. Szybko spojrzał na swoje ręce, a kiedy zobaczył długie, blade, białe palce aż krzyknął. A kiedy usłyszał swój głos, krzyknął ponownie. Niewiele myśląc, zerwał się z łóżka i o mało nie zabił się o swoje długie, chude, patykowate wręcz nogi. Opętańczo rozejrzał się po pokoju, szukając jakiegoś lustra czy łazienki z takim w środku.<br />
Na szczęście, bądź nieszczęście jedne z drzwi wielkiej szafy były wzbogacone w lustro, na którym dostrzegł oblicze tamtego psychopaty, którego kiedyś wywiózł z domu Ryana. A teraz ten chudy psychopata z różowymi pasemkami patrzył na niego w szoku. Do tego pod nogami plątały mu się dwa koty, miaucząc przeraźliwie. Wszędzie też rozwieszone były jakieś ciuszki, które ciężko było wziąć za męskie.<br />
Lenny aż roześmiał się histerycznie, kiedy pomachał prawą ręką, a psychopata w lustrze mu odmachał dokładnie tak samo. Umarł i trafił do piekła. Był tego pewien. Opanował się jednak szybko i usiadł na łóżku. Zamknął oczy na chwilę, ignorując koty i policzył wspak od dziesięciu. Jednak kiedy je otworzył, wszystko było tak samo, jak kiedy się obudził, więc wstał i podszedł ostrożnie do lustra. Był przerażony tym, co w nim widzi. Miał na sobie jakiś babski łach, jakieś&#8230; nawet nie wiedział co to jest. Szybko zdarł to z siebie i nago, starając się nie patrzeć na to blade, zachudzone ciało, znalazł łazienkę. Tam umył mydłem twarz. Mimo że wszędzie wokół zlewu stała tona innych kosmetyków. Dłuższą chwilę patrzył na te obrzydliwe, zniszczone od utleniania i farbowania włosy. W końcu znalazł wśród gratów tego psychopaty opaskę i nałożył ją, aby te blond i różowe kosmyki nie wpadały mu do oczu. Po drodze uderzył się jeszcze z dwa razy tipsami w twarz. Spojrzał na nie ze zgrozą i aż miał ochotę rozbić lustro. Koty miauczały nadal, stojąc w drzwiach łazienki. Spojrzał na nie na, chwilę się uspokajając.<br />
- No co? Głodne? Popierdoleniec was, kurwa, nie karmi? &#8211; spytał, kucając, a jedna z kotek od razu do niego podbiegła, ocierając mu się o kolana. Chude, blade kolana. Lenny był zdruzgotany tym, w czyim ciele nagle się znalazł w tym przeklętym koszmarze.<br />
Niewiele myśląc, złapał jedną kotkę na ręce i wyszedł nadal nagi z łazienki. Przemaszerował śledzony przez drugiego kota do kuchni. Tam z piętnaście minut stracił na znalezienie karmy dla kotów. Okazało się, że była gdzieś utknięta w najniższej szufladzie. Przy okazji umył miski zwierzaków i nalał im świeżej wody. Teraz, widząc, jak kotki mrucząc z zadowolenia, pałaszują, ruszył do sypialni. Poza tym, że czuł się jakiś taki sztywny, patykowaty, to jeszcze dziwnie wysoki.<br />
Nasuwało się tylko jedno pytanie: jak to się, kurwa, stało? To albo jakiś koszmar, albo tamten psychopata mu coś zrobił. Niemożliwe, żeby sam z siebie przeniósł się do ciała tego wysokiego babochłopa. Przecież odsiedział już swoje, miał czyste sumienie. A nawet jeśli, to żadne morderstwo nie było tak okrutne, żeby sprawca zasługiwał na taką sadystyczną karę.<br />
Podczas tych rozmyśleń przerzucał zawartość szafy i wszelkich szuflad tego powalonego prześladowcy Ryana. W końcu w tym wszystkim znalazł szare, dresowe spodnie do biegania, białe adidasiki i podkoszulkę w tym samym kolorze. Nie było to najgorsze, bo większość rzeczy była albo kobieca, albo wybitnie ohydna. Z pięć minut wahał się, czy założyć czyjąś bieliznę, ale w końcu uświadomił sobie, że nie ubiera tylko ubrań Chrisa, ale całe jego ciało. Aż wstrząsnął nim dreszcz. Kiedy w końcu się ubrał do końca, chwycił portfel leżący na toaletce pośród innych typowo kobiecych drobiazgów i wcisnął go w kieszeń bluzy, którą też wygrzebał z szafy. Była w komplecie z szarymi spodenkami.<br />
Kiedy w przedpokoju znalazł klucze, zamknął ten przybytek szaleńca, wsiadł do żółciutkiego, kanarkowego albo raczej w kolorze moczu, samochodu i z piskiem opon ruszył do mieszkania Ryana. Jeśli przypuszczenia go nie myliły, to ten mały psychopata właśnie był w jego ciele i&#8230; nie chciał nawet myśleć, co z nim robi. Rzygać mu się chciało.</p>
<p style="text-align:justify;">*</p>
<p style="text-align:justify;">Ryan aż jęknął głucho, widząc oblicze Chrisa. Miał dość tego dnia, mimo że dopiero się zaczął. Bał się, co będzie się działo dalej. Personel więzienia, w którym spędził cztery lata, przyjdzie na imprezę?<br />
- Co ty tu, kurwa, robisz? Dość koszmaru na dzisiaj, więc w tył zwrot i daj mi, proszę, umierać dalej i spróbować ogarnąć, czemu w dzień zakochanych wszystko się pieprzy &#8211; powitał Chrisa z krzywym uśmiechem i zagubieniem w oczach, pomieszanym z irytacją.<br />
Blondyn, który stał przed nim, warknął pod nosem i pchnął go w klatkę piersiową.<br />
- Sam zaraz, kurwa, wylecę z tego mieszkania, więc morda w kubeł, księżniczko, i gadaj, gdzie ten popierdoleniec jest! &#8211; warknął, wpychając się do mieszkania na siłę.<br />
Ryan obejrzał się za Chrisem&#8230; Lennym&#8230;. hybrydą Chrisa i Lennego i odetchnął głośno.<br />
- W sypialni&#8230; &#8211; wydusił tylko zszokowany i totalnie nie mający pojęcia, czy właśnie nie powinien uszczypnąć się choćby w tyłek, żeby się obudzić.<br />
Wysoki blondyn minął go, od razu zmierzając w tamtą stronę. Kolejną rzeczą, którą zobaczył Ryan, to mulat wypadający z sypialni i tupiący nogą, a następnie przybysz, który najpierw się zawahał, po czym z pięści przywalił mężczyźnie w nos. Ten pisnął, kuląc się, a następnie rzucając się na blondyna z rękami. Jak baba.<br />
- Ryan, złap to! &#8211; wrzasnął chudzielec, nie mając siły utrzymać niższego, zdecydowanie silniejszego od siebie mulata.<br />
Ryan szybko złapał ciemnoskórego mężczyznę za ręce i wykręcił mu je na plecach, unieruchamiając go.<br />
- Nie chcę nawet wnikać, jak to się dzieje, ale gadaj lepiej, co zrobiłeś, że mój facet siedzi w twoim ciele &#8211; warknął mu do ucha. &#8211; I nie wierzę, że pozwoliłem ci się o mnie ocierać!<br />
Mulat jeszcze próbował się wyrwać, ale robił to zdecydowanie nieumiejętnie. Kiedy zdał sobie sprawę, że się nie uwolni, spojrzał bokiem na Ryana.<br />
- Jaki znowu twój facet? To ja! Nie poznajesz mnie? On znowu chce cię wrobić! &#8211; pisnął, a blondyn, który stał przed nim, prychnął pod nosem, starając się zgryźć tipsy z palców. Robił to całą drogę tutaj, ale jeszcze kilka mu zostało. Cholerstwo mocno się trzymało, ale z tym babskim cholerstwem nie mógł wytrzymać na rękach.<br />
- Tylko, kurwa, mi Ryan nie mów, że dopiero teraz załapałeś. Wiesz przecież nie ćpam &#8211; fuknął na kochanka poirytowany sytuacją.<br />
- Od jego pierwszych słów czułem, że coś zdecydowanie nie jest tak, jak powinno być, ale wybacz, nie przyszło mi do głowy, że ta ciota potrafi takie rzeczy robić. Normalny człowiek nie wierzy w takie abra-kadabra &#8211; odparł Ryan, dodatkowo zirytowany, że nie może nawet przywalić Chrisowi, bo uszkodziłby ciało Lennego. &#8211; A ty? &#8211; szarpnął nim. &#8211; Czego nie zrozumiałeś w &#8220;gadaj lepiej, co zrobiłeś&#8221;?<br />
- Nic nie zrobiłem! &#8211; zaparł się Chris, piszcząc i podkulając nogi, aby jakoś wyrwać się Ryanowi. Przez to, że robił to w ciele Lennego, ten miał ochotę się upić i umrzeć.<br />
- Zwiążmy go. Albo otrujmy. Jak umrze, może wszystko wróci do normy &#8211; nawet w ciele tego szalonego blondwłosego chudzielca nie brzmiał, jakby żartował. Oczy też miał groźne i na szczęście nieumalowane. Przez co wyglądał zupełnie inaczej niż taki zwykły Chris.<br />
- Świetny pomysł! Jest jeden problem, Lenny. Jeśli wszystko nie wróci do normy, to zostaniesz w ciele, które niestety nie ma w sobie nic, co mnie pociąga. Nie tylko twoja fizyczność mnie obchodzi, ale jednak&#8230; czułbym się dziwnie z takim tobą. I ty zapewne też. Więc przynieś, proszę, jakiś sznur, to go zwiążemy, bo na ten moment to najlepsze wyjście &#8211; odparł Ryan i pchnął Chrisa w ciele mulata w stronę kuchni, by przywiązać go do krzesła.<br />
Lenny fuknął pod nosem i tylko skinął głową, idąc poszukać czegoś, czym mógłby związać siebie. Znaczy Chrisa w swoim ciele. Że też do tego doszło? Aż bolały go ramiona od ciągłego szczypania się i sprawdzania, czy to nie jest jakiś koszmar.<br />
Mulat w tym czasie wił się jak piskorz w ramionach Ryana, który ciągnął go do kuchni.<br />
- Ryan, kochanie. Nie, nie, jak śmiesz mi to robić?! Zobacz, kręcę cię. Podobam ci się i będę cię kochać i będziemy razem. Po cholerę ci ten, ten&#8230; ten czarnuch! &#8211; wrzeszczał, nie zdając sobie chyba sprawy, że sam był teraz ciemnoskóry.<br />
- Bo ty jesteś biały jak bałwan &#8211; zironizował Ryan i pchnął go brutalniej, sadzając na krześle. Przytrzymał mu ręce i pochylił się do jego twarzy, patrząc mu prosto w oczy. Nie rozumiał, jak ten psychopata w ogóle śmiał wejść do ciała Lennego. I jak dotąd powodem jego bezsenności było głównie więzienie, tak teraz był pewien, że kilka kolejnych nocy nie prześpi, bo będzie miał w głowie Lennego modulującego głos. &#8211; I jak naprawdę wierzysz, że kręcisz mnie takim zachowaniem, to obawiam się, że po wszystkim przekieruję cię do jakiejś agencji, która chętnie zadba o twoją chorą głowę.<br />
Chris wydął usta święcie oburzony.<br />
- Nie mam chorej głowy. I nie będzie nigdy po wszystkim! &#8211; krzyknął piskliwie głosem Lennego, co tylko wywołało ciarki u chłopaka, a także wchodzącego do kuchni blondyna. &#8211; Zostanie tak. Nic na to, fagasy dwa, nie możecie zrobić! &#8211; Zaczął się rzucać, na co po raz kolejny oberwał od Lennego w twarz. Ten mimo wszystko chyba mniej przejmował się tym, że bije swoje ciało. Chciał tylko, aby tego popaprańca zabolało. Na szczęście się udało, bo ten pisnął żałośnie jak baba, a Lenny spokojnie mógł zająć się przywiązywaniem go do krzesła.<br />
Ryan puścił Chrisa dopiero, kiedy był już porządnie związany. Odsunął się i zmierzył go złym wzrokiem. Powinien częściej zdawać się na intuicję Jaya.<br />
- Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak w tandetnych filmach, czy serialach kryminalnych, ale&#8230; lepiej zacznij gadać &#8211; mruknął i z kpiącym uśmiechem dodał: &#8211; Bo tutaj nie ma dobrego gliny.<br />
Blondyn, który odsunął się i stanął pod ścianą, fuknął pod nosem.<br />
- Sorry, Ryan, ale to mimo wszystko brzmiało tandetnie &#8211; burknął. Jego głos był dużo niższy niż jak zwykle w tym ciele pomieszkiwał jego prawowity właściciel. Jego ruchy też były zupełnie inne. Dużo bardziej męskie i nawet mimo tego tandetnego dresiku i włosów pod opaską, teraz wyglądał jak facet, a nie baba.<br />
- Nic wam nie powiem. Tak ma być! Teraz podobam się Ryanowi. On podoba się mnie! A ty możesz żreć piach ty, ty&#8230; cwelu.<br />
- Oj, bo uwierz, ja nie będę miał skrupułów, aby siebie pobić &#8211; syknął Lenny, mimo że czuł, że brakuje mu siły w tym chudym ciele.<br />
- Wolałbym, żebyś to sobie darował, Lenny &#8211; mruknął Ryan w jego stronę. Czuł się strasznie dziwnie, mówiąc do niego w takim ciele. &#8211; Potem mógłbyś żałować. Ale wracając do ciebie &#8211; zwrócił się do Chrisa. &#8211; Inwencji twórczej mogę ci tylko pogratulować i czuję się prawie zaszczycony, że tak bardzo zabiegasz o mnie, że gotów jesteś kombinować z różnymi chorymi czary-mary. Nie wiem, co takiego we mnie jest, bo jednak coś mi mówi, że nie jestem jedynym facetem na świecie i jakbyś porządnie poszukał, to na pewno przestałbyś myśleć o mnie jako o konieczności. Co prawda żal trochę tego potencjalnego, innego faceta, ale ty chyba tego nie rozumiesz, że mnie nie kręcisz, hm? Zbyt ciężkie do pojęcia? Może w tym ciele łatwiej załapiesz &#8211; dodał i postukał go po głowie.<br />
- Jak to? Niemożliwe! &#8211; pisnął Chris w ciele mulata. &#8211; Rano się do mnie dobierałeś! Widzę, podobam ci się. I ja jestem od niego lepszy! Umiem gotować, kocham cię! &#8211; krzyczał rozpaczliwie, szamocząc się przy tym.<br />
Lenny aż się wzdrygnął.<br />
- Że też Ryan masz takich wielbicieli &#8211; fuknął. &#8211; Aż trwoga bierze, że to mogłoby się zacząć malować&#8230; w moim ciele &#8211; warknął, aż unosząc skraj górnej wargi.<br />
Ryan mimowolnie to sobie wyobraził i skrzywił się otwarcie.<br />
- Nie podsuwaj mi takich myśli, proszę. I zaczynam wątpić w sens przesłuchiwania. Ten psychopata nic nie powie.<br />
Lenny zasępił się, po czym podszedł do Ryana i objął go od tyłu ramionami i z zaskoczeniem stwierdził, że bez problemów może pochylić się nad nim. Zwrócił się jednak do związanego na krześle małego psychopaty w jego ciele.<br />
- A co powiesz, Chris&#8230; na to, że nawet jeśli nie odzyskam ciała, Ryan i tak będzie wolał mnie? Że będziesz musiał męczyć się i tak sam, z tym niskim, ciemnym ciałem. Że całą swoją garderobę będziesz musiał wymieniać&#8230; kosmetyki. A on i tak będzie mój &#8211; wymruczał z szatańskim uśmiechem, obejmując ciaśniej Ryana i przesuwając mu aż jedną dłoń na podbrzusze. Modlił się w duchu, aby Ryan poszedł na tą kretyńską gierkę i aby ten psychol faktycznie się przestraszył.<br />
Ryan odetchnął w duchu, czując się ambiwalentnie z tym dotykiem. Sama postawa Lennego i jego sposób bycia go kręcił, ale jednak myśl, że obejmuje go chude ciało bez mięśni, a do tego należące do osobnika, który gotów był chyba zrobić wszystko, żeby go dla siebie mieć, była koszmarna. Położył jednak dłonie na przedramionach Lennego i uśmiechnął się do Chrisa drwiąco.<br />
- No nie uwierzysz, ale nie lecę tylko na wygląd i cokolwiek byś ze sobą nie zrobił i tak wolę jego &#8211; dodał, opierając się lekko do tyłu o kochanka. Ten aż musiał bardziej naprzeć na niego, bo to chuderlawe ciało nie miało w sobie siły. Utrzymał jednak Ryana i klnąc nawet na siebie, że nie chciałby widzieć tego, co robi, przesunął nosem po jego szyi. Cieszył go jednak w tym wszystkim widok gotującego się przed nimi mężczyzny. Chris w jego ciele aż trząsł się ze złości, a jednocześnie obaj widzieli, że zaczyna mieć wybrzuszenie w bokserkach.<br />
- W czym on niby jest lepszy!? &#8211; wydarł się Chris. &#8211; Czemu on teraz może cię dotykać? Ja ci się podobam, JA!<br />
- Nie, obawiam się, że nie kręci mnie piszczenie, świergotanie i latanie na paluszkach &#8211; odparł Ryan, zaciskając lekko palce na przedramionach Lennego. Nie chciał być macany ciałem Chrisa, chociaż z drugiej strony chciał przytulać kochanka. To było wyjątkowo irytujące uczucie. Nagle jednak coś go olśniło i zawahał się chwilę, nie wiedząc, czy użyć tego asa w rękawie. Spojrzał czujnie na Chrisa i dodał wreszcie: &#8211; Poza tym, niech mnie teraz nie zmyli twój wygląd, ale ten wcześniejszy jasno sugeruje, że lubisz się oddawać &#8211; wzdrygnął się w duchu na myśl Chrisa z gołym tyłkiem, chętnie wystawiającego swoją szparę do penetracji. &#8211; I obawiam się, że tutaj byłby konflikt między nami &#8211; skończył, zostawiając myśl w zawieszeniu. Miał jednak nadzieję, że sens dojdzie do tego psychopaty.<br />
Chris zrobił duże oczy, zamierając z głupią miną na twarzy mulata, a Lenny, który był w ciele blondyna, zaśmiał się wrednie.<br />
- Właśnie, panienko. Nic z tego nie będzie, bo Ryan&#8230; no z reguły nie wsadza w to czekoladowe ciałko, a sam jest napełniany &#8211; prychnął, widząc, jak rumieńce występują na jego twarzy. To było straszne, że ta ciota w ogóle nie umiała panować nad jego ciałem ani nad sobą.<br />
- A&#8230; Ale Ryan&#8230; &#8211; jęknął Chris, chyba autentycznie zawiedziony. Jego mężczyzna okazał się inny niż w jego snach. &#8211; Naprawdę? &#8211; pisnął, kierując pytanie do swojego obiektu westchnień.<br />
Lenny w tym czasie odsunął się od chłopaka, nie mogąc patrzeć na te blade ręce obejmujące go.<br />
Ryan przełknął ciężko ślinę, czując, że boli go nawet utrata animuszu w oczach takiego Chrisa. Przytaknął jednak, wsadzając ręce w kieszenie jeansów, które miał na sobie.<br />
- Tak, obawiam się, że ten duży chuj, którego masz teraz w spodniach, jest częściej w użyciu &#8211; uśmiechnął się krzywo, nie patrząc na Lennego. Może normalnie by tego nie powiedział, ale sytuacja była krytyczna. BARDZO krytyczna, bo nie chciał, by ten mały psychopata siedział w ciele Lennego dłużej, niż było to konieczne.<br />
Mulat aż zerknął w dół na swoje, a raczej Lennego krocze i stęknął żałośnie. Pociągnął nosem chyba zrezygnowany.<br />
- Ale ja nie wiem, jak to odkręcić &#8211; jęknął żałośnie.<br />
- To może zacznijmy od tego, jak w ogóle udało ci się sprawić, że tu wylądowałeś, to coś uda się wymyśleć, bo chyba takim jęczeniem nie odwrócimy sytuacji &#8211; mruknął Ryan, zadowolony, że przynajmniej przekonali Chrisa do swoich racji.<br />
- No magią &#8211; mruknął Chris totalnie zgaszony i zrezygnowany. Aż chciało mu się płakać, a co za tym idzie oczy mu się zaszkliły. Znowu mu się nie udało, do tego Ryan okazał się jakąś dajką i dawał się dymać temu brudasowi.<br />
- Jak? &#8211; naciskał Ryan. &#8211; Skąd wiedziałeś, co masz robić?<br />
- Z książki &#8211; pisnął Chris, pociągając nosem, a pierwsza łezka spłynęła po ciemnym policzku.<br />
Lenny, który stał z boku, miał ochotę go za to trzasnąć.<br />
- Nie becz! &#8211; warknął.<br />
Ryan tylko obserwował te reakcje, którymi raczył go Chris. Większość gestów i reakcji cielesnych, którym poddawał ciało Lennego, nie widział. Jak choćby łzy, rumieńce, czy to wydymanie ust. Niczym obserwowanie brata bliźniaka mulata.<br />
- Wspaniale, gdzie masz tą książkę? &#8211; zapytał.<br />
- W&#8230; w piwnicy &#8211; stęknął cichutko.<br />
Ryan zerknął na Lennego.<br />
- Masz klucze?<br />
- Tak. I jego samochód. I dokumenty &#8211; prychnął poirytowany tym, jakim żałosnym czynił jego ciało.<br />
- W takim razie musimy cię zostawić samego na jakiś czas, Chris. Możesz poobserwować kafelki i liczyć, że Jay uraczy cię obecnością &#8211; Ryan zwrócił się do Chrisa.<br />
Zielone oczy popatrzyły za Ryanem żałośnie, ale z ciemnych ust nie wydobyło się już żadne słowo. Blondyn w tym czasie bez słowa wyszedł z kuchni, od razu idąc do drzwi wejściowych.<br />
Ryan spojrzał jeszcze krótko na Chrisa w ciele Lennego i zastanowił się, czy coś dodać. Uznał jednak, że nawet nie miałby co, więc wyszedł i po chwili już usiadł na miejscu pasażera w żółciutkim mini. Nie miał zamiaru prowadzić tego&#8230; samochodu. Był koszmarny. Na szczęście Lenny nie miał z tym problemów. Problemem jednak było to, że kiedy się nie odzywał i ruszył z podjazdu, chłopakowi od razu sytuacja skojarzyła się z tą, kiedy Chris swego czasu odwoził go po pracy. Na szczęście teraz blondyn ubrany był inaczej i nie miał na sobie makijażu ani spineczek, więc w oczach Ryana wyglądał w miarę normalnie. To nieco poprawiało sytuację. Ale mimo wszystko chłopak wciąż czuł się abstrakcyjnie.<br />
- Przyznam, że nie spodziewałem się, że tak spędzimy walentynki. Szukając przeciwzaklęcia &#8211; rzucił, uchylając nieco okno, bo we wnętrzu samochodu pachniało jakimiś dziwnymi perfumami.<br />
- A jak go nie znajdziemy, to zatłukę skurwysyna &#8211; burknął blondyn za kierownicą. Ta cała sytuacja była tak abstrakcyjna, że miał wrażenie, że jak tylko wróci do swojego ciała, to będzie brał prysznic z godzinę. I zrobi to z Ryanem. Przy lustrze. Aby widzieć siebie.<br />
- A potem pójdziesz siedzieć, jakże rozsądnie. W tym ciele siedzieć, Lenny. Coś mi mówi, że jakkolwiek władczy i obrotny byś nie był, tym słodkim oczętom by nie odpuścili &#8211; zauważył Ryan.<br />
- Wtedy byś miał bojowe zadanie i byś mógł się wykazać albo mnie broniąc, albo sprzedając za niezłą kasę &#8211; prychnął w formie żartu. Nie był on jednak ani trochę śmieszny.<br />
- Bardziej mi się podoba opcja, w której nie lądujemy w pierdlu, ani w psychiatryku, gdzie właściwie prędzej by nas posadzili, jakbyśmy usiłowali się bronić, wciskając ludziom, że chcieliśmy tylko odwrócić zaklęcie i wyciągnąć z twojego ciała pewnego różowego psychopatę, który za cel życiowy obrał sobie zdobycie mojej miłości. Ale że nie udało się to, postanowiliśmy się go pozbyć, by nie bezcześcił twojego ciała, nie malował go i co gorsza, nie penetrował się jakimiś równie różowymi co jego kudły sztucznymi penisami. Więc właściwie powinni nas uniewinnić. &#8211; Ryan udał głębokie zamyślenie i wykrzywił usta. &#8211; Nie, to raczej nie przejdzie.<br />
Cała przemowa chłopaka była na tyle długa, że najpierw Lenny miał czas przeżyć szok, potem zagubienie, aż w końcu śmiech wydobył się z ciała, które w tej chwili zajmował.<br />
- Ta, mogłoby nie przejść, więc lepiej znaleźć tą pieprzoną książkę, cofnąć zaklęcie, a chwilę przed tym zgolić mu włosy.<br />
Tym razem Ryan się zaśmiał.<br />
- Uuu, to by było podłe. Szczególnie, że tych długich pazurów już zdążyłeś go pozbawić.<br />
- I wiesz jak to cholernie boli, jak to się zrywa? &#8211; poskarżył się. &#8211; Chociaż otworzenie puszki z tym plastikiem na palcach jest jeszcze gorsze.<br />
- Domyślam się. I tak jestem pod wrażeniem, że znalazłeś ubrania, które swoim kolorem nie sprawiają, że czuje się jak w krainie kucyków.<br />
Kierowca spojrzał na niego z pretensją.<br />
- Mój ból, a twój ból to dwie różne rzeczy. Więc nie wyskakuj mi tu z kucykami &#8211; syknął, po czym zaklął pod nosem.<br />
Ryan rzucił mu krótkie spojrzenie, po czym znowu wyjrzał przez okno, milknąc. Chciał tylko jak najszybciej dojechać na miejsce i znaleźć tą całą księgę magiczną. Wolał nie wiedzieć, skąd Chris ją wytrzasnął i jakim cudem wpadł na tak durny pomysł. Był coraz bardziej pewien, że tego chłopaka należałoby wysłać na jakieś szczegółowe badania psychiatryczne. I ta zmiana ciała. Że też dało się w ogóle coś takiego zrobić? Liczył więc, że albo nadal śni, albo jest to odwracalne. Bo jeśli nie&#8230; Wolał nie myśleć. I na szczęście nie dostał okazji, by chociaż spróbować to rozważyć, bo niedługo potem dojechali przed domek Chrisa. Ryan czym prędzej wysiadł z tego strasznego pojazdu. Lenny w ciele tego chudzielca także szybko opuścił autko, wyjął klucze z kieszeni i otworzył drzwi do domu. Od razu na wejściu powitały ich dwie kotki, które z zadowoleniem zaczęły się ocierać o nogi przybyłych. Lenny jednak delikatnie je wyminął.<br />
- Gdzie ta księga miała być? &#8211; rzucił do Ryana, który jednak pochylił się na chwilę, żeby pogłaskać koty.<br />
- W piwnicy, z tego co twierdził ten psychopata. Widzisz gdzieś zejście?<br />
Lenny chwilę się zastanowił, po czym przeszedł przedpokojem i nacisnął na klamkę jedynych drzwi, których nie otwierał. Za nimi były schody na dół.<br />
- Pierwsza część misji wykonana &#8211; obwieścił, zapalając światło i od razu ruszając na dół. Dziwny zapach doszedł go dopiero, kiedy był już na dole. Był metaliczny i trochę jak z kurnika. Miał złe przeczucie.<br />
Po chwili dołączył do niego Ryan, rozglądając się po chłodnym i wilgotnym pomieszczeniu. Od razu jego wzrok padł na stół, na którym rozłożone było kilka rzeczy, które Chris musiał użyć do rytuału. W tym martwy kogut.<br />
- Serio. To już się leczy &#8211; burknął Lenny, czując się jeszcze gorzej w ciele, w którym był.<br />
- Tak, już od kiedy przesłuchiwaliśmy Chrisa, zacząłem rozważać, czy nie warto by było dać komuś cynk, by zbadał tego durnia &#8211; mruknął Ryan, oglądając całe pomieszczenie, ale w końcu podszedł do stołu i przesunął dłonią po księdze. &#8211; Jeśli Chris nie ma w zwyczaju schodzić tu, by poczytać wieczorami przy lampce wina, to to musi być ta książka.<br />
Blondyn podszedł do niego i wziął od razu księgę, kartkując ją. Jakąś różową wstążeczką była zaznaczona strona, więc otworzył na niej i zobaczył formułkę jakiegoś zaklęcia, a do tego składniki potrzebne do rytuału i cały jego przebieg. Westchnął ciężko, zamykając książkę, kiedy przeczytał interesujący go fragment. Spojrzał na Ryana.<br />
- Chyba przyda się nam pomoc &#8211; mruknął niezbyt zadowolony, że sprawa się komplikuje…</p>
<p style="text-align:justify;">*</p>
<p style="text-align:justify;">Liczne kadzidełka były rozstawione na półeczkach w niewielkim pomieszczeniu, a wydobywający się z nich dym był niemal duszący. Co prawda według Ryana nie było to takie straszne jak dym papierosowy, ale ciężko mu się oddychało. Nie rozumiał, jak ten cały szaman mógł tu spędzać długie godziny.<br />
Chłopak jeszcze raz rozejrzał się po izdebce, na której ścianach wisiały maski przedstawiające jakichś bożków, a gdzie niegdzie wisiały przeróżne talizmany. Do tego wszystko było w pomarańczowych i czerwonych kolorach, nadając pomieszczeniu specyficzny nastrój. Siedzieli po turecku na wielkich poduchach przy niskim stoliczku, na którym porozkładane zostały kości, olejki i jakiś świstek z zaklęciem. Ryan podejrzliwie spojrzał na latynoskiego mężczyznę, który mruczał coś do siebie pod nosem. Skoro był taki dobry, to po co mu niby ściąga? Powinien umieć mówić z głowy. Ryan jednak stwierdził, że nie będzie nad tym rozmyślał i tylko zerkał raz po raz na siedzącego obok blondyna, mając nadzieję, że znajdzie się w nim Chris. Na razie jednak ten się kołysał z zamkniętymi oczami i nie wyglądał na w pełni świadomego tego, co się dzieje.<br />
W tym wszystkim oczywiście, jak się później okazało, mieli dużo szczęścia. Bo Lenny, wraz z portfelem, wziął też trochę kasy blondyna, więc za jego pieniądze poszło opłacenie tego całego czarownika. Na szczęście. Bo ten dużo sobie życzył. Ryan nawet wolał nie pytać, ile mogła kosztować księga, którą wcześniej Chris tutaj zakupił. Dziwnie się czuł z myślą, jak gorączkowo ten chłopak starał się zaskarbić sobie jego miłość. I kiedy tak patrzył na nieumalowanego blondyna w normalnych ciuchach i bez tych kolorowych spineczek we włosach, uważał, że jest w porządku. Oczywiście trochę więcej ciałka by mu się przydało, bo był strasznie chudy. Ale dało się go znieść. Chwilowa sympatia jednak szybko mu przeszła, kiedy przypomniał sobie, że ten mały skurwysyn przejął ciało Lennego i obmacywał go bezczelnie.<br />
Aż się skrzywił, a ten cały szaman czy kimkolwiek nie chciał się tytułować właściciel sklepu z ziółkami i pamiątkami, skończył sentencję i rzucił jakiś ohydny proszek w ogień. Efekt tego był łatwy do przewidzenia. Chmura gryzącego w oczy dymu uniosła się znad ognia. Powietrze zgęstniało, zaśmierdło, a po chwili Ryan kątem oka zobaczył, że siedzący obok niego blondyn się ponosi i chyłkiem rusza w stronę drzwi, by uciec.<br />
Ryan zamrugał, zakaszlał i wstał pospiesznie, machając rękami, żeby odgonić dym.<br />
- Cze&#8230; kurwa, czekaj! &#8211; warknął za blondynem i pobiegł szybko jego śladem.<br />
Ten pisnął jak dziewczynka i dopadł drzwi, biegnąć już na złamanie karku. Ryan warknął pod nosem i wybiegł za nim. Kiedy go dogonił, szarpnął go za ramię, niemal rzucając nim o ścianę budynku i przytrzymał go przy niej, patrząc mu w oczy złym wzrokiem.<br />
- Jak masz w tym swoim kolorowym domku jeszcze jakieś talizmany, czy cokolwiek innego, to lepiej się tego pozbądź, bo już następnej niespodzianki nie przeżyjesz &#8211; warknął.<br />
Chris szarpnął się z małym skutkiem i dopiero spojrzał na Ryana.<br />
- Nic mi nie możesz zrobić. I to wszystko twoja wina! &#8211; krzyczał histerycznie, już mając dość dzisiejszego dnia. Nic nie ułożyło się tak jak zaplanował.<br />
- Tak, moja. Związałem cię, siłą przyprowadziłem do tego pseudo sklepiku, zmusiłem do kupienia jakiejś pojebanej książki i zmienienia się ciałem z innym mężczyzną&#8230; Twoim największym problemem, Chris, jest twoja głowa. I dziękuję za zjebanie mi walentynek &#8211; odparł Ryan, marszcząc mocno brwi i przytrzasnął go jeszcze raz mocno do muru, nim odsunął się. &#8211; Nie chcę więcej widzieć twojej buźki, czy ją umalujesz, czy nie.<br />
Chris wydął usta i prychnął na niego obrażony.<br />
- Nie doceniasz tego, co mogłeś mieć! &#8211; krzyknął jeszcze za nim, zakładając ręce na krzyż na klatce piersiowej.<br />
- Mam to czego potrzebuję, uwierz mi &#8211; mruknął Ryan i ruszył w stronę przystanku, nie mając zamiaru już z nim rozmawiać. Nagle jednak przystanął, kiedy zdał sobie z czegoś sprawę. &#8211; Kurwa! &#8211; zaklął pod nosem i sięgnął po telefon, by zadzwonić po taksówkę. Może i drożej, ale będzie szybciej na miejscu. Przecież Lenny siedział w kuchni związany&#8230;</p>
<p style="text-align:justify;">*</p>
<p style="text-align:justify;">Lenny ocknął się i szybko zauważył, że jest związany. Jak na swój gust trochę za szybko. Cóż. Nie była to najgorsza sytuacja w jego życiu, a już na pewno dużo lepsza niż dzisiejszy poranek. Poruszył palcami związanych dłoni, zastanawiając się, ile Ryanowi zajmie powrót do domu i czy rozprawił się z tym blondwłosy popaprańcem.<br />
Jay, wyczuwając chyba, że coś się w kuchni zmieniło, przyszedł do niej i jak najpierw patrzył się na mulata ciekawie, tak po chwili podszedł bliżej i wskoczył mu na kolana.<br />
- Tak, tego mi było trzeba. Sierści &#8211; mruknął pod nosem Lenny, starając się przypomnieć sobie, jaki węzeł zastosował, aby unieruchomić tego całego Chrisa. Po kilku próbach udało mu się w końcu dosięgnąć palcami głównego węzła. Mógł niby poczekać na Ryana, aż ten go rozwiąże, ale nie chciało mu się siedzieć bezczynnie. Po piętnastu minutach i kilkunastu przekleństwach rozcierał już nadgarstki, o które rudy kocur postanowił się, napraszająco, poocierać.<br />
Chwilę później usłyszał otwieranie drzwi i szybkie kroki. Ryan wszedł do kuchni, ale widząc, że Lenny sobie poradził, uśmiechnął się krzywo.<br />
- Gdybym wiedział, że pokonasz sznur, to bym wydał te dwadzieścia baksów na piwo, a nie taksówkę.<br />
- Przyjechałeś taksówką? &#8211; spytał mulat szczerze zaskoczony. Nie spodziewał się takiego poświecenia. &#8211; To słodkie.<br />
- To, że kasa poszła się kochać już mniej &#8211; odparł Ryan i zbliżył się do niego powoli.<br />
Lenny nadal siedział na krześle, a kot przestał się o niego ocierać i patrzył teraz na swojego pana.<br />
- Cóż. Życie. Jednak twoje poświecenie bardzo przyjemne. Ja &#8211; uniósł prawą dłoń &#8211; a piwo &#8211; uniósł lewą i udał, że waży na nich dwie rzeczy.<br />
- Hm&#8230;. jak mogłem być taki zaślepiony? Ach tak, piwa mamy więcej w lodówce &#8211; odparł Ryan, pochylając się do Lennego i pocałował go lekko w usta. &#8211; Twoje klony za to tam nie siedzą.<br />
Mulat objął go w pasie, oddając pocałunek zdecydowanie bardziej pewnie. Przyciągnął Ryana do siebie, sadzając go sobie na kolanach. Kot w między czasie umknął, śmiertelnie obrażony. Ryan odetchnął, nieco skołowany pozycją, w jakiej się znalazł, ale odpowiedział na pieszczotę, smakując usta Lennego. Teraz na szczęście jego ruchy nie były ani trochę zniewieściałe, ale seksowne, męskie i pewne. Tak jak lubił.<br />
Czuł, jak mężczyzna z dużą siłą przyciska go do siebie, jak masuje palcami jego plecy i jak pożera jego usta. Czuł, jaki jest pewny w tym co robi. Nawet w tym, jak w pewnym momencie chwyta go za jeden pośladek i jednocześnie zębami za dolną wargę. Ryan jęknął cicho i spojrzał mu w oczy, obejmując go za szyję.<br />
- W tym ciele testosteron bardziej ci uderza do głowy, że tak od razu zabierasz się do rzeczy?<br />
- Może &#8211; odparł, zaczynając całować go po linii szczęki. &#8211; Ale chyba też się trochę stęskniłem. Mieć cię tak blisko, a nie móc dotknąć. Koszmar &#8211; zamruczał.<br />
- Cały dzisiejszy dzień był koszmarem, chciałbym zauważyć. Przyznam, że nie miałbym nic przeciwko, gdyby po pobudce jutro okazało się, że jest dzisiaj i możemy inaczej spędzić ten dzień &#8211; odparł Ryan, głaszcząc go po karku i ramionach.<br />
- A miałeś już jakieś plany? &#8211; spytał Lenny, nie będąc nachalnym. Sam fakt, że Ryan siedział mu na kolanach go kręcił, więc na razie nawet nie musieli posuwać się specjalnie dalej.<br />
- Przyznam, że nie. Nie byłem pewien, czy jesteś z tych, którzy obchodzą takie święta i uznałem, że w ostateczności możemy przesiedzieć wieczór przy piwie, popcornie i meczu. &#8211; Chłopak spojrzał w jego zielone oczy, z ulgą odczytując w nich to spojrzenie, jakim zwykle Lenny go raczył, a nie to mdłe i nieprzyjemne, jakie było, gdy Chris w nim siedział.<br />
Lenny mruknął na potwierdzenie. To nie była zła opcja.<br />
- I jeszcze może pizza jako odświętny obiad? &#8211; zasugerował, masując to cudne ciało Ryana.<br />
- Brzmi dobrze. Więc pozwól, że zamówię, a ty weź piwa i popcorn do salonu, proszę &#8211; odparł chłopak, wycofując się. Nie miał nic przeciwko pieszczotom, ale chyba wolał je uskutecznić już na kanapie, a jednak nie siedzieć drugiemu mężczyźnie na kolanach.<br />
Lenny, nim chłopak do końca wstał, pociągnął go do siebie za rękę i znowu usadził na swoich udach. Chwycił go po tym za twarz obiema dłońmi i mocno pocałował.<br />
- No, dopiero teraz &#8211; rzucił i dopiero go puścił, pozwalając wstać.<br />
Ryan zaśmiał się i wstał, od razu sięgając po komórkę w spodniach.<br />
- Co za łaska &#8211; uśmiechnął się i ruszył do wyjścia z kuchni. Zatrzymał się jeszcze w progu i obrzucił Lennego krótkim spojrzeniem. Tak, zdecydowanie wolał go takiego. Nie wyginającego nadgarstka, nie wydymającego wargi i nie piszczącego. Miał tylko nadzieję, że Chris znowu nie wpadnie na kolejny genialny pomysł, który tym razem skończy się bardziej katastrofalnie. O ile mogło istnieć coś gorszego niż zniewieściały, zaślepiony fanatyczną miłością ciotek uwięziony w ciele seksownego mulata.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3254/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3254&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/14/walentynkowy-dodatek-martwy-kogut/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Fanfik by Ayame &#8211; Serduszko na walentynki</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/13/fanfik-by-ayame-serduszko-na-walentynki/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/13/fanfik-by-ayame-serduszko-na-walentynki/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 00:06:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Art & FanFiction]]></category>
		<category><![CDATA[Fire Dragon Tattoo Studio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3309</guid>
		<description><![CDATA[Dostałyśmy prezent na walentynki &#8211; fanfika! :) Tym razem w wykonaniu Ayame. Zapraszamy serdecznie do czytania! :D _________________________________________________ - Alex? Jak to zrobiłeś, że mamy największy domek ze wszystkich? – Spytał Jason wchodząc do olbrzymiego holu na parterze i rozglądając się dookoła. - Mam swoje… Jak wy to mówicie? Chyba wtyki, tak wtyki. – Odpowiedział [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3309&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dostałyśmy prezent na walentynki &#8211; fanfika! :) Tym razem w wykonaniu Ayame. Zapraszamy serdecznie do czytania! :D<br />
_________________________________________________</p>
<div style="text-align:justify;">- Alex? Jak to zrobiłeś, że mamy największy domek ze wszystkich? – Spytał Jason wchodząc do olbrzymiego holu na parterze i rozglądając się dookoła.</div>
<div style="text-align:justify;">- Mam swoje… Jak wy to mówicie? Chyba wtyki, tak wtyki. – Odpowiedział Alex z cieniem uśmiechu na ustach. – Poza tym, jestem w pełni przekonany, że przyda nam się taka przestrzeń, przynajmniej nie będziesz przy mnie palił.<span id="more-3309"></span></div>
<div style="text-align:justify;">- Słucham? Nagle teraz, królowej przeszkadza to, że jaram? Może ja mam tobie zacząć teraz wypominać wszystko co ty na to, królowo? – Zachrypiał starszy mężczyzna.</div>
<div style="text-align:justify;">- Rób co chcesz. Nie obchodzi mnie to zbytnio, a teraz możesz wyjść i zobaczyć się ze znajomymi. Najlepiej nie wracaj zbyt szybko. Dla mojego spokoju.</div>
<div style="text-align:justify;">Jason odwrócił głowę w stronę kochanka, uniósł pytająco brwi lecz gdy usłyszał w odpowiedzi tylko ciche prychnięcie &#8211; po prostu wyszedł trzaskając drzwiami. Alex spojrzał w kierunku skąd dobiegł huk, a w jego głowie pojawiły się cyferki w razie przymusu wykonania obliczeń, gdyby jednak drzwi odpadły. <em>Teraz mogę na spokojnie zająć się tą niespodzianką. Ja, chłodny, wyważony Alex, mam zamiar zrobić niespodziankę, komu? Swojemu facetowi. Oby tylko wrócił…</em>Myślał intensywnie blondyn, po chwili masując z nerwów skronie.</div>
<div style="text-align:justify;">- Co ja w ogóle robię? Będę żałował tego, że za bardzo otwieram się na ludzi. A nie trzeba było zostać przy sprawach biznesowych? Jason…? Jason i sprawy biznesowe? Chyba pod moim biurkiem. – Prychnął głośno Alex. – W dodatku mówię do siebie. Starzeję się. Pieprzone walentynki!</div>
<div style="text-align:justify;"></div>
<div style="text-align:justify;">Jason szedł w stronę małego domku Mike’a i Marg, kopał wszystkie większe kamienie, które spotkał na swojej drodze. <em>Ja pierdole! O co mu, do kurwy, chodzi?! Było coraz lepiej, a teraz? Zrobił mi aferę o pieprzone fajki! </em>Warknął i kopnął z całej siły kamień, który… Uderzył w okno domku Charliego. Jednak mężczyzna nie przejął się tym zupełnie, mimo iż Rush krzyczał za nim coś o odpłacie, ten rzucił mu tylko spojrzenie mówiące „spierdalaj”, a blondi podkulił ogon… i uciekł do środka. Na szczęście zaraz obok był domek Mike’a, więc daleko nie musiał iść. Zapukał grzecznie do drzwi, nikt nie otwierał.</div>
<div style="text-align:justify;">- Pewnie znowu się grzmocą – stwierdził Jason i już kolejny raz chciał uderzyć w przeszkadzający kawał drewna, ale one go ubiegły i same się otworzyły.</div>
<div style="text-align:justify;">- Kto się grzmoci? – Spytał zaspany Mike, trzymając dłoń na klamce.</div>
<div style="text-align:justify;">- Patrz, a jednak same się nie otworzyły…</div>
<div style="text-align:justify;">- Jason? Czy z tobą wszystko w porządku? Nie wyglądasz zbyt dobrze i niezbyt dobrze się zachowujesz. &#8211; Mruknął szatyn, wpuszczając kolegę do środka.<br />
- Gdzie Marg? Masz tu jakiś barek? Napiłbym się czegoś mocniejszego.</div>
<div style="text-align:justify;">- Marg jest u góry, znalazła jakieś gry i nie mogę jej oderwać. Więc powiesz w końcu o co chodzi? I tak barek jest, sam sobie musisz wziąć to co chcesz.</div>
<div style="text-align:justify;">- Alex mnie nie chce. – Powiedział starszy, wzdychając przy tym cicho.</div>
<div style="text-align:justify;">- Jak to nie chce? Przecież zaprosił cię tu, wszystko było na dobrej drodze i teraz nagle na drogiej wycieczce tak po prostu cię nie chce? – Pytał Mike, a raczej zadawał multum pytań.</div>
<div style="text-align:justify;">- Powiedział mi, że celowo wziął taki duży domek, bo będziemy mieli więcej przestrzeni i nie będę palił przy nim.</div>
<div style="text-align:justify;">- I?</div>
<div style="text-align:justify;">- I? I mnie nie chce, tyle w tym temacie. – Burknął Jason pod nosem, na co Mike zaśmiał się dźwięcznie, a po chwili już turlał się po podłodze. Gdyby nie to, że tatuażysta przystopował go nogą, to pewnie rozbiłby sobie łeb o próg. – Z czego rżysz, jeśli mogę wiedzieć?</div>
<div style="text-align:justify;">- Zakochałeś się, stary! Wpadłeś po uszy! – Krzyknął szatyn i w tym momencie, zobaczył coś czego pewnie nie zobaczy nigdy więcej w swoim życiu z dwóch powodów albo Jason go zabije, albo… Jason go zabije. – Stary! Hah, jesteś cały czerwony!</div>
<div style="text-align:justify;">- Powiedz jeszcze sł… &#8211; Warknął starszy mężczyzna, przygniatając go nogą do ziemi.</div>
<div style="text-align:justify;">- Hej, chłopaki! Co się tu dzieje? – Krzyknęła radosnym głosem Marg zbiegając z góry – Jason! Nic ci nie jest? Jesteś cały czerwony! Może jesteś chory? Dać ci tabletki?</div>
<div style="text-align:justify;">Tego było za wiele Mike znowu tarzał się po ziemi, ale tym razem nie wyszło mu to na dobre, tym bardziej jego głowie, po prostu przyrżnął w grzejnik.</div>
<div style="text-align:justify;">- Kurwa! Jak boli! Czemu kaloryfer musi mieć żeberka?! – Burknął szatyn, na co pozostała dwójka zaśmiała się.</div>
<div style="text-align:justify;">- Mikey nie zrób sobie krzywdy, kobieta z ciebie nawet nie pokorzysta – zachrypiał Jason, kierując się w stronę wyjścia. – Idę. Zobaczę co się dzieje „u mnie”.</div>
<div style="text-align:justify;"></div>
<div style="text-align:justify;">Jason uchylił po cichu drzwi wejściowe, które lekko skrzypnęły po jego ostatnim trzaśnięciu. Zdziwiła go cisza panująca w domu, jakby w ogóle nikogo nie było. Przeniósł wzrok na podłogę, zobaczył jakieś dziwne kokardki i pudełka. <em>Ale… Gdzie jest Alex? </em>Pomyślał, idąc w stronę kuchni, sprawdzić czy tam aby nie ma jego kochanka. Również było pusto, wziął więc jabłko w rękę, a do tego mały nożyk, bo przecież jak można lubić skórkę? Prawda? Skierował się do sypialni, spojrzał na łóżko, leżało tam duże płaskie serce, zajmujące w sumie całe łóżko. Tylko od kiedy serca mają ręce, nogi i głowę?</div>
<div style="text-align:justify;">- Jason? – Spytało cicho serce.</div>
<div style="text-align:justify;">- Alex? – Parsknął Jason, prawie dławiąc się jabłkiem. – Co.. co ty robisz?</div>
<div style="text-align:justify;">- Chciałem zrobić ci niespodziankę na wa… wa… walentynki, ale to coś, co mam na sobie za bardzo nie pozwala mi się ruszyć… Chciałem wstać i się przywitać, ale… nie mogę wstać – wymamrotał coraz bardziej czerwony na twarzy blondyn.</div>
<div style="text-align:justify;">- Oh, królewna chciała zrobić mi niespodziankę i co ja mam teraz z tym sercem zrobić? – Zachrypiał tatuażysta.</div>
<div style="text-align:justify;">- Postawić?</div>
<div style="text-align:justify;">- A już myślałem, że powiesz pokochać – prychnął – a jeśli chodzi o postawienie to mam lepszy pomysł. Co powiesz na to bym to ja był dzisiaj na górze?</div>
<div style="text-align:justify;">- Jason! Nie rób tego, pomóż mi wstać! To co robisz nie jest bezpieczne i wcale nie chcesz tego zrobić! – Powiedział Alex podniesionym tonem, gdy zobaczył nożyk na materiale w okolicach swojej męskości.</div>
<div style="text-align:justify;">Po chwili poczuł tylko jak jego penis zostaje odkryty. Jason wyrzucił kawałek „serca” na podłogę i zajął się ugniataniem przyrodzenia kochanka.</div>
<div style="text-align:justify;">- Tam też mam ci wyciąć dziurkę? – Zachrypiał starszy, na co Alex przypominał już bardzo dorodnego pomidora.</div>
<div style="text-align:justify;">- Możesz sobie darować. – Burknął.</div>
<div style="text-align:justify;">Na prośbę „ukochanego” Jason sobie darował. Penis w jego rękach pęczniał z minuty na minutę coraz bardziej. W końcu zrobił to, na co od dawna miał ochotę. Ukucnął między nogami Alexa i polizał męskość po całej długości. Mężczyzna jęknął głośno, chciał odciągnąć głowę starszego od swojego krocza. Przecież to było śliskie! Jednak przebranie skutecznie mu to uniemożliwiało. Jason jednak pochłaniał głębiej penisa, jęki Alexa tylko go nakręcały. Nie minęła chwila, a tatuażysta wypuścił penisa z ust, wstał i zaczął się rozbierać.</div>
<div style="text-align:justify;">- Chcesz mnie Alex?</div>
<div style="text-align:justify;">- A mamy inne wyjście? – Mruknął blondyn pod nosem.</div>
<div style="text-align:justify;">- Mamy, ale jak myślę o tym, że będę ujeżdżał serce to, aż mam ochotę się spuścić. – Powiedział Jason, wchodząc na Alexa i siadając od razu na jego penisa.</div>
<div style="text-align:justify;">Starszy mężczyzna unosił się i opadał w szybkim tempie, patrząc co chwilę na zamknięte oczy i zawstydzoną twarz kochanka. Po tym wszystkim co dzisiaj się działo, nie wiele będzie mu trzeba żeby dojść. Spojrzał na Alexa, którego twarz wyrażała emocje świadczące, że jest bliski spełnienia. Oboje zaczęli poruszać się bardziej chaotycznie. Jeszcze kilka uniesień, jeszcze tylko kilka! Doszli równocześnie, jak „zakochanym” w walentynki przystało. Jason zszedł z kochanka, ucałował jego usta i już miał schodzić z łóżka, gdy ktoś z rozmachem otworzył drzwi do sypialni.</div>
<div style="text-align:justify;">- Niespodzianka! – Krzyknęli przybysze.</div>
<div style="text-align:justify;">Starszy tatuażysta zdążył tylko dłonią przykryć męskość Alexa. Zupełnie zapomniał o przykryciu swojego kolegi.</div>
<div style="text-align:justify;">- Jason! A on? – Fuknął Alex, wskazując głową na przyrodzenie. – Zasłoń się czymś!</div>
<div style="text-align:justify;">Mężczyzna wyciągnął spod swojej głowy małą poduszeczkę, rzucając ją na swojego penisa.</div>
<div style="text-align:justify;">- My wcale nic nie widzieliśmy! – Krzyknęła Katy.</div>
<div style="text-align:justify;">- Co. Tu. Robicie? – Warknął Jason. <em>Że też w takim momencie musieli przyjść!</em></div>
<div style="text-align:justify;">- Jak to co – odezwał się Charlie – przyszliśmy świętować wasze pogodzenie się, wiesz ile się naczekaliśmy pod tymi drzwiami? I w ogóle… Co tu robi to serce? Znaczy inaczej, czemu ono jest na Alexie?</div>
<div style="text-align:justify;">- To nie jest na Alexie, tylko to jest Alex – zachrypiał Jason.</div>
<div style="text-align:justify;">- Ja nie chcę na to patrzeć, mój brat, mój własny brat… Jak wpadłeś na taki pomysł?! I dlaczego był lepszy od mojego?!</div>
<div style="text-align:justify;">- To teraz, moi drodzy, możecie łaskawie opuścić pomieszczenie? Z chęcią byśmy się ubrali – Odezwało się „serce”</div>
<div style="text-align:justify;">- Tak, tak, jak serce mówi, tak my musimy serca słuchać! – Krzyknął Mike, wyganiając wszystkich z sypialni i puszczając Jasonowi oczko.</div>
<div style="text-align:justify;">- Możesz mnie w końcu wyciągnąć z tego czegoś? – Spytał Alex z nadzieją w głosie. Nie czekał na odpowiedź, wiedział, że kochanek od razu zabierze się do roboty. – Dziękuję. To teraz proponuję się ubrać.</div>
<div style="text-align:justify;">- Alex? Nie chcesz mi nic powiedzieć?</div>
<div style="text-align:justify;">- Szczęśliwych walentynek? – Mruknął wymijająco blondyn.</div>
<div style="text-align:justify;">- Tym co zrobiłeś, dałeś mi więcej niż tylko szczęśliwe walentynki. Dałeś mi swoje serce. Dziękuję. – Szepnął Jason, całując delikatnie usta mężczyzny.</div>
<div style="text-align:justify;">- Dziękuję Jason.</div>
<p><a href="http://night-after-night-yaoi.blogspot.com/2012/02/fdts-one-shot-alex-x-jason-parodia-non.html">http://night-after-night-yaoi.blogspot.com/2012/02/fdts-one-shot-alex-x-jason-parodia-non.html</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3309/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3309&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/13/fanfik-by-ayame-serduszko-na-walentynki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Fire Dragon Tattoo Studio &#8211; 94 &#8211; Pierwsza, prawdziwa randka</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/11/fire-dragon-tattoo-studio-94-pierwsza-prawdziwa-randka/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/11/fire-dragon-tattoo-studio-94-pierwsza-prawdziwa-randka/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Feb 2012 23:00:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fire Dragon Tattoo Studio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3273</guid>
		<description><![CDATA[Autobus minął Burger Kinga na rogu i skręcił na wschód, wjeżdżając na most przecinający rzekę. Ryan patrzył przez okno, siedząc obok ciemnoskórego mężczyzny. Był zadowolony z ładnej pogody. Przynajmniej ona nie pokrzyżowała im planów na randkę i miał nadzieję, że nic tego nie zrobi. Czuł się zdecydowanie dziwnie w tej sytuacji. Nigdy by się nie [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3273&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Autobus minął Burger Kinga na rogu i skręcił na wschód, wjeżdżając na most przecinający rzekę. Ryan patrzył przez okno, siedząc obok ciemnoskórego mężczyzny. Był zadowolony z ładnej pogody. Przynajmniej ona nie pokrzyżowała im planów na randkę i miał nadzieję, że nic tego nie zrobi. Czuł się zdecydowanie dziwnie w tej sytuacji. Nigdy by się nie spodziewał, że będzie się spotykał z facetem pokroju Lennego. I jeśli faktycznie dobrze pójdzie, wybiorą się na ten trzydniowy wyjazd jako para.<span id="more-3273"></span><br />
Ubrał się jak zwykle w jeansy i dzisiaj odebraną z pralni, cienką, grafitową koszulkę, która zapinana była na guziki. Dwóch z nich jednak nie dopiął, przez co widać było jego srebrny łańcuszek z krzyżykiem.<br />
- Zaraz będziemy, jeśli po drodze nie okaże się, że jakiś samobójca postanowił rzucić się pod autobus, akurat na naszej trasie &#8211; zwrócił się wreszcie do Lennego.<br />
- Widzę, że jak zawsze z pozytywnymi myślami &#8211; prychnął mulat. Siedział od okna. Miał na sobie ciemne, luźne jeansy, jasny bezrękawnik i luźną, cienką bluzę, która ledwo wisiała mu na ramionach. Do tego włosy związał w koka, ale nie wszystkie dredy się w nim trzymały.<br />
- Nie mów, że nie spotkałeś się jeszcze z wypadkiem na drodze, który sprawił, że tkwiłeś jak kołek w miejscu.<br />
- Spotkałem, ale nie pod autobus, którym jechałem.<br />
- Więc miejmy nadzieję, że pod nasz też nikt nie wpadnie &#8211; odparł Ryan, znowu zerkając za okno i dosłownie po chwili skinął na mulata, wstając. &#8211; Tutaj.<br />
Ten mruknął na potwierdzenie i ruszył za nim do wyjścia. Był ciekawy, gdzie idą, ale nie chciał aż nadto okazywać entuzjazmu z powodu tego, że faktycznie Ryan spełnił jego prośbę o randkę. To było na swój sposób abstrakcyjne.<br />
Wysiedli z autobusu i chłopak ruszył chodnikiem.<br />
- Udało mi się zauważyć, co w sumie nie było trudne, że zjadasz dość&#8230; spore ilości czekolady &#8211; rzucił wstępnie, patrząc na Lennego.<br />
Ten idąc za nim z dłońmi w kieszeniach, zamrugał zaciekawiony.<br />
- I?<br />
- Więc pomyślałem, że możesz być pozytywnie nastawiony do najedzenia się nią za moje pieniądze &#8211; Ryan uśmiechnął się lekko, przechodząc przez ulicę, gdzie mulat od razu zobaczył cukiernię o wdzięcznej nazwie Sweetness.<br />
- Jesteś uroczy &#8211; zaśmiał się.<br />
- Mam nadzieję, że to znaczy, że jesteś na tak &#8211; Ryan uśmiechnął się znowu, kiedy skierowali się do wejścia.<br />
- Jestem zdecydowanie na tak &#8211; odpowiedział, wchodząc za nim.<br />
We wnętrzu było mdło od zapachu słodkości, a cała cukiernia utrzymana była w jasnych, pastelowych kolorach. Kelnerki powitały ich szczerymi uśmiechami, na co Ryan odpowiedział podobnym. Widząc, że na każdym stoliku stały karty menu, od razu ruszył do jednego. Miał nadzieję, że nie wyglądają jak romantyczna parka świętująca jakąś rocznicę pierwszej schadzki, chociaż musiał przyznać, że wybrał dość&#8230; specyficzne miejsce. Zobaczył nawet chłopaka trzymającego dziewczynę za rękę pod stolikiem kawałek dalej. Uznał jednak, że skoro nie było wszędzie porozwieszanych serduszek ani malunków z amorkami na ścianach, to nie jest źle.<br />
- Zobaczmy czy warto &#8211; rzucił, sięgając po jedno menu, kiedy już zajął miejsce.<br />
Lenny usiadł naprzeciwko i zapatrzył się na ścianę w miętowym kolorze. Czuł się tu&#8230; specyficznie. Matka by padła, jakby mnie tu zobaczyła &#8211; pomyślał i sam wziął menu. Ciastka, desery, ciasteczka i różne babeczki. Aż nie wiedział, na czym wpierw zawiesić wzrok. Ryan tak samo nie mógł się zdecydować. Cieszył się za to, że nic jeszcze dzisiaj poza jajecznicą nie zdążył zjeść, więc istniało prawdopodobieństwo, że dotrzyma Lennemu kroku w jedzeniu.<br />
- Elvis żyje &#8211; rzucił.<br />
- Hmm? &#8211; mulat uniósł na niego spojrzenie znad karty.<br />
- To ciasto. Czekoladowo-bananowe. Nie brzmi&#8230; muląco, więc chyba się skuszę &#8211; wyjaśnił Ryan. &#8211; Nie pytaj mnie, dlaczego tak się nazywa.<br />
- Nawet nie miałem zamiaru. Tylko, cholera, nie wiem co by tu&#8230; &#8211; zamyślił się, zapatrując się znowu w kartę. Podjęcie decyzji było bardzo trudne.<br />
- Wiesz, Lenny&#8230; zawsze możesz wybrać potem coś jeszcze. Może się zdziwisz, ale zaoszczędziłem na to. I nie kosztem mojego kota &#8211; odparł chłopak, obserwując mężczyznę.<br />
Lenny znowu na niego spojrzał zaskoczony.<br />
- Zaoszczędziłeś?<br />
- Wziąłem pod uwagę ceny i to, ile potrafisz na raz pochłonąć, więc nie miałem wyboru. Poza tym co by było, gdybym zaoferował ci tylko jedno, małe ciasteczko? Zraziłbyś się. Skończyłoby się na tym, że musiałbym jechać na wyspę sam i spróbować tam kogoś poderwać &#8211; uśmiechnął się.<br />
Lenny aż chwilę za długo zapatrzył się na chłopaka. Zrobiło mu się przyjemnie ciepło, a uśmiech sam wypłynął mu na usta. Ryan potrafił czasami być taki uroczy, że nie wiedział nawet, jak miałby mu odpowiedzieć.<br />
- I co ty byś, biedaku, zrobił wtedy? &#8211; zadrwił delikatnie.<br />
- Pewnie poszedłbym na plażę i szukał jakiegoś chętnego faceta, który miałby ochotę spędzić dwie noce w moim łóżku &#8211; odparł Ryan z lekkim uśmiechem, odkładając kartę. Zdecydowany był już na Elvisa.<br />
- Przyznam szczerze, że byłoby to dla mnie zdecydowanie mniej miłe niż to, że zamówisz mi Lemon Drop Martini.<br />
- Służę &#8211; przytaknął chłopak i wstał, by podejść do lady. Uśmiechnął się czarująco do dziewczyny w uniformie i z plakietką z imieniem na piersi. &#8211; Dzień dobry, Peggy. Chciałbym zamówić Elvis Lives i Lemon Drop Martini, jeśli oczywiście polecasz.<br />
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego uprzejmie.<br />
- Oczywiście. Coś do tego jeszcze? Kawa, jakiś szejk?<br />
- Dwa karmelowe, proszę &#8211; rzucił Ryan na ślepo. &#8211; I jeśli pozwolisz, zapłacę na końcu, bo coś mi mówi, że mój kumpel coś jeszcze poprosi.<br />
- Nie ma problemu. Proszę sobie usiąść, zaraz podam wszystko do stolika.<br />
Ryan uśmiechnął się z podziękowaniem i usiadł z powrotem naprzeciwko Lennego.<br />
- I jak ci się podoba? Na szczęście nie jest specjalnie różowo.<br />
- Jest miętowo &#8211; odparł mulat, rozsiadając się wygodnie na krzesełku. Nie umiał ukryć zadowolenia. &#8211; Co jeszcze zamówiłeś?<br />
- Szejki karmelowe, mam nadzieję, że nie pogardzisz?<br />
Lenny pokręcił głową, na co Ryan przytaknął i usiadł wygodniej na miękkim obiciu krzesła.<br />
- Nie wiem, czy to odpowiednie pytanie i czy zechcesz na nie odpowiedzieć&#8230; &#8211; uśmiechnął się znacząco &#8211; ale byłeś kiedyś w jakimś związku?<br />
Lenny prychnął pod nosem.<br />
- Nadal pijesz do tego, co było z twoją siostrą?<br />
- Między innymi, ale tym razem istotniejsza jest odpowiedź na moje pytanie &#8211; Ryan nie dał się znowu zbyć.<br />
Mężczyzna westchnął ciężko.<br />
- Nie wiem, czy to można było nazwać związkiem.<br />
- Bo było za krótkie, czy druga strona była niezainteresowana? &#8211; dopytywał chłopak, widząc, że Lenny faktycznie coś powie.<br />
- To było raczej dziwne. Na pewno nie było na wyłączność. Chyba. &#8211; Wzruszył ramionami, a kelnerka akurat podeszła do nich z tacą z zamówionymi słodkościami.<br />
- Smacznego &#8211; uśmiechnęła się do jednego i drugiego, kiedy już rozstawiła wszystko na stoliku.<br />
Ryan spojrzał na swoje wielkie ciacho, ale jednak to, co mówił Lenny, bardziej go interesowało. Kiedy dziewczyna odeszła, zapytał:<br />
- Kiedy to było?<br />
- Miałem… &#8211; zmyślił się, sięgając po łyżeczkę i zaczynając jeść swój deser. Był swoistą wariacją pewnego drinka. Podany w miseczce na nóżce. Mus cytrynowy, krem, i trochę alkoholu. Wszystko ozdobione skórką z pomarańczy i cukrem. &#8211; Jakieś szesnaście, siedemnaście lat.<br />
- Hm&#8230; mylę się, czy chodzi o pierwszą miłość? &#8211; spytał Ryan, zabierając się za bananowy mus, który w pierwszej kolejności zamierzał wyjeść z ciasta.<br />
Lenny uniósł na chłopaka zielone oczy. Był oparty o stolik jednym łokciem. W drugiej ręce trzymał łyżeczkę i stukał nią o dolną wargę.<br />
- Może. W każdym razie był pierwszym, który mnie przeleciał &#8211; odparł dość obojętnym tonem.<br />
Tym razem jednak Ryan zastygł z jedzeniem w ustach. Pokręcił głową i nim odpowiedział, przełknął.<br />
- Więc chcesz mi powiedzieć, że twój pierwszy raz był bottomwaniem, a mi nie dajesz się przelecieć? Było tak źle, że powinienem mieć wyrzuty do tego faceta czy z innego powodu nie chcesz?<br />
Lenny sięgnął do swojego deseru i nim wziął kęs, prychnął rozbawiony pod nosem.<br />
- Jesteś zabawny w tej chwili. Byłem młody, co miałem? Przelecieć kilka dobrych lat starszego od siebie kolesia? Zastanów się.<br />
- Nie uwierzysz, ale czasami starsi faceci też potrafią dać dupy &#8211; zironizował Ryan. &#8211; Więc rozumiem, że w pewnym wieku każdy, według ciebie, staje się topem i zaczyna samemu rżnąć młodszych?<br />
Mulat westchnął ciężko.<br />
- Będziemy tu, teraz o tym rozmawiać? W cukierence o miętowych ścianach o dawaniu dupy?<br />
- Nie musimy, ale coś mi mówi, że jak ci teraz odpuszczę, to potem temat zniknie, bo swoim zwyczajem znowu jakoś się wywiniesz &#8211; stwierdził Ryan, wracając do jedzenia swojego ciasta.<br />
- Więc chociaż jak chcesz tak bardzo wiedzieć, to się tak nie gorączkuj &#8211; odparł mulat spokojnie. Nie zamierzał się denerwować przy tak pysznym deserze.<br />
Ryan rzucił mu złe spojrzenie, ale nie chciał, żeby ich &#8220;randka&#8221; skończyła się kolejną kłótnią. Skinął więc głową, a jego łyżeczka zawędrowała do ciasta.<br />
- Opowiadaj więc dalej, proszę.<br />
- O czym?<br />
- A o czym my rozmawiamy? Nie, czekaj&#8230; Och, no tak, o twoim pierwszym! Dobrze ci z nim było?<br />
Lenny wzruszył ramionami.<br />
- Ok. Ale co to zmienia? Nawet nie wiem czy koleś żyje.<br />
- Czyli jak się skończyło? &#8211; Ryan zmarszczył lekko brwi, zaintrygowany, że mężczyzna wydawał się taki&#8230; obojętny.<br />
- Wyjechał &#8211; odparł krótko i wpakował sobie kolejną łyżeczkę pysznego deseru do ust.<br />
- Przykro mi &#8211; powiedział chłopak, aż uważniej mu się przyglądając.<br />
- Czemu?<br />
- Coś mi mówi, że to niezbyt przyjemne, jak zostawia cię osoba, w której się zabujałeś &#8211; zauważył.<br />
- Mówiłem. Nie wiem, co to było. Był tylko takim moim&#8230; starterem &#8211; prychnął rozbawiony.<br />
- Więc pierwszy seks miałeś w wieku siedemnastu lat&#8230; &#8211; zamyślił się Ryan. &#8211; Podobnie jak ja, przyznam.<br />
- Pozwól mi zgadnąć. Charlie?<br />
- Bingo &#8211; uśmiechnął się.<br />
- To nie było trudne. Zarówno twój wyczyn, jak i odgadnięcie.<br />
- Wyczyn? Mógłbyś sprecyzować?<br />
- No zaliczenie go &#8211; rzucił luźno, dojadając deser i zabierając się za karmelowego szejka. &#8211; Mm, słodki.<br />
Ryan skinął głową, myślami będąc przy ich &#8220;pierwszych razach&#8221;. I wydawało mu się to wredną ironią, że on był topem, a Lenny bottomem za pierwszym razem, a teraz to mężczyzna brał go w łóżku. Aż spuścił wzrok na resztki swojego ciasta na tą myśl.<br />
Niespodziewanie z zamyślenia wytrąciła go noga Lennego, która stuknęła go w łydkę pod stołem. Uniósł od razu wzrok na twarz mulata i uśmiechnął się przelotnie.<br />
- Mm?<br />
- O czym tak dumasz? &#8211; zagadnął Lenny.<br />
- To źle zabrzmi, kiedy odpowiem, że jak każdy facet co ileś tam sekund o seksie? &#8211; prychnął chłopak z kpiną, wyjadając czekoladę z talerza.<br />
- Mogło być gorzej. A o czymś konkretnym?<br />
- Hm&#8230; nie o konkretnym seksie, ale coś mi mówi, że nie chcesz znowu słuchać mojego zdania, jak moglibyśmy się pieprzyć. Powiedz mi lepiej, proszę, czy chcesz coś jeszcze zamówić &#8211; zmienił temat.<br />
- Te duże muffiny. Czekoladowe. &#8211; Wskazał na wielkie babeczki stojące za szklaną osłonką.<br />
Chłopak skinął głową i poszedł do lady je zamówić. Wrócił z czterema i postawił je przed Lennym.<br />
- Proszę &#8211; rzucił przy tym i usiadł naprzeciwko.<br />
Lenny wziął od razu jedną.<br />
- Wef jednom &#8211; wymamrotał z pełnymi ustami.<br />
- Dziękuję &#8211; zaśmiał się Ryan, widząc jego minę i sięgnął po muffinkę. &#8211; Ciekaw jestem, ile tego w porcie przerzucasz, że mimo tych kilogramów czekolady, które znikają w twoich ustach, utrzymujesz&#8230; taką sylwetkę. &#8211; Aż spojrzał w dół jego klatki piersiowej.<br />
- Ty też mi czasami pomagasz &#8211; uśmiechnął się do chłopaka, kiedy już przełknął kęs.<br />
- Hm? Chyba nie rozumiem &#8211; odparł Ryan i kiedy tylko skończył mówić, zrozumiał. &#8211; Och&#8230; ok, nie musisz uściślać &#8211; uśmiechnął się wymuszenie.<br />
- I zdecydowanie wolę to niż noszenie skrzyń &#8211; dodał mulat. &#8211; A ty? Jak to było z tym twoim kochaniem?<br />
- Nie nosiliśmy skrzyń &#8211; odparł Ryan z uśmiechem, ale dodał: &#8211; Zwyczajnie, jak to bywa, kiedy ma się za kumpla geja i nagle się o tym dowiaduje. Wyjechaliśmy w uroczą podróż pod namiot. Musiało się skończyć seksem.<br />
- Niemalże romantycznie &#8211; zauważył mulat, wspominając swój pierwszy raz, który wcale nie był ani romantyczny, ani specjalnie pamiętliwy. Wydarzył się. I jedyne co z nim było niezwykłego, to postać Arthura. Jeśli w ogóle mężczyzna tak faktycznie się nazywał.<br />
- Może trochę. Nie było świec ani płatków róż. To jest już zarezerwowane dla księcia Rusha.<br />
- Ciekawa z nich para &#8211; zauważył Lenny. &#8211; I ciekawe czy reszta twoich znajomych też jest taka przewrażliwiona jak oni &#8211; odniósł się do zbliżającego się wyjazdu i tego, że ma poznać wszystkich znajomych Ryana.<br />
- Nie są &#8220;przewrażliwieni&#8221;. Jay i Mikey powinni cię dobrze przyjąć, o ile nie będziesz starał się, by cię znienawidzili &#8211; uśmiechnął się krzywo. &#8211; Co do Alexa trudno mi powiedzieć, bo facet jest zbudowany z materiału nie do ogarnięcia niestety przeze mnie. A dziewczynki są urocze.<br />
- W to nie wątpię.<br />
Ryan przyjrzał mu się czujniej. Ugryzł swoją muffinkę i rzucił:<br />
- Rozumiem, że przy każdej będziesz takim uroczym pantoflarzem, jakiego poznałem przy Rose?<br />
Lenny na moment zastygł, po czym zaśmiał się zbywczo i wgryzł w swoja babeczkę, nie odpowiadając. Nie był pantoflarzem.<br />
- Hmm? Nie wierzę, że to tylko moja siostra wzbudziła w tobie takie&#8230; instynkty &#8211; dodał Ryan.<br />
- Nie rozumiem, do czego zmierzasz.<br />
- Może to dziwne, ale ciekawi mnie, dlaczego nagle zmieniłeś się o sto osiemdziesiąt stopni.<br />
- Nie zmieniłem się o sto osiemdziesiąt stopni.<br />
- Naprawdę? Czekaj&#8230; hm&#8230; milutki, spolegliwy, usłużny&#8230; nie brzmi, jak &#8220;normalny&#8221; ty &#8211; uśmiechnął się Ryan, dojadając muffinkę.<br />
- Nie mów, że aż tak cię to boli? &#8211; prychnął Lenny, zjadając już drugą babeczkę. Została mu jeszcze jedna i trochę szejka.<br />
- Nie boli, powiedziałbym raczej, że jestem zaskoczony. Chociaż w pierdlu też byłeś inny, ale tym razem jako inna skrajność. Powinienem być przyzwyczajony, że nie da się ciebie przejrzeć.<br />
Lenny uśmiechnął się pod nosem. Nie drwiąco, nie obłudnie, ale po prostu. To, jaki był chłopak dla niego, także było czymś zupełnie innym niż to co było w więzieniu.<br />
- Mam nadzieję, że za tym więziennym ja nie tęsknisz.<br />
- Nie, zdecydowanie nie chciałbym, żebyś w moim domu przeprowadzał handel narkotykami, albo przyprowadzał ludzi, żeby ich skatować i wysłać z powrotem w świat w częściach &#8211; zironizował Ryan.<br />
- Och, ale nie stawiaj mnie tylko w złym świetle, Ryan&#8230; &#8211; zamruczał i znowu potarł stopą łydkę chłopaka.<br />
Chłopak oblizał dolną wargę z resztek napoju i poruszył lekko nogą pod stołem.<br />
- Nie stawiam tylko w złym świetle, chciałbym zauważyć. Porównałem tylko, jak miły i poprawny byłeś przy mojej siostrze, a jaki wśród skazańców. Hm&#8230; wychodzi na to, że ja mam zaszczyt doświadczyć połowicznej wersji tego i tamtego Lennego.<br />
- Albo tego prawdziwego &#8211; odparł mulat i zabrał się za swoją ostatnią czekoladową muffinę.<br />
Ryan przyjrzał mu się, mając nadzieję, że mówi prawdę. Chciał do tego o coś zapytać&#8230; ale nie wiedział jeszcze czy to zrobi. Spojrzał za siebie, gdzie chłopak z dziewczyną wciąż romansowali, gdzie jedna z kelnerek czyściła stoliki, a Peggy kładła przy ladzie za szybą nowe ciasteczka. Przy witrynie sklepowej stała też jakaś dziewczynka w warkoczykach, wlepiając ślepia w wypieki na wystawie.<br />
Chłopak odetchnął i wreszcie zwrócił się do mulata.<br />
- Lenny?<br />
Ten spojrzał na niego zielonymi oczami. Jego spojrzenie zawsze było takie intensywne, żywe.<br />
- Hmm?<br />
- Czemu zgodziłeś się na tę randkę i wyjazd ze mną?<br />
Lenny zamrugał oczami autentycznie zaskoczony.<br />
- Co?<br />
- Hm, myślę, że pytanie było sformułowane, jak na mnie&#8230; &#8211; Ryan wykrzywił wymownie usta &#8211; bardzo dosadnie i o dziwo wprost.<br />
Lenny aż spojrzał na swoją babeczkę, której resztki trzymał między palcami. To pytanie naprawdę go zaskoczyło.<br />
- Czy to nie oczywiste?<br />
- Gdyby było oczywiste, zapewniam cię, że bym nie pytał. &#8211; Chłopak też nie dopił swojego szejka, czekając na odpowiedź czujnie.<br />
Lenny prychnął pod nosem, czując się podobnie jak wtedy, kiedy Ryan zaprosił go na ten cały wyjazd.<br />
- W takim razie zgodziłem się z tego samego powodu, z którego ty mnie zaprosiłeś. A do tego jesteś mój. Jak mógłbym cię puścić samego, abyś szukał sobie konkurencji dla mojej osoby?<br />
Ryan uśmiechnął się lekko, ale dopytał:<br />
- Mówiąc o konkurencji, nie masz na myśli tylko łóżka?<br />
- Na trzy dni to raczej ciężko coś więcej, ale tak poza tym to nie.<br />
- Więc&#8230; ta randka to nie pic, żeby skończyć w łóżku i&#8230; &#8211; Ryan zawahał się, po czym dodał: &#8211; Myślisz o mnie poważniej?<br />
Lenny spojrzał na chłopaka dziwnie.<br />
- A ty myślisz, że&#8230; co?<br />
- Chciałbym pierwszy usłyszeć odpowiedź &#8211; chłopak nie dał się zbyć. Chciał wiedzieć. Musiał wiedzieć, na czym stoi. Aż się zapatrzył na mężczyznę w oczekiwaniu.<br />
Lenny powstrzymał dobrotliwy uśmiech, który o mało nie wypłynął mu na usta. Chciał w tej chwili strasznie pocałować tego słodkiego, małego nerwusa.<br />
- Nie trudziłbym się tak z tobą, gdybyś mi się tak nie podobał.<br />
Ryan uśmiechnął się na to lekko i skinął głową.<br />
- Miło słyszeć.<br />
- A ty? Coś, głupku, myślał?<br />
- Jakiś ty uprzejmy. Wspominałem coś dzisiaj o tym, że ciężko cię przejrzeć. Powinieneś pamiętać, jeśli mnie czasem słuchasz. Więc&#8230; nie wiem czy zależy ci na tyle.<br />
Lenny prychnął i skończył wszystkie swoje słodkości.<br />
- Słodki jesteś &#8211; zakpił. &#8211; Naprawdę uważałeś mnie za takiego drania? &#8211; spytał, mimo że sam na początku nie był pewny swych intencji względem Ryana. Podobał mu się już w więzieniu, ale nie przypuszczał, że ten okaże się tak dobry w łóżku. I taki zacięty, o takim wybuchowym charakterze.<br />
- Po naszych uroczych początkach, kiedy włamałeś się do mojego domu? No co ty! &#8211; Ryan pokręcił głową, dopijając wreszcie napój.<br />
Lenny uśmiechnął się do siebie.<br />
- Ta. Ale teraz, spadamy stąd. Chcę cię teraz albo w łóżku, albo na plaży &#8211; rzucił, nie zważając, że ktoś może ich słyszeć.<br />
- Plaża to nawet niezły pomysł &#8211; stwierdził Ryan, wstając i sięgając po portfel z kieszeni na tyłku. &#8211; Pozwól, że jeszcze zapłacę.<br />
Lenny także wstał i zaśmiał się do chłopaka.<br />
- Och, i jeszcze płaci. Co za mężczyzna &#8211; zamruczał teatralnie, ściągając na siebie wzrok pary siedzącej kawałek dalej.<br />
Ryan rzucił jej krótkie spojrzenie, ale nie przejął się tym tak, jakby się przejął, gdyby byli w odwrotnej sytuacji. Uśmiechnął się tylko do Lennego i poszedł zapłacić. Mężczyzna w tym czasie poczekał na niego przy wyjściu z cukierni, a kiedy Ryan do niego dołączył, ruszyli powoli w stronę przystanku, bo niestety na plażę było daleko.<br />
Lenny szedł obok, zerkając na chłopaka co chwilę. Rozmawiali jeszcze przy tym długo o wszystkim. O samochodach, które mijali, o słonecznych wzorach na kąpielówkach, o ciałach surferów, a nawet o piasku. I Lenny nie mógł zaprzeczyć, że dzisiejszy dzień był cudny, a ta randka, bardzo udana. Przemilczał przed Ryanem tylko fakt, że to była jego pierwsza prawdziwa randka, na jakiej był.</p>
<p style="text-align:justify;">W dużym, apartamentowym salonie, na szerokim parapecie przy oknie siedział chudy i wysoki mężczyzna, paląc leniwie i wyglądając na plażę. Widok z okna był naprawdę niesamowity, mimo że na twarzy Jasona nie widać było specjalnej ekscytacji. Już tyle razy bywał w tym hotelu, że te wszystkie luksusy go nie fascynowały.<br />
Jego torba z rzeczami, które miał wziąć na wyspę, spoczywała u jego stóp. Niby jechali tylko na 3 dni, ale trzeba było wziąć jakieś ciuchy, kąpielówki, jak ktoś wpadnie na debilny pomysł wyjścia na plażę i różne inne pierdoły.<br />
Na fotelu kawałek dalej siedział blondwłosy mężczyzna i bawił się komórką. Na sobie miał luźne spodenki za kolano, jasne buty i koszulę w pionowe paski. Oczywiście wszystko do siebie pasujące i w dobrym stylu.<br />
- Proszę &#8211; przerwał mu pisanie sms&#8217;a jego starszy brat, podając mu wysoką szklankę z wodą.<br />
Rush przyjął ją i mruknął coś na znak, że dziękuje. Wstawił sobie szklankę między uda i odpisał jeszcze Charliemu.<br />
Jason spojrzał kątem oka na młodszego z braci i uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Wstał z parapetu, zaciągnął się mocno i dmuchnął Rushowi dymem prosto w ucho.<br />
- Co tak romansujesz, blondi?<br />
Rush zakaszlał, odganiając dym dłonią.<br />
- Nic nie romansuję &#8211; wykrztusił. &#8211; I nie smrodź. Alex, jak ty możesz mu w ogóle pozwalać tu palić?<br />
Starszy z braci spojrzał na kochanka z dezaprobatą.<br />
- To akurat było mało dojrzałe.<br />
Jason wzruszył ramionami nieprzejęty i wrócił się do parapetu, żeby strzepać popiół.<br />
- A to, że Rush romansuje ze swoją ptaszyną i zaraz mu tu przy nas stanie, zamiast obgadać wyjazd, to szczyt dorosłości? &#8211; zachrypiał.<br />
Obaj bracia spojrzeli na niego dziwnie. Rush z szczerą dezaprobatą, a Alex nie umiejąc znaleźć słów, aby wyrazić, jak nie ma ochoty słuchać o takich sprawach.<br />
- Właśnie kończy &#8211; rzucił niby w przestrzeń starszy Grey, a Rush wiedział, że ma natychmiast odłożyć telefon.<br />
Jason uśmiechnął się tylko pod nosem.<br />
- To co, słońca? O której mamy tam być? &#8211; rzucił do Greyów.<br />
- Mniej więcej na dwunastą &#8211; odparł Alex, stojąc między bratem a kochankiem z dłońmi włożonymi w spodnie.<br />
- To reszta wie, o której się spotykamy w porcie? &#8211; spytał jeszcze, gasząc wreszcie peta.<br />
- Richard miał przekazać. Liczę, że to zrobił, bo ja nie mam telefonu chociażby do Ryana.<br />
- Blondi? &#8211; Jason spojrzał na Rusha pytająco.<br />
- Charlie miał przekazać &#8211; odpowiedział Rush od razu.<br />
Jason wywrócił oczami i podszedł do Alexa, obejmując go od tyłu.<br />
- Mam nadzieję, że mu się nie zapomniało, bo wypłyniemy bez naszej bonusowej, szczęśliwej, gejowskiej parki i potem się nasłucham od Ryana, jakim jestem zwyrodnialcem &#8211; prychnął, kładąc brodę na ramieniu kochanka.<br />
Ten spojrzał na niego kątem oka.<br />
- To może się sam jeszcze upewnij czy dotarła do niego ta informacja &#8211; zasugerował, a Rush spojrzał na nich zaintrygowany. Alex tak dziwnie, w jego mniemaniu, zachowywał się przy Jasonie. Nie umiał określić, jak się czuje z faktem, że oni razem sypiają.<br />
Jason mruknął coś potakująco i wyciągnął telefon z kieszeni spodni, nie odlepiając się od Alexa. Niemal objął go ramionami, kiedy spojrzał na ekran, trzymając go przed Alexem, na wysokości jego pasa. Zaczął pisać do Ryana wiadomość. &#8220;Spakowani i gotowi do wyjazdu? Dostaliście info od ptaszyny o godzinie?&#8221;. Wysłał i cmoknął Alexa w szyję, obejmując w pasie.<br />
Ten pochwalił go skinieniem głowy, a Rush skrzywił się lekko.<br />
- Wy tak zawsze? &#8211; wypalił niespodziewanie nawet dla siebie. Alex był taki&#8230; dotykalski. Oczywiście lekko odchylał się nadal, kiedy Jason go całował czy za długo trzymał go przy sobie, ale to było i tak coś zgoła innego od tego, do czego przywykł.<br />
Jason uśmiechnął się do siebie, wciąż w jednej dłoni trzymając komórkę.<br />
- W sensie? &#8211; spytał.<br />
- No tak w sensie&#8230; &#8211; Rush machnął ręką, wskazując ich i nie mogąc znaleźć słowa.<br />
Alex uniósł brwi pytająco z dłońmi wbitymi nadal w kieszenie.<br />
- W sensie&#8230; tak? &#8211; zamruczał tatuażysta wolną dłonią łapiąc Alexa za rękę i lekko cmokając go w policzek.<br />
Starszy z braci skrzywił się z dezaprobatą i lekko odepchnął od siebie Jasona.<br />
- Nie musisz demonstrować &#8211; syknął, a Rush zamrugał dość głupio oczami.<br />
- No&#8230; tego coś w tym stylu. Przecież&#8230; ty w ogóle nie lubisz, jak za bardzo się ciebie&#8230; dotyka? &#8211; wydukał Rush, a Alex spojrzał na Jasona i zupełnie go od siebie odsunął.<br />
- Jest uparty &#8211; wyjaśnił z cieniem rozbawienia w głosie, który mogli wyczuć tylko mu najbliżsi. Poszedł się dopakować do końca.<br />
Jason zachichotał, ale nie zdążył nic dodać, bo jego komórka zapikała, obwieszczając nadejście wiadomości. Kiedy spojrzał na ekran, odczytał smsa od Ryana: &#8220;Tak, Jay, otrzymałem informacje i bardzo mi miło, że się tak troszczysz. Nie zapomnij olejku do opalania.&#8221; Prychnął pod nosem i schował telefon, już nie odpisując.<br />
- Ryan wie &#8211; poinformował Greyów i usiadł ciężko na kanapie.<br />
- Dobrze &#8211; odparł tylko Rush, bo Alex akurat wyszedł z pokoju, aby spakować coś, co mu się przypomniało. Był to jednak tylko pretekst, aby nie robić dłużej przedstawienia przed bratem.<br />
Jason spojrzał bokiem na Rusha.<br />
- To jak się wam z Charliem układa? &#8211; rzucił od niechcenia, ale tym razem bez wyczuwalnej złośliwości w głosie. Ot tak, zapytał.<br />
Rush uśmiechnął się do niego od razu.<br />
- Dobrze &#8211; przyznał szczerze. &#8211; Spokojnie, bez większych kłótni. Ostatnio oglądaliśmy całą noc maraton filmowy &#8211; zaśmiał się.<br />
- Taa, i który pierwszy zasnął na ramieniu którego? &#8211; Jason uśmiechnął się kątem ust.<br />
- Chyba ja &#8211; odparł beztrosko Rush. &#8211; W ogóle, strasznie fajnie, że mimo tej całej szopki z przyjazdem Jeane, wyszło, że wszyscy razem jedziemy na dłuższy weekend. I może Charlie trochę się rozchmurzy.<br />
- Hm? A co mu?<br />
- Oj, chyba nadal boli go, że nikt mu nie powiedział &#8211; odparł Rush, wzruszając ramionami.<br />
Jason prychnął pod nosem, kręcąc głową.<br />
- Bardziej się przejął niż sam zainteresowany &#8211; mruknął, wskazując na Rusha, który machnął na to ręką.<br />
- Wiem jacy są nasi rodzice i staram się na to patrzeć przez ten pryzmat. Chociaż nie powiem, żeby Alexa to jakkolwiek tłumaczyło. No i to boli, że w ogóle mi w takim razie nie ufał &#8211; westchnął ciężko, opierając łokieć o bok fotela.<br />
- Nie smęć, jedziemy świętować, że się układa. I niech młody też się cieszy. Alex chce z nim pokój zawrzeć &#8211; dodał Jason z lekkim uśmieszkiem, wyciągając swoje długie nogi i krzyżując je w kostkach.<br />
- Pokój &#8211; prychnął Rush, ale nie wyglądał na zdenerwowanego, a raczej na rozbawionego. &#8211; To brzmi, jakby byli skłóceni.<br />
Jason wzruszył ramionami zbywczo.<br />
- Ciesz się, że się stara.<br />
Rush zaśmiał się na to, wziął szklankę wody spomiędzy swoich nóg i odstawił na stoliczek. Wstał z fotela, podszedł do tatuażysty i klepnął go lekko w ramię.<br />
- Przecież nie mówię, że się nie cieszę. Może coś z tego wszystkiego dobrego wyjdzie. No ale teraz spadam. Do jutra, tak?<br />
Jason skinął mu głową.<br />
- Taa, do jutra, blondi.<br />
Rush ruszając w stronę wyjścia z apartamentu, krzyknął jeszcze w głąb:<br />
- Trzymaj się, Alex!<br />
Po chwili ten coś mu odpowiedział na do widzenia, a młodszy z braci wyszedł na korytarz hotelu, potem przeszedł do windy i dalej zjechał na parking, gdzie zostawił samochód. Został odprowadzony oczywiście uśmiechami wszystkich recepcjonistek i pokojówek, które w czasie wyjścia z hotelu mijał. Każda dobrze go tu znała, mimo że już tu nie mieszkał. To było na swój sposób miłe, chociaż nie czerpał z tego takiej satysfakcji jak kiedyś.<br />
Przez korki w mieście podróż do domu zajęła mu trochę dłużej niż zwykle. Miał jednak czas pomyśleć o tym dziwnym zjawisku, jakim był dający się przytulać Alex, o czekającym ich wypadzie, gdzie modlił się, żeby Ryan nie dowalał się do Charliego i o sukcesie, jakim skończył się ich plan na przyjazd Jeane. Wszystko w najlepszym porządku. Do tego Charlie czekał na niego w domu. Niczego chyba nie chciał więcej od życia.<br />
Kiedy dojechał na podjazd, obok stał samochód Charliego, który przy BMW Rusha wyglądał naprawdę mało okazale. Ostatnio zresztą zatrzymał się Charliemu na drodze i nie chciał ruszyć. Z tego co wiedział, Ryan musiał przyjeżdżać na miejsce, żeby mu pomóc. Pogrzebali coś w masce i się udało, ale i tak często wydawał dziwne odgłosy. A Charlie mimo tego nie chciał rozmawiać o pomocy w kupieniu czegoś nowszego. Wolał nie naciskać.<br />
Wysiadł z samochodu, zamknął go i wszedł do domku. Salon dosłownie zawalony był szkicami. Były wszędzie. Na stoliku, podłodze, szafkach, biurku, nawet fotelach. A Charlie siedział w tym wszystkim z kubkiem kakao w ręce i ołówkiem w drugiej. Jego długie włosy upięte były wysoko w niedbały kucyk. Uniósł głowę, widząc Rusha i uśmiechnął się.<br />
- Cześć!<br />
- Ee&#8230; cześć &#8211; odparł blondyn, rozglądając się z trwogą po pomieszczeniu. &#8211; Generalne porządki czy co?<br />
Charlie zaciął się, patrząc po tym bajzlu.<br />
- Nie&#8230; &#8211; wydął wargi. &#8211; Pamiętasz, jak mnie Jason opierdolił wtedy u niego, że nie mam nowych projektów&#8230;?<br />
- Zasugerował &#8211; poprawił go. &#8211; No ale tak… i?<br />
- To wziąłem się do roboty&#8230;<br />
- I? &#8211; zagadnął blondyn, przechodząc nad szkicami, aby dostać się do Charliego. Kiedy już był przy nim, cmoknął go w policzek na przywitanie.<br />
- No wreszcie zaczęło iść. Sory za bajzel &#8211; mruknął chłopak, zbierając kilka szkiców, które miał w zasięgu ręki. Wstał szybko, zaczynając zbierać resztę. Był w samym podkoszulku i slipkach, więc kiedy pochylał się nad kartkami, Rush miał niezły widok na jego połóweczki opięte materiałem. Aż lekko przechylił głowę, przyglądając się jego pośladkom.<br />
- A&#8230; &#8211; zapomniał, co miał powiedzieć. Na szczęście szybko sobie przypomniał. &#8211; A spakowałeś się chociaż?<br />
- Prawie &#8211; westchnął Charlie, zbierając szkice z podłogi. Obejrzał się na Rusha. &#8211; Jeszcze tylko jakaś piżama, kasa, kosmetyczka, bo chyba resztę mam.<br />
- To dobrze. Ja idę dopakować swoje rzeczy. &#8211; Pocałował go jeszcze raz, przedzierając się przez szkice do sypialni. Nie chciał po drodze żadnego zniszczyć.<br />
- Ok &#8211; uśmiechnął się chłopak, rzucając mu jeszcze czułe spojrzenie i dopiero wrócił do porządkowania szkiców. Musiał je skończyć na jutro i koniecznie pokazać Jasonowi. Był cholernie ciekaw jego opinii. Może to było głupie, ale naprawdę upatrywał w nim jakiś wzór do naśladowania.<br />
Rush w tym czasie udał się do łazienki wziąć szybko prysznic i dopiero dorzucić swoje rzeczy do torby. Stojąc pod strumieniem ciepłej wody i myjąc się, zastanawiał się, jak to w ogóle wszystko będzie. Mieli spędzić czas dużą grupą. I do tego Ryan i ten jego&#8230; facet. Z drugiej strony… dwie noce z Charliem w romantycznym hotelu. Co z tego, że mieszkali razem? Wydawało mu się to przyjemnie ekscytujące. Pytanie tylko, czy każdy z nich pomyśli o tym wyjeździe jak o romantycznym wypadzie i każda para rozejdzie się w swoją stronę, czy jednak uda im się jakoś&#8230; zintegrować. W końcu miało to być wspólne świętowanie, a nie igraszki na uboczu. Nie zastanawiał się jednak nad tym długo, dochodząc do wniosku, że czas pokaże. Opłukał się z piany pod prysznicem i wyszedł do sypialni w samym ręczniku na biodrach.<br />
Gdzieś po drugiej stronie łóżka kucał Charlie, bo widział jego upięte włosy. Grzebał w swojej torbie, chowając jakąś dużą teczkę. Rush podszedł do niego i usiadł na materacu.<br />
- Co to? &#8211; skinął na teczkę brodą.<br />
Charlie obejrzał się na niego i zlustrował jego ciało.<br />
- Hm&#8230;? &#8211; powtórzył bezmyślnie.<br />
- Co to? &#8211; powtórzył Rush.<br />
- A, teczka? Z tymi szkicami, które skończyłem. Jasonowi pokażę. Zobaczę, co powie &#8211; mruknął, zagryzając wargę z zamyśleniem i zapiął zamek w torbie. &#8211; Chyba są dobre&#8230;<br />
Rush podkulił jedną nogę, opierając o nią brodę i nie przejmując się, że ręcznik w takiej pozycji nie zasłaniał wszystkiego.<br />
- A nie lepiej dopiero jak wrócimy, w studiu?<br />
- Za&#8230; pięć dni? Nie&#8230; Chcę wiedzieć, co myśli. &#8211; Charlie wreszcie odwrócił się do niego i aż uśmiechnął chytrze, widząc go takiego. &#8211; Bo wiesz&#8230; to sztuka &#8211; wymruczał, zerkając na widoczne pomiędzy udami Rusha jądra i zbliżył się do niego na kolanach, sięgając tam dłonią.<br />
Blondyn zamrugał zaskoczony, kiedy poczuł rękę. W sumie nie przewidział tego, nie pomyślał.<br />
- Umm&#8230; a nie za trzy? &#8211; przełknął ślinę, patrząc kochankowi w oczy i bynajmniej nie protestując.<br />
- Nie&#8230; dzisiaj jeden, trzy na wyspie, a poniedziałek to piąty &#8211; odparł Charlie, zerkając na niego w górę zadziornie, a opuszkami palców masując jego mosznę.<br />
- I piątego już go widzisz &#8211; odetchnął ciężko Rush i zaśmiał się, zerkając w końcu na jego dłoń. &#8211; Co tam?<br />
- A dobrze &#8211; Charlie uśmiechnął się od razu. &#8211; A&#8230; tam? &#8211; dodał, dotykając główki jego penisa i okrążając ją palcem.<br />
Rush przymknął oczy, oblizując usta.<br />
- A jeszcze lepiej &#8211; zaśmiał się z błogim uśmiechem.<br />
Charlie zagryzł wargę zadowolony i wsunął głowę między jego uda. Rozepchał je na boki policzkami i wpakował twarz w jego krocze, liżąc lekko po członku. Rush stęknął, kładąc mu od razu dłoń na ramieniu.<br />
- Och tak &#8211; wyrwało mu się od razu.<br />
Charlie zaburczał coś zduszonym głosem. Rush nie widział go dobrze, bo wciąż miał na sobie ręcznik, ale zdecydowanie czuł język i usta chłopaka, które pieściły jego penisa. Czuł też gorący oddech na członku. Chwilę jeszcze kontemplował to przyjemne uczucie, a w końcu jednak podwinął ręcznik, zerkając na kochanka.<br />
- Bardzo przyjemne.<br />
Charlie spojrzał na niego w górę i uśmiechnął się, liżąc jego penisa od spodu aż po sam czubek.<br />
- Mmm, dla mnie też &#8211; zamruczał z podnieceniem wyraźnie wyczuwalnym w głosie i wsunął sobie jego członek do ust, mlaszcząc na nim i pomrukując.<br />
Rush odetchnął głośno i pogłaskał go troskliwie po włosach.<br />
- Och, mój słodki &#8211; zamruczał, odsuwając już zupełnie ręcznik i trochę się odchylając do tyłu na łóżku. Nogi rozsunął też szerzej.<br />
Charlie tylko zaburczał coś niewyraźnie na potwierdzenie i poruszył żywiej głową, kładąc mu dłonie na udach. Pomasował je mocno, sapiąc przez nos.<br />
- Nawet nie wiesz, jaki jesteś słodki &#8211; kontynuował blondyn, patrząc na kochanka zadowolonym spojrzeniem swoich niebieskich oczu.<br />
Charlie aż na te słowa miał ochotę brać go jeszcze głębiej i mocniej. Spojrzał na Rusha i wsunął sobie jego penisa całego do gardła, zatrzymując się w tej pozycji na chwilę. Rush zaburczał na to z przyjemności, a jego penis zadrżał w ustach chłopaka.<br />
- Och, tak, tak. Jesteś cudowny &#8211; mówi szczerze co myślał.<br />
Chłopak uśmiechnął się do niego oczami i wznowił poruszanie głową. Kiedy poczuł, że penis jest już w pełnym wzwodzie, wysunął go z ust i oblizał się.<br />
- Nie chcesz skończyć we mnie? &#8211; wymruczał.<br />
- Chcę &#8211; odparł żywo blondyn, pochylając się do niego momentalnie i łapiąc kochanka za twarz obiema dłońmi. Pocałował go namiętnie w usta i pociągnął w swoją stronę, aby Charlie wszedł na łóżko.<br />
Nie trzeba mu było dwa razy powtarzać. Od razu wsunął się na materac, klękając po bokach ciała Rusha i odpowiadając mocno na pocałunek. W jego slipkach już odznaczał się wzwód, a klatka piersiowa falowała w głębokich oddechach.<br />
Rush objął kochanka w talii, przekręcając go na plecy i nie zaprzestając namiętnego pocałunku. Powiódł dłonie po jego brzuchu, aż do bielizny, którą bez pośpiechu, ale i zwłoki zsunął w dół. Od razu ukazał mu się sztywny penis chłopaka, który ułatwił mu pozbycie się bielizny. Rozłożył też uda zachęcająco, patrząc na Rusha z dołu.<br />
Blondyn pocałował kochanka w brzuch, po czym potarł o niego policzkiem.<br />
- Seksowny &#8211; pochwalił. &#8211; Podasz nawilżenie?<br />
- Mhm &#8211; odmruknął Charlie, wyciągając się do tyłu i biorąc z szafki nocnej tubkę. Były już resztki lubrykantu. Podał go Rushowi i uniósł nieco biodra.<br />
- Tak czy się odwrócisz? &#8211; spytał jeszcze blondyn, notując w pamięci, że muszą jeszcze przed wyjazdem wstąpić po jakieś nawilżenie, bo nie pakował żadnego.<br />
- Tak, chcę cię widzieć, przystojniaku &#8211; uśmiechnął się chłopak, przyglądając się Rushowi z podnieceniem. Och, nie każdy miał takie widoki w łóżku.<br />
Rush zamruczał potakująco i pocałował Charliego w usta. Westchnął przy tym i wycisnął sobie sporo żelu na dłoń, którą po chwili skierował między rozsunięte zachęcająco nogi kochanka. Charlie zakręcił nieco biodrami, pospieszając go. Objął przy tym blondyna za szyję, odpowiadając pasywnie na pocałunek.<br />
Rush najpierw delikatnie naparł na jego szparkę, po czym, nie czując oporu, wsunął w Charliego jeden palec. Całował się z nim w tym samym czasie.<br />
Gra wstępna jak zawsze była leniwa i przedłużali ją możliwie jak najdłużej, by spełnienie było jeszcze lepsze i bardziej intensywne. Więc kiedy Rush wyciągnął z Charliego palce, obaj oddychali głęboko, z wyraźnymi wypiekami na policzkach, skrajnie podnieceni.<br />
Rush pogładził Charliego po policzku czule i cmoknął go krótko w usta.<br />
- Kocham cię &#8211; wyszeptał w jego usta, unosząc jedno udo Charliego na swoje biodro.<br />
- Mm, wiesz, że ja ciebie też &#8211; odmruczał chłopak, otwierając się chętnie na niego.<br />
Rush uśmiechnął się promiennie i naparł na jego śliską, rozluźnioną dziureczkę swoim wysmarowanym lubrykantem penisem. Zaczął się wsuwać powoli w ukochanego, z którego ust w odpowiedzi od razu wydobyło się błogie jęknięcie.<br />
- Jak ja uwielbiam być ciebie pełny&#8230; &#8211; sapnął Charlie, obejmując go nogami w pasie.<br />
- A ja uwielbiam w tobie być &#8211; odparł, w końcu wsuwając się w Charliego do końca. Uwielbiał tego chłopaka. Był idealny. Słodki, totalnie w jego typie, a do tego umieli się doskonale zgrać.<br />
Tatuażysta wyprężył lekko plecy i kiedy Rush zaczął się poruszać, sam odpowiadał na jego ruchy, wychodząc mu naprzeciw. Uwielbiał to płynne, leniwe, a zarazem pełne namiętności kołysanie się. Miał wrażenie, że powietrze jest gorące i duszne, a obecność kochanka wprawiała go w błogi stan. Rush całował go przy tym z pełnym uczuciem po twarzy, w usta i po szyi.<br />
- Och, Charlie &#8211; wydyszał w jego szyję, z każdym ruchem przyspieszając, aż po chwili złapał go za dłoń i splótł z nim palce.<br />
- Gorąco&#8230; a tam w środku najbardziej &#8211; sapnął chłopak, zaciskając palce mocno na jego dłoni.<br />
- Tak, cudownie gorąco &#8211; odparł Rush, wzdychając z rozkoszą w usta Charliego. &#8211; I&#8230; och, jak tam? Bo.. a&#8230; ja już blisko.<br />
- Ja też&#8230; &#8211; jęknął Charlie, aż marszcząc przy tym brwi. Było mu dobrze i faktycznie czuł, że zaraz dojdzie. Jeszcze tylko momencik&#8230;<br />
Pierwszy strzelił Rush, dochodząc w kochanku i wpijając się w jego usta w gorącym pocałunku. Było mu tak dobrze i błogo w objęciach Charliego. Po chwili też poczuł, jak chłopak, który sięgnął dłonią do swojego penisa w międzyczasie, podrygnął bardziej gwałtownie i z jękiem zduszonym na jego ustach, skończył pomiędzy ich ciałami. Od razu też opadł ciężko na plecy, mocniej obejmując Rusha za szyję. Ten zamruczał zadowolony z życia, pokładając się lekko na kochanku.<br />
- Byłeś uroczy.<br />
- Wszystko twoja wina, jak mnie tak kusisz tymi jądrami &#8211; zaśmiał się Charlie, głaszcząc go po karku.<br />
- Zupełnie niechcący &#8211; odparł blondyn, przymilając się do jego dotyku. Był taki przyjemny.<br />
- Oczywiście &#8211; odparł Charlie takim tonem, jakby udawał, że mu wierzy. Wsunął za to palce we włosy Rusha, głaszcząc go po głowie. &#8211; Ciekawe czy będzie na to czas na wyjeździe&#8230;<br />
- W nocy chyba mamy zamiar spać, a przed snem można co nieco &#8211; zaśmiał się, podszczypując kochanka w biodro, a następnie całując go w usta.<br />
Charlie uśmiechnął się w pocałunek leniwie. O tak, zamierzał wykorzystać ten drogi hotel, który miał im zafundować Alex. I nawet przebywanie z bratem kochanka nie wydawało mu się straszne, kiedy miał wizję tak przyjemnego spędzenia czasu z Rushem.<br />
- Co myślisz o tym, aby już nie wstawać z łóżka? &#8211; zaproponował blondyn leniwie, nadal polegując na kochanku i głaszcząc go.<br />
- Myślę, że to jeden z lepszych pomysłów, które dzisiaj słyszałem &#8211; odmruczał chłopak.<br />
- A ja zwykle nie mam dobrych pomysłów? &#8211; zaśmiał się blondyn, obcałowując twarz Charliego.<br />
- Nie, masz wspaniałe pomysły. Jak ubranie tego ręcznika tak skąpo cię owijającego na przykład – odpowiedział ze śmiechem.<br />
Rush także się zaśmiał i znowu go pocałował.<br />
- Nie przypuszczałem, że aż tak dobrze zadziała. Zaatakowałeś mnie tak namiętnie.<br />
Charlie uśmiechnął się drapieżnie.<br />
- Nie mogłem nie wykorzystać okazji.<br />
Rush oblizał usta.<br />
- Co mnie bardzo cieszy. Byłeś strasznie seksowny. I cały czas jesteś &#8211; odgarnął mu kosmyk włosów. &#8211; Taki przystojny.<br />
- Jeszcze wpadnę w samouwielbienie &#8211; zaśmiał się Charlie i wtulił nos w jego szyję, przekręcając ich na bok. &#8211; A teraz daj mi się przycisnąć do siebie i nie myśleć, jakie Jason wymyśli złośliwości, żeby przekonać mnie do większej pracy nad swoimi pracami &#8211; prychnął, naciągając na nich pościel.<br />
Rush zamruczał potakująco.<br />
- Nie martw się. Ja wiem, że i tak są świetne &#8211; zapewnił kochanka, głaszcząc go po włosach. &#8211; Kocham cię.<br />
- Mm, tak mi mów &#8211; zamruczał Charlie, przymykając oczy i przytulając się do kochanka, niemożliwie rozleniwiony.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3273/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3273&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/11/fire-dragon-tattoo-studio-94-pierwsza-prawdziwa-randka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>42</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Never Be The Same &#8211; 49 &#8211; Trochę do zapomnienia</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/08/never-be-the-same-49-troche-do-zapomnienia/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/08/never-be-the-same-49-troche-do-zapomnienia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 23:00:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Never Be The Same]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3289</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;I lost a piece of me in you; I think I left it in your arms. I forget the reasons I got scared, But remember that I cared quite a lot.&#8221; * Shane siedział przy laptopie w swoim pokoju, przeglądając eBay’a. Nieźle tam schodziły takie bajery jak jego kolekcje płyt, autografów i zdjęć wokalistów. Nie [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3289&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;">&#8220;I lost a piece of me in you;<br />
I think I left it in your arms.<br />
I forget the reasons I got scared,<br />
But remember that I cared quite a lot.&#8221; *</p>
<p style="text-align:justify;">Shane siedział przy laptopie w swoim pokoju, przeglądając eBay’a. Nieźle tam schodziły takie bajery jak jego kolekcje płyt, autografów i zdjęć wokalistów. Nie chciał już więcej sprzedawać, bo kiedy patrzył na swoje zbiory, aż go ściskało na myśl, że miałyby się zmniejszyć.<span id="more-3289"></span> Jednak na wspomnienie tego, jak drogo sprzedał płytę Floydów, aż go korciło, żeby chociaż spojrzeć, ile by mógł zarobić. I tak nie miał chwilowo co robić, bo mieli obejrzeć film i pogadać z Lucy, ale David coś robił w kuchni, a dziewczyna zadzwoniła, że będzie dopiero za dwadzieścia minut. Przeglądał więc dalej, zerkając sporadycznie za plecy i nasłuchując, czy jego kochanek się nie zbliża. Ten w sumie po tamtej wizycie tego faceta już więcej nie dopytywał, kto to był. W końcu ten już więcej się nie pokazał, więc nie było czym się martwić. Cieszył się, że David nie naciskał, chociaż głupio mu było ukrywać tak coś przed nim. Jednak mężczyzna mógł się zirytować, więc wolał siedzieć cicho i gromadzić fundusze.<br />
Westchnął, sięgnął po kufel z piwem i powoli popijając, przeglądał dalej aukcje zdjęć z koncertów. W tym wszystkim nawet nie usłyszał, jak do pokoju wrócił jego kochanek. Był w sumie tak cicho, że wpierw Shane poczuł przyjemny, goździkowy zapach piwa nim go usłyszał. Mało nie zakrztusił się własnym, szybko zrzucając na pasek stronę i okręcając się na fotelu. David aż uniósł brwi, robiąc dość niemądrą minę.<br />
- Mam pytać, czemu zachowujesz się jak nastolatek przyłapany na oglądaniu pornosów przez rodziców, czy sam powiesz?<br />
- Nie oglądam pornosów, zaspokajasz mnie &#8211; zaśmiał się Shane dość gorączkowo, mając nadzieję, że zostanie to niezauważone. Nie przyszło mu nawet do głowy, że w oczach kochanka pewnie nie byłoby takie dziwne, że przegląda tego typu aukcje. Gdyby oczywiście się z tym nie krył. Przez to stopień, w jakim stawał się podejrzany, rósł kilkakrotnie.<br />
- To w takim razie co tak chowasz? &#8211; spytał David, dmuchając nadaremnie na grzane piwo.<br />
- Nic, przeglądam różne strony &#8211; odparł Shane, spuszczając wzrok na swoje piwo.<br />
- To czemu jak tylko wszedłem je schowałeś?<br />
Shane zawarczał pod nosem i odstawił piwo na biurko. Dopiero potem uniósł na Davida spojrzenie, starając się wyglądać normalnie.<br />
- EBay przeglądałem i tak odruchowo no.<br />
David nie mógł się nie zaśmiać.<br />
- Kupujesz Lucy na prezent koronkowe gatki, czy dla siebie jakiś zestaw erotyczny &#8211; prychnął rozbawiony, podchodząc do chłopaka bliżej i stawiając za nim na stoliku kufel. Pocałował go w nos. &#8211; No co, mały kłamczuszku?<br />
Shane prychnął pod nosem i ściągnął go niżej za kark.<br />
- Drań z ciebie, za dobrze mnie znasz &#8211; burknął i pocałował go mocno, żeby zakończyć temat. Miał przynajmniej nadzieję, że się uda.<br />
- Och, w tej kwestii raczej nie ma co gratulować. Jesteś w tym tragiczny. Jakbym chciał, mógłbym wyciągnąć z ciebie wszystko &#8211; zamruczał, opierając się o jego silne ramiona.<br />
- Taa? I nie możesz wyciągnąć tylko dlatego, że nie chcesz? &#8211; zaśmiał się Shane, muskając jego wargi raz po raz.<br />
- Tak.<br />
Shane uśmiechnął się tylko i wreszcie puścił jego kark.<br />
- Pewny siebie coś jesteś.<br />
- A to takie dziwne?<br />
- No niby nie&#8230; &#8211; prychnął i dla swojego dobra zmienił temat: &#8211; Przed filmem trzeba z Lu pogadać.<br />
- Bardziej w sprawie mieszkania czy pracy?<br />
- Mieszkania. Ona głupia nie jest, będzie wiedziała, że musi znaleźć pracę, żeby wydolić.<br />
- Czasami jak was słucham, to wątpię w to twoje żarliwe zapewnienie &#8211; David uśmiechnął się kącikiem ust, ukazując jeszcze wyraźniej swój charakterystyczny dołeczek w policzku.<br />
Shane zmarszczył brwi na jego słowa, chyba nie do końca rozumiejąc, co mężczyzna chciał przez to powiedzieć.<br />
- Czemu niby? &#8211; mruknął.<br />
- Bo nie raz słyszałem, jak&#8230; delikatnie mówiąc, wątpiłeś w jej wybory &#8211; wypomniał mu, nadal nad nim pochylony, tak że stykaliby się nosami, jakby przysunął się jeszcze z dwa centymetry.<br />
Shane trącił językiem kolczyki w wardze w zamyśleniu.<br />
- No może trochę&#8230; Ale jak się z nią poważnie pogada, to dojdzie do niej, że musi znaleźć coś normalnego i stałego. W ogóle chodź do salonu już z tym piwem.<br />
David skinął głową, ale oparł się o niego bardziej, wsuwając mu nawet kolano między nogi i sięgnął do myszki. Nic jednak nie ruszył.<br />
- Zajrzeć czy nie? &#8211; zaśmiał się i skubnął zębami ucho chłopaka.<br />
Shane aż sapnął głucho na to doznanie i położył mu dłonie na biodrach.<br />
- Jak chcesz&#8230; bo serio nie szukałem porno &#8211; odmruknął, zaciskając lekko palce na jego bokach.<br />
- Wiem, że nie szukałeś. Inaczej byłbyś cały czerwony na uszach, kiedy to zasugerowałem. Nie szukałeś też żadnych sprośnych fatałaszków &#8211; odparł, obejmując go za szyję i całując w czubek głowy. &#8211; To powiesz mi, czy muszę sprawdzać? Hm?<br />
- Nie potrzebuję sprośnych fatałaszków, twoje lubię &#8211; zaśmiał się Shane. Nie raz sobie trzepał do zapachu i dotyku ubrań Davida, a ten chyba nawet miał tego świadomość. Teraz jednak wiedząc, że nie uniknie odpowiedzi, spojrzał w oczy Davida krótko. &#8211; No tylko na płyty i takie tam patrzyłem.<br />
David skinął głową, widząc od razu jak na dłoni, że kochanek nie kłamie. Pocałował go w czubek nosa. Był dziś jakiś przyjemnie rozleniwiony, a może po prostu zmęczony.<br />
- Planujesz jakieś zakupy?<br />
- Nie, tak przeglądam &#8211; wzruszył ramionami Shane i sięgnął ręką do jego koszuli, wsuwając pod nią dłoń.<br />
David uśmiechnął się pobłażliwie.<br />
- Wiesz, że zaraz Lu wraca, co?<br />
- Taa, ale przytulić mogę &#8211; prychnął Shane, unosząc się z krzesła i obejmując mężczyznę, w tym jedną dłoń trzymając pod jego koszulą, by wyczuć jego ciało.<br />
David lekko się spiął, bo chłopak go uniósł z oparcia, kiedy ten opierał się kolanem o krzesło. Rozluźnił się jednak szybko w jego ramionach. Aż ciężko było sobie wyobrazić, jak jeszcze niecały rok temu spinał się przy nim<br />
Shane odetchnął i pogłaskał go po plecach, całując lekko w szyję.<br />
- Pochylasz się tak, najaram się na ciebie, a i tak nie ma czasu. To jest, kurwa, draństwo &#8211; zaśmiał się, przymykając oczy.<br />
- To nie moja wina. To wina twojego libido &#8211; zaśmiał się David, trzymajac się kochanka za kark.<br />
- Nie, twoja, bo tak na mnie działasz &#8211; odparł Shane, przesuwając palcami po jego skórze. &#8211; Nn, chodź już z tym piwem, bo się nie odlepię &#8211; dodał niechętnie, ale jakby na przekór swoim słowom tylko mocniej przycisnął do siebie kochanka.<br />
David zaśmiał się na to i pocałował go jeszcze raz, po czym wyślizgnął mu się z ramion.<br />
- Strasznie słowny &#8211; prychnął, łapiąc swoje grzane piwo, od którego było mu naprawdę gorąco i wyszedł z pokoju.<br />
Shane od razu podążył za nim ze swoim kuflem i kiedy tylko miał usiąść na kanapie obok kochanka, usłyszeli otwieranie drzwi wejściowych.<br />
- No w czas! &#8211; krzyknął w tamtą stronę.<br />
David tylko obejrzał, czekając, aż usłyszy z przedpokoju powitalny okrzyk Lucy. Dziewczyna po chwili wpadła do salonu z lekkimi rumieńcami na policzkach.<br />
- No jestem, jestem, bez spiny, chłopaki.<br />
- No to ogarniaj się i siadaj na tyłku, bo zanim zaczniemy film, to chcemy pogadać &#8211; odparł jej kuzyn, siadając ciężko na kanapie.<br />
Lucy skinęła głową, idąc jeszcze do łazienki, aby się przebrać. David w tym czasie wstał.<br />
- Chcesz coś do picia?! &#8211; krzyknął za nią.<br />
- Ano, colę może, powinna jeszcze być, jak Shane nie wyduldał! &#8211; odkrzyknęła dziewczyna i zatrzasnęła drzwi.<br />
- Nie wypiłem i też chcę &#8211; odparł od razu Shane głośno.<br />
- Masz jeszcze piwo &#8211; zauważył David, idąc do kuchni.<br />
- Resztki &#8211; odmruknął Shane, sięgając po swój kufel, w którym rzeczywiście było już tylko trochę piwa.<br />
Mężczyzna nie odpowiedział i w kuchni już wyjął dwie szklanki. Obie napełnił colą i wrócił do kochanka, czekając, aż Lucy wyjdzie z łazienki. Shane objął go ramieniem, kiedy dopił piwo.<br />
- Ty zaczniesz, czy ja? &#8211; spytał.<br />
- Ty. W końcu to twoja kuzynka i twoje mieszkanie.<br />
- No ok&#8230; &#8211; mruknął chłopak i po chwili usłyszeli, jak drzwi od łazienki się otwierają, a gdy Lucy weszła do salonu, Shane wskazał jej fotel. &#8211; No siadaj, mała.<br />
Dziewczyna zamrugała oczami, patrząc na nich. Wzięła sobie ze stolika szklankę coli.<br />
- Coś nie ten tego? Bo tak patrzycie, jakbym chomika wam zabiła czy co &#8211; zaśmiała się zaintrygowana. Po kuzynie od razu było wszystko widać i słychać w jego tonie głosu.<br />
- Nie, spoko, jest ok. Tylko mamy propozycję i nie wiem, czy ci się spodoba czy nie &#8211; odparł Shane.<br />
Lucy tylko zachęciła kuzyna gestem, aby mówił, a David w tym czasie popijał sobie spokojnie piwo.<br />
- Bo wiesz, że się przeprowadzamy. No jeszcze nie wiem gdzie i kiedy, szukamy jeszcze &#8211; Shane spojrzał krótko na kochanka, ale mówił dalej, czując się dziwnie. Jakby toczył rozmowę z dzieckiem na jakiś ważny temat. &#8211; A jak już&#8230; wiesz, zabrałem cię do siebie, to może chciałabyś sama mieszkać, a nie z nami się stąd wynosić.<br />
Lucy ściągnęła brwi, patrząc na Shane&#8217;a dość podejrzliwie i niepewnie.<br />
- Ale że&#8230; w sensie gdzie miałabym sama mieszkać?<br />
- No tu &#8211; odparł płasko chłopak.<br />
- Shane chce ci zostawić mieszkanie, kiedy my się wyprowadzimy &#8211; uściślił David.<br />
- Tylko byś musiała robotę stałą znaleźć. Chyba, że ci rodzice kasę będą posyłać, ale nie wiem, jak to u was &#8211; dodał chłopak.<br />
Lucy chwilę patrzyła na nich zupełnie zszokowana. Nie spodziewała się tego. W sumie nawet myślała, jak to będzie, jak się wyprowadzą i co z nią będzie. Ale opcja, że Shane zostawi jej mieszkanie, w ogóle nie przyszła jej do głowy.<br />
- O&#8230; och.<br />
Shane uniósł brwi, oczekując jakiejś głębszej reakcji.<br />
- Znaczy &#8220;och&#8221; w sensie &#8220;kurwa, nie chcę sama&#8221;, czy &#8220;och&#8221; w sensie &#8220;o jak fajnie&#8221;?<br />
- &#8220;Och&#8221; w sensie jestem w pozytywnym szoku. Ale&#8230; no bo. Czy ja sobie poradzę, w sensie no… Nie mam jeszcze pracy&#8230; i w ogóle &#8211; wydawała się lekko zagubiona.<br />
- Możesz jeszcze pomyśleć, aby znaleźć sobie jakiegoś współlokatora, ale mieszkanie ma tak naprawdę tylko jeden pokój i salon, więc może być ciężko &#8211; wtrącił David.<br />
- No&#8230; &#8211; Lucy spojrzała po nich, wciąż w szoku. &#8211; Byłoby naprawdę super samemu&#8230; Może co znajdę zanim się wyniesiecie&#8230;.<br />
- Masz na szczęście trochę czasu jeszcze do tego, bo my nawet jeszcze nie mamy upatrzonego mieszkania, więc spokojnie. Chcieliśmy, abyś po prostu była świadoma takiej możliwości &#8211; dopowiedział jeszcze mężczyzna, kończąc swoje grzane piwo i wstając, aby wynieść kufel do kuchni.<br />
Shane spojrzał za kochankiem, mając nadzieję, że naprawdę dziewczyna sobie poradzi.<br />
- No a jak nie wypali, to bierzemy cię ze sobą i chuj. Ale myślałem, że byś wolała sama. Jak nie, to wal &#8211; rzucił w końcu do kuzynki z autentycznym przejęciem w oczach.<br />
Lucy zaśmiała się i uśmiechnęła do kuzyna ciepło.<br />
- Nie no, ten… Postaram się sobie poradzić. Nie chcę wam się na łeb pakować &#8211; zaśmiała się, wiedząc, że i oni woleliby sami i ona w sumie też.<br />
- Taa, ale jakby co to masz mówić, że nie wyrabiasz. No ale najpierw robotę musisz se znaleźć &#8211; odparł Shane z westchnieniem.<br />
Lucy skinęła głową.<br />
- Spoko. Na pewno się postaram. Nie przepuszczę takiej okazji &#8211; zaśmiała się radośnie.<br />
Chłopak uśmiechnął się i sięgnął wreszcie po swoją colę.<br />
- I tak będziesz zazdrościć nam naszego domu &#8211; zarechotał.<br />
Lucy także się zaśmiała, kręcąc głową z, w jej mniemaniu, dość kiepskiego żartu kuzyna. Wiedziała, że będzie im zazdrościć, ale bez przesady, chłopak nie musiał jej tego wypominać. Ale cieszyła się, że taką propozycję w ogóle od nich dostała. Sądziła raczej, że prędzej sprzedadzą to mieszkanie i ona będzie sobie musiała radzić sama, co pewnie skończyłoby się powrotem na wieś. A tego bardzo nie chciała.<br />
Kiedy David wrócił z kuchni z miseczkami z lodami, włączyli sobie jakiś film sensacyjny, komentując głośno i spędzając miły wieczór, na razie nie rozmawiając o dalszych planach na przyszłość. Wszystko i tak nie było jeszcze ustalone w czasie.</p>
<p style="text-align:justify;">- I pilnujesz się tam mam nadzieję? &#8211; mówił Walter do telefonu, trzymając go przy uchu ramieniem, kiedy starannie kroił sobie pomidora na plasterki do kanapki. Rękawy zielonkawej koszuli miał podwinięte do łokci. &#8211; Bo wiesz, Anne, że ja chcę cię w poniedziałek w pełni sił, więc nie szalej na tym wyjeździe&#8230;. &#8211; Po usłyszeniu odpowiedzi zaśmiał się głośno i dodał: &#8211; Oczywiście, że obchodzi mnie to, czy się zrelaksujesz, ale w poniedziałek mamy dużo klientów&#8230; Tak, tak, słoneczko, baw się dobrze. Buziaki &#8211; dodał i wpierw wytarł dłonie w szmatkę, nim rozłączył się. Poukładał pomidorki na dużej kanapce z szynką i serem i dopiero wyszedł z kuchni na poszukiwania swojego partnera.<br />
Znalazł go w salonie. Siedział na kanapie z podkulonymi nogami, zaplecionymi po turecku, a do tego pod kocykiem. Na kolanach trzymał atlas w twardej okładce, a na nim miał postawionego notebooka. Pisał cos na nim.<br />
Walt uśmiechnął się do siebie i usiadł obok niego. Cmoknął go w policzek i wyciągnął do niego kanapkę.<br />
- Chcesz gryza, kochanie?<br />
James spojrzał na kochanka i uśmiechnął się delikatnie.<br />
- Nn&#8230; Nie, dzięki.<br />
- Żałuj &#8211; westchnął Walt i ugryzł kanapkę, obejmując przy tym ramieniem nauczyciela. Przycisnął się bardziej do niego. &#8211; Co porabiasz w ogóle?<br />
- Odpisuję na maile &#8211; odparł, nie protestując na gest, nawet mimo tego, że w tej pozycji było mu odrobinę ciężej pisać.<br />
- Znowu uczniowie? I mogę ci tak przeszkadzać? &#8211; dopytał Walt w trakcie jedzenia.<br />
- Nie tylko. Jeszcze z wydawnictwa napisali w sprawie książek, które zamówiłem i materiałów. I też Shane pisał &#8211; odparł, po czym przekręcił głowę, całując Waltera w obejmującą go rękę. &#8211; I nie przeszkadzasz.<br />
Prawnik uśmiechnął się na to i oblizał usta.<br />
- To dobrze. A co pisał Shane? Dobrze się mu żyje z panem rozwodnikiem? &#8211; zachichotał.<br />
James skinął głową.<br />
- Chyba nawet bardzo dobrze. Co drugie zdanie pisał, jak jest w nim zakochany &#8211; zaśmiał się cicho pod nosem. &#8211; A tak to o planie kupienia wspólnego mieszkania i o wspomnieniach, jakie jednak wiąże ze starym.<br />
- Och, więc jednak się wyprowadzają. Chyba dobrze dla nich, rzeczywiście duże nie jest to ich mieszkanko. I całe zawalone zdjęciami &#8211; zaśmiał się Walter, a kiedy przełknął ostatni kęs kanapki, dodał: &#8211; Nawet twoimi.<br />
James od razu, niemal jak na komendę, się speszył.<br />
- Och&#8230; bo Shane taki już jest. No&#8230; a jak skończył szkołę to&#8230; utrzymaliśmy kontakt.<br />
- Dlaczego akurat z nim? Co roku dużo uczniów kończy szkołę &#8211; zaciekawił się prawnik, zerkając na kochanka jasnymi oczami.<br />
James zaciął się na moment, po czym wzruszył ramionami.<br />
- Ee&#8230; nie wiem. Chciał, więc&#8230; to trochę dlatego. Sam nie wiem. Tak wyszło.<br />
- I przerabialiście cały program nauczania geografii od początku? &#8211; zaśmiał się Walt, wychylając do kochanka i całując lekko po szyi, zerkając przy tym na jego twarz.<br />
Peterson zerknął na kochanka zaintrygowany. Nie do końca rozumiał.<br />
- W sensie?<br />
- W sensie o czym mogli rozmawiać albo co robić po szkole nauczyciel i były uczeń? &#8211; sprecyzował Walter. &#8211; Na takich prywatnych spotkaniach.<br />
James od razu pokrył się na polikach zdrowym rumieńcem. Jakoś specjalnie nie chciał mówić Walterowi o pewnej części znajomości z Shanem.<br />
- Umm&#8230; ogólnie no. O szkole, o uczniach, nauczycielach&#8230;. O jakiś tam prywatnych sprawach.<br />
Walt przyjrzał się jego twarzy i zaśmiał się.<br />
- To czemu się tak rumienisz, Jimmy?<br />
- Eee&#8230; &#8211; zaróżowił się jeszcze bardziej, wbijając wzrok w ekran notebooka. &#8211; Bo tam&#8230; rozmawialiśmy o różnych takich. Wiesz&#8230; no, obaj wiedzieliśmy&#8230; o sobie. I&#8230; no tak.<br />
Prawnik uniósł lekko brwi, zaczynając coś podejrzewać. Trawił to chwilę w myślach, nim wypalił:<br />
- Coś między wami było?<br />
James od razu pokrył się aż po czubki uszu czerwienią niczym burak. Nie odważył się spojrzeć na kochanka.<br />
- Nie&#8230; to&#8230; to znaczy nie do końca &#8211; wydukał, wiedząc, że nie ma sensu kłamać. Z jednej strony nie mógł powiedzieć, że coś między nimi było, a z drugiej te spotkania nie były tylko na kanwie towarzyskiej.<br />
Walt naburmuszył się nieco, słysząc taką odpowiedź.<br />
- Co znaczy &#8220;nie do końca&#8221;? &#8211; spytał już poważnie. &#8211; Znaczy coś było czy nie? Jimmy, nie graj ze mną półsłówkami.<br />
James skulił się w sobie. Wiedział, że za dużo powiedział i że powinien prędzej skłamać, a tak mogło wyjść o nim to, o czym nigdy nie chciał mówić Walterowi. Za bardzo się bał tego, co ten sobie o nim pomyśli.<br />
- Tylko nie bądź zły &#8211; jęknął. &#8211; I nic między nami nie było uczuciowo, tylko&#8230; czasami no&#8230; zdarzyło się tam kilka razy &#8211; mamrotał pod nosem, wyłamując sobie ze zdenerwowania palce.<br />
Walt milczał chwilę zaskoczony. Nie spodziewał się tego.<br />
- Ale&#8230; czemu mi nie powiedziałeś? &#8211; spytał z żalem w głosie.<br />
James jeszcze bardziej się zasępił.<br />
- Nie było no&#8230; specjalnie o czym. To było&#8230; dawno. I niby jak miałem ci powiedzieć?<br />
- Choćby tak, że mamy wybrać się na kolację z chłopakiem, z którym kiedyś się pieprzyłeś &#8211; mruknął Walt. &#8211; Ale nie wiedziałem, że podobają ci się tacy faceci jak Shane&#8230;<br />
James spojrzał na kochanka smutnymi oczami. Wyglądał jak szczeniak, który stłukł wazon.<br />
- Bo&#8230; bo niespecjalnie mi się podobają &#8211; mówił wolno i bardzo starannie dobierał słowa. &#8211; Miałem z nim tylko seks&#8230; nic więcej. To nie było nic wyjątkowego czy specjalnego&#8230; tak&#8230; bywało.<br />
Walt zacisnął usta, przypatrując mu się z konsternacją.<br />
- Nie? Shane jest duży, na pewno lepiej się spełniał w roli topa takiego jak&#8230; lubisz? &#8211; jęknął. &#8211; Jimmy, ale czemu mi nie zaufałeś?<br />
- Był dużo młodszy. Jeszcze nie był taki duży&#8230; i&#8230; &#8211; zaciął się, znowu spuszczając wzrok. &#8211; No i nie chciałem, abyś to o mnie wiedział&#8230; Więc to nie tak, że ci nie ufam&#8230; tylko to krępujące.<br />
- Miałeś seks, ja wcześniej też, jak cię to może krępować? &#8211; jęknął Walt, przytulając się bokiem do nauczyciela i wsuwając usta w jego szyję. &#8211; Jimmy no, głupio mi, że wszyscy wiedzieli, a ja nie.<br />
James westchnął ciężko, pozwalając się przytulić.<br />
- Bo&#8230; głupio mi, bo&#8230; no Shane nie był&#8230; no nie tylko on &#8211; plątał się, zastanawiając się, jak w miarę logicznie powiedzieć Walterowi, że jest teraz w związku z facetem, którego mógł mieć niemal każdy.<br />
Serce Waltera prawie że stanęło, a prawnik odsunął się gwałtownie i popatrzył na niego szeroko otwartymi oczami.<br />
- Z Davidem też byłeś?!<br />
- Nie! &#8211; jęknął przestraszony. &#8211; To nie tak, to było wszystko dawno. Teraz jestem z tobą i tylko z tobą chcę być&#8230; a tamto&#8230; no nie chciałem, abyś wiedział, jak żałosny jestem.<br />
Walt od razu zmarszczył się i westchnął ciężko.<br />
- Nie mów w taki sposób. Nie jesteś żałosny, jesteś moim facetem.<br />
James pociągnął nosem, odkładając laptopa ze swoich kolan i przycisnął się bardziej do Waltera.<br />
- Ale&#8230; nie chciałem, abyś o mnie źle myślał&#8230; jak o jakiejś&#8230; dziwce. Dlatego ci nic nie mówiłem.<br />
Walt westchnął i pogłaskał go po włosach.<br />
- Nawet mi na myśl takie określenie nie przyszło. Kocham cię za to, jaki jesteś, a nie za to, co robiłeś kiedyś &#8211; zapewnił go żarliwie.<br />
James przylgnął do niego bardziej. Nadal od pasa w dół był zakutany w kocyk.<br />
- Ale i tak jesteś mną zawiedziony. I zły jesteś&#8230;<br />
- Nie jestem, wmawiasz sobie. Tylko&#8230; myślałem, że powiesz mi o takiej sprawie zamiast&#8230; kłamać &#8211; Walt lekko skrzywił się przy ostatnim słowie.<br />
James spuścił od razu głowę na ten ton i ściągnął ramiona do klatki piersiowej.<br />
- Nie kłamałem. Nie mówiłem tylko od razu wszystkiego&#8230; tak ot, jakby to było nic. Wstydzę się tego prze tobą &#8211; burknął pod nosem. Ciężko było mu o tym mówić, a Walter brzmiał, jakby był znowu zawiedziony, że nie wyśpiewał mu od razu, że dawał dupy na prawo i lewo.<br />
Prawnik jakoś odruchowo uśmiechnął się i pocałował go w policzek.<br />
- Nie masz się czego wstydzić, kochanie. Choć teraz&#8230; dziwnie chyba będzie widzieć się z Shanem, wiedząc, że uprawiał seks z moim facetem &#8211; odparł z zamyśleniem.<br />
- To był tylko seks&#8230; &#8211; wymruczał pod nosem, wyciągając szczupłe palce do koszuli Waltera. Zaczął jakoś odruchowo bawić się w palcach guzikiem od niej. &#8211; Poza znajomością nic nas nie łączyło. W tych kwestiach był taki jak inni. &#8211; Chociaż, jeden z milszych, dodał już w myślach. Cały czas mu się ta rozmowa nie podobała, bo miał wrażenie, że tylko zraża do siebie Waltera mimo tego, że ten wydawał się to w tej chwili to jako tako akceptować.<br />
Tym razem mężczyzna rzucił mu bardziej poważne spojrzenie.<br />
- Co znaczy tak jak inni? Nie brzmi to&#8230; pozytywnie. Zrobił ci coś? &#8211; burknął.<br />
James od razu spojrzał na niego dużymi oczami i żywo zaprzeczył.<br />
- Nie, nie. Nic mi nie zrobił. Mówię, że w tym sensie&#8230;. że to tylko był seks.<br />
- A ty chciałeś, żeby to było coś więcej? &#8211; spytał Walt, jakoś dziwnie się czując z myślą, że James mógłby być z takim facetem jak Shane. Był jego, nie chciał w ogóle myśleć o nim jako nie o swoim partnerze.<br />
- Nie &#8211; odparł krótko. Jakoś nigdy na początku spotykania się z kimś nie oczekiwał, że wyjdzie to poza łóżko. Z Walterem wszystko było takie inne i przez to nowe.<br />
Prawnik odetchnął i objął mocniej za szyję Petersona.<br />
- A byłeś z kimś kiedyś na poważniej? &#8211; zapytał bardziej miękkim głosem, przytulając go do siebie.<br />
- Przed tobą?<br />
- Mhm.<br />
- Nie.<br />
- Pochlebia mi to &#8211; uśmiechnął się i pocałował Jamesa w czoło.<br />
James także się lekko uśmiechnął, nie do końca wiedząc, jak powinien w tej chwili się zachować. Czy temat jest już skończony, czy powinien się jakoś tłumaczyć, jednak Walt nie naciskał, tylko tuląc go do siebie i oddychając spokojnie. Dopiero po chwili zaśmiał się do siebie.<br />
- Widział cię nago. Muszę się przyzwyczaić do tej myśli.<br />
James spojrzał dołu na kochanka. Wahał się chwilę, nim spytał. Niezbyt wierzył w twierdzącą odpowiedź.<br />
- Chyba nie jesteś&#8230; umm.. zazdrosny?<br />
Walt aż zamrugał zaskoczony pytaniem i lekko się zaczerwienił.<br />
- Bo jesteś mój &#8211; jęknął.<br />
- Tak. Wiem. Dlatego&#8230; naprawdę?<br />
- Jimmy no&#8230; Shane na pewno patrzy na ciebie jak obiekt seksualny, skoro mieliście takie kontakty &#8211; mruknął prawnik, znowu wtulając nos w jego szyję. Dzisiaj był wybitnie dotykalski.<br />
- Ale teraz ma Davida. I cały czas myślał tylko o nim. Ja robiłem tylko za takie&#8230; zastępstwo. Substytut &#8211; odparł prosto, zerkając raz po raz na Waltera.<br />
- Moje biedactwo &#8211; zamruczał Walter, głaszcząc go po włosach. &#8211; Mnie by ciebie nikt nie mógł zastąpić.<br />
James uśmiechnął się lekko pod nosem.<br />
- No biedny był. Wiesz&#8230; on cały czas o tym Davidzie tak myślał.<br />
- Rozeszli się na&#8230; osiem, dziewięć lat? &#8211; dopytał Walt, przypominając sobie to, co usłyszał od Davida i Shane&#8217;a podczas ostatniej kolacji u nich w domu. &#8211; To aż nieprawdopodobne, że się zeszli. I nawet romantyczne &#8211; zachichotał.<br />
- Mhm. Może. Chociaż David w bardzo chamski sposób go zostawił. Tym bardziej, że z Shane&#8217;a wtedy był taki wrażliwy chłopaczek.<br />
- Tak? &#8211; Tego Walt nie wiedział. &#8211; I taki wrażliwy chłopaczek z niego też był, kiedy po szkole&#8230; wy razem się spotykaliście? &#8211; dopytał, równocześnie wstając i podchodząc do barku.<br />
- No wtedy już był inny. Bardziej wygaszony, ale też nie był taki jaki jest teraz &#8211; odparł Peterson zadowolony z lekkiej zmiany tematu. Już nie chciał mówić o sobie.<br />
- A David? Kiedy go zostawił, jaki był? &#8211; zapytał Walter zaciekawiony i wyciągnął z barku dwa kieliszki oraz butelkę wina. &#8211; Mówisz, że nie byli taką parą, jaką są dzisiaj?<br />
- Nie. Byli zupełnie inną parą. Jeśli to można było nazwać parą &#8211; odparł, przyglądając się Walterowi. &#8211; To raczej był David i jego chłopaczek. I nawet tak naiwna osoba jak ja to widziała. Zresztą, te wszystkie plotki, jakie chodziły po szkole przez to, że Gardner był szkolną gwiazdą, dochodziły też do uszu nauczycieli.<br />
- Naprawdę? &#8211; Walt aż obejrzał się na niego, kiedy otwierał butelkę wina. &#8211; To taki z niego był playboy? Nie wygląda.<br />
- Był bardzo mądry i zdolny, nawet przystojny i nie bał się rozmawiać z dziewczynami. To najwyraźniej wystarczało &#8211; westchnął Peterson. &#8211; Dlatego też jak Shane mi powiedział, że się zeszli, wcale nie byłem z tego od razu pozytywnie nastawiony.<br />
- Wiesz, lata zmieniają człowieka. Najwyraźniej wydojrzał. Teraz wydaje się naprawdę poważnym mężczyzną &#8211; stwierdził Walt z pocieszającym uśmiechem i rozlał wino do kieliszków. &#8211; Martwiłeś się, że znowu Shane&#8217;a zostawi?<br />
James przytaknął głową.<br />
- Wiele krzywdy sobie wyrządził po tym, jak David go zostawił. Nie chciałem, aby znowu zrobił coś głupiego.<br />
Prawnik spojrzał czujniej na kochanka i podszedł do niego z kieliszkami. Jeden wyciągnął do niego, siadając na kanapie.<br />
- Zdrowie, kochanie. I o jakiej krzywdzie mówisz?<br />
James przyjął alkohol i upił trochę nim odpowiedział.<br />
- Na zdrowie. I mówię&#8230; &#8211; zaciął się, nie będąc pewien, czy powinien o tym mówić. &#8211; No ciężko to znosił.<br />
- To jak to było? David zostawił go dla kogoś innego? &#8211; zapytał Walt, nie chcąc wnikać w ogólnikową odpowiedź Jamesa, uznając, że to coś zbyt prywatnego.<br />
- Podobno zostawił go bez słowa. Jak skończył szkołę i poszedł na studia. Chłopak nie miał z nim kontaktu &#8211; odparł Peterson, podkulając kolano i opierając o nie kieliszek.<br />
Walt westchnął i napił się swojego wina.<br />
- To przykre. Musiało boleć. Nie chciałbym, żeby mój ukochany zostawił mnie bez słowa pożegnania &#8211; dodał, całując lekko Jamesa w policzek.<br />
- Dlatego też nie byłem przekonany do tego całego ich powrotu do siebie.<br />
- Też bym się obawiał. Ale wyglądają na szczęśliwych. Poza tym David rozwiódł się dla Shane&#8217;a i siłą rzeczy ograniczył swój kontakt z dziećmi. To świadczy o tym, że kocha tego chłopaka &#8211; uśmiechnął się lekko.<br />
- Wiem. Dlatego chcę myśleć o nich pozytywnie &#8211; odparł Peterson, wzdychając ciężko. &#8211; Wiesz, po prostu nie umiem się nie martwić.<br />
- A&#8230; &#8211; Walt zawahał się krótką chwilę, ale w końcu zerknął żywiej w oczy Jamesa. &#8211; Lubiłeś z nim seks?<br />
James momentalnie zapłonił się na polikach.<br />
- Eee&#8230; czemu pytasz?<br />
- Jestem ciekaw &#8211; odpowiedział Walter, chociaż tak naprawdę chciał bardziej zbadać teren, mimo że James go zapewnił, że to ich przeszłość.<br />
Nauczyciel przełknął ciężko ślinę. Nie umiał się ustosunkować. Naprawdę dobry seks miał tylko z Walterem, bo ten wkładał w to uczucie. Z innymi było różnie, chociaż Shane i tak był jednym z czulszych.<br />
- Umm… no było&#8230; ok. Był&#8230; nawet miły?<br />
- Mam nadzieję, że nie &#8220;nawet&#8221;, ale naprawdę miły &#8211; odmruknął Walt, popijając jeszcze łyka wina i objął znowu kochanka. Nic za to nie mógł, że James przez swoje zachowanie czasem sprawiał, że miał ochotę go zamknąć w swoich ramionach i nie puszczać, by nie narażać go na żadne nieprzyjemności.<br />
Peterson chyba jednak nie do końca rozumiał.<br />
- Czemu tak mówisz? Przecież&#8230; no chyba nie chcesz, abym pozytywnie wypowiadał się o kimś z przeszłości?<br />
Walt aż spojrzał na niego z oburzeniem.<br />
- Oczywiście, że chcę! Miałeś z nim seks, dlaczego miałbym chcieć, żebyś był w nim źle traktowany?!<br />
James wzruszył ramionami. Myślał, że chodzi Walterowi o to, żeby zdał sobie sprawę, że tylko z nim może mu być dobrze. Teraz trochę się zagubił. Prawnik fuknął pod nosem i złapał Jamesa za podbródek, patrząc mu w oczy.<br />
- Jimmy, jestem potwornie zazdrosny o Shane&#8217;a &#8211; przyznał z ciężkim serce, ale twardo i poważnie &#8211; ale zależy mi na tym, by było ci dobrze. Więc to oczywiste, że wolałbym, byś miał dobre wspomnienia, a nie złe.<br />
James zamrugał oczami, patrząc przy tym na Waltera zafascynowany. Aż czuł przyjemne ciepełko w środku, kiedy zdawał sobie sprawę, że mężczyzna naprawdę go kocha i mu zależy.<br />
- Ooch&#8230; to&#8230; w takim razie z nim miałem dobre &#8211; przyznał w końcu.<br />
- A z kimś miałeś złe? &#8211; spytał podejrzliwie Walt i szybko dopił wino, po czym odstawił kieliszek na stolik, by skupić się na rozmowie.<br />
James od razu, słysząc pytanie, pożałował swojej wcześniejszej odpowiedzi.<br />
- Nieważne. Było minęło. I tak nie znasz&#8230; więc&#8230; nieważne &#8211; zmieszał się.<br />
- Wcale nie nieważne! &#8211; zaprzeczył prawnik, patrząc mu niemal krępująco intensywnie w oczy. &#8211; James. Co się stało?<br />
- Ale no nic się nie stało&#8230; &#8211; mruknął pod nosem, zanurzając znowu usta w winie i dopijając je do końca. &#8211; Po prostu to co było kiedyś wypada tak źle w porównaniu&#8230; no z tym co jest teraz.<br />
Twarz Walta nieco się rozluźniła i mężczyzna posłał nauczycielowi czułe spojrzenie.<br />
- Na pewno? &#8211; spytał jednak z troską, głaszcząc Jamesa po policzku delikatnie, a ten skinął na potwierdzenie głową.<br />
Walt odetchnął i wyjął mu z dłoni pusty kieliszek. A kiedy tylko odstawił go na stoliczek, naparł na swojego kochanka i zmuszając go do położenia się na plecach na kanapie, zawisnął na nim. Pocałował mocno, ale czule i nienatarczywie. James od razu objął go za szyję ufnie. Nie miał żadnych wątpliwości co do tego, co robi Walter. Ufał mu. Zamruczał więc z aprobatą.<br />
- Będę dla ciebie taki dobry, że zapomnisz o wszystkich swoich wcześniejszych &#8211; szepnął Walt w jego usta, opierając czoło o jego czoło.<br />
James uśmiechnął się na to błogo. Trochę miał do zapominania, ale faktycznie, dzięki Walterowi nie wydawało się to takie trudne.<br />
- Już zapominam &#8211; westchnął.<br />
Walt zachichotał cicho i musnął jego wargi swoimi.<br />
- Zobaczysz, że zaczną znikać jak bańki i tylko ja tu zostanę &#8211; dodał, tym razem unosząc się ustami wyżej i pocałował go w czoło.<br />
Mężczyzna pod nim westchnął ciężko, po czym sięgnął do jego ręki i położył ją sobie na klatce piersiowej. Na wysokości serca.<br />
- A tu&#8230; tu już jesteś tylko ty &#8211; wydusił przez ściśnięte gardło dość nerwowo.<br />
Prawnik od razu spojrzał w jego piwne ślepia z uczuciem wypisanym w oczach.<br />
- Nn, Jimmy&#8230; rozpływam się przy tobie &#8211; zaśmiał się na wydechu, całując go raz po raz po twarzy.<br />
James też uśmiechnął się delikatnie, czując się mile połechtany tymi słowami.<br />
- Przesadzasz.<br />
- Wcale nie. Jesteś strasznie uroczy &#8211; westchnął Walt i całował go czule w usta.</p>
<p> * <a href="http://www.youtube.com/watch?v=rf0AYst13Zc">Blue October &#8211; It&#8217;s just me</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3289/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3289&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/08/never-be-the-same-49-troche-do-zapomnienia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Savage Virus &#8211; 6 &#8211; Szarlotka</title>
		<link>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/07/savage-virus-6-szarlotka/</link>
		<comments>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/07/savage-virus-6-szarlotka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 23:00:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Savage Virus]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://firedragontattostudio.wordpress.com/?p=3269</guid>
		<description><![CDATA[Mason zmarszczył nos. Było mu gorąco i duszno. Nie mógł spać i już czuł irytację wywołaną tym faktem. Otworzył oczy i zobaczył przyklejonego do siebie Josha. Zaklął pod nosem i tracił chłopaka w ramię. - Kurwa mać, cholerny grzejnik, spać nie daje. Chłopak zaburczał coś cicho i tylko przylgnął bardziej do mężczyzny, nie chcąc się [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3269&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Mason zmarszczył nos. Było mu gorąco i duszno. Nie mógł spać i już czuł irytację wywołaną tym faktem. Otworzył oczy i zobaczył przyklejonego do siebie Josha. Zaklął pod nosem i tracił chłopaka w ramię.<br />
- Kurwa mać, cholerny grzejnik, spać nie daje.<br />
Chłopak zaburczał coś cicho i tylko przylgnął bardziej do mężczyzny, nie chcąc się jeszcze budzić. Mason wydął wargi i zmarszczył brwi. Było mu gorąco, a ten mały, chudy śmieć się do niego przykleił jak stary plaster.<br />
- Spierdalaj, psie &#8211; warknął ponownie i odepchnął Josha od siebie, pomagając sobie nogą.<span id="more-3269"></span><br />
Chłopak dopiero teraz spojrzał na niego trzeźwiej, krzywiąc się nieco, kiedy zabolały go miejsca po wczorajszych uderzeniach. Rzucił Masonowi pytające spojrzenie.<br />
- Co się dzieje&#8230;?<br />
- Grzejesz &#8211; syknął Mason, jakby to miało wszystko chłopakowi wyjaśnić. Pretensja w jego głosie jednak dobitnie wskazywała, że nie była to pochwała, a wręcz przeciwnie.<br />
Josh wykrzywił lekko usta i już się nie przysunął. Wciąż jednak był zaspany, nie chciał wstawać.<br />
- Ciała mają to do siebie, że grzeją &#8211; odparł, naciągając na siebie bardziej pościel.<br />
Mason spojrzał na niego srogo.<br />
- Mądrzy się śmieć jeden jebany, kurwa mać &#8211; warknął pod nosem, samemu wychodząc z łóżka. Nie lubił budzić się w złym humorze.<br />
Chłopak spojrzał za nim z dystansem, nie odpowiadając już. Zawiesił tylko na dłużej zaspane spojrzenie na jego zaroście i leciutko zwilżył usta językiem. Mason już nie bacząc na chłopaka, wymaszerował do łazienki, aby się obudzić i ubrać.<br />
Josh westchnął, leżąc nadal w tej ciepłej pościeli. Kiedy się przekręcił, stęknął cicho, czując, że tym razem ma nieco bardziej niż zwykle bolesne stłuczenia. Starając się tym nie przejmować, wbił wzrok w drzwi do łazienki. Miał nadzieję, że uda mu się wziąć potem stamtąd ubrania, które zostawił wczorajszego wieczoru, idąc do kąpieli.<br />
Po kilkunastu minutach z łazienki wyszedł Mason. Miał już związane włosy i poprawiony krótkie zarost, który miał na linii szczęki. Resztę miał wygoloną na gładko. Wyglądał bardzo dobrze. I był nagi.<br />
Podszedł do szafy i nie bacząc na spojrzenie Josha, zaczął się ubierać. Chłopak zlustrował go wzrokiem, mając ochotę przylepić się do jego pleców.<br />
- Mason&#8230;? &#8211; rzucił nagle.<br />
Ten zerknął na niego, kiedy już naciągnął dość ciasne spodnie na biodra.<br />
- No? Czego?<br />
Josh aż zawahał się, czy odpowiedzieć, ale wreszcie stwierdził, że raz kozie śmierć. Przecież odpowiedź nie musiała być agresywna.<br />
- Masz cholernie zgrabny tyłek &#8211; odparł, uśmiechając się kącikiem ust lekko. &#8211; Nie chciałbyś czasem&#8230;?<br />
Mason najpierw skrzywił się, już mając zamiar opierdolić tego niewdzięcznika za takie sugestie, ale nagle pomyślał o czymś i uśmiechnął się wyjątkowo wrednie.<br />
- Czy nie chciałbym usiąść ci na pysku, abyś mi dziurę wylizał? &#8211; zadrwił. &#8211; Może. Ale nie teraz &#8211; jego głos ociekał jadem.<br />
Josh zgasł od razu na te słowa. Nie odpowiadając już, a raczej mrucząc coś pod nosem do siebie, zwlekł się z łóżka i poszedł do łazienki. Może kiedyś, jak sam zainicjuje jakąś sytuację, to Mason by na to poszedł. Nim jednak przekroczył próg łazienki, Mason zatrzymał go krótkim, wojskowym zawołaniem.<br />
- Josh! Nawet nie próbuj znowu się ubierać &#8211; zagroził i nałożył sam na siebie podkoszulkę.<br />
Chłopak aż drgnął na te twarde słowa. Obejrzał się na niego, stojąc przy drzwiach do łazienki.<br />
- Masz pokojówkę, do cholery &#8211; odparł cicho, mocno zażenowany.<br />
- I?<br />
- Zwiała, widząc mnie w twoim ubraniu. Dostanie zawału, jak mojego chuja zobaczy &#8211; syknął, nie dodając, że sam czuje się strasznie zawstydzony na tą myśl.<br />
Mason warknął pod nosem jakieś przekleństwo.<br />
- Tobie naprawdę do reszty mózg wyparował z tego pustego łba. Zwiała, bo właśnie zobaczyła cię w moich ubraniach &#8211; warknął, zabierając jeszcze bluzę z szafy. &#8211; Nie jest taka głupia jak ty, aby mi się narażać! &#8211; zagrzmiał jeszcze i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.<br />
Josh popatrzył za nim zaskoczony, nic nie rozumiejąc. Nadal nie wiedział, czemu dziewczyna uciekła ani czemu Mason tak się właśnie wkurwił. Wolał jednak w to nie wnikać i wszedł do łazienki, żeby się umyć. Z tęsknotą spojrzał na leżące na szafce ubrania Masona, ale ostatecznie ich nie ubrał. Nie chciał powtórki z wczoraj. Wciąż czuł skutki na dole. Przełknął ślinę, ściskając lekko pośladki i wszedł pod prysznic. Zawsze mógł się owinąć kocem, który wciąż miał na górze, kiedy będzie chciał pójść coś zjeść.<br />
Nie kłopocząc się już rozeznaniem czy Mason wyszedł, czy nie, przemknął szybko na poddasze. Znowu jak najszybciej, starając się być niezauważonym. Mason był draniem, że tak go zostawił. Ogólnie mężczyzna był strasznym skurwielem i chłopak miał mu za złe to, co mu wczoraj zrobił, a mimo to gdzieś w środku czuł się bezpieczny i przywiązany do tego miejsca. Tylko to go trzymało przed ucieczką i próbą przetrwania kilku dni pod mostem, nim znajdzie się praca.<br />
Kiedy znalazł się wreszcie na poddaszu, owinął się kocem i upewnił się, że nic nie widać spod niego. Zajrzał jeszcze do szafki, na której stał telewizor, upewniając się, że schowane tam przez niego wcześniej buty Masona wciąż tam są. Uśmiechnął się do siebie, widząc je tam i dopiero zszedł na dół do kuchni boso. Ta była pusta, ale z piecyka dolatywał bardzo aromatyczny zapach ciasta. Zaciekawiony kucnął przed nim, zaglądając do środka przez szybkę. Tam, na prostokątnej blasze, piekło się ciasto z jabłkami. Było chyba posypane brązowym cukrem i cynamonem, bo jego zapach aż nęcił.<br />
Josh przełknął ślinę, wpatrując się w nie jak w skarb, totalnie zafascynowany. Nie jadł ciasta tak dawno&#8230; I właśnie się zastanawiał, czy było ono dla Masona. Ciekaw był, co mężczyzna mógł jeść.<br />
Kiedy tak wpatrywał się w wypiek, usłyszał, jak ktoś wchodzi do kuchni i nagle przystaje ze zduszonym westchnieniem zaskoczenia. Odwrócił się gwałtownie, wbijając zielone spojrzenie w przybyłą postać.<br />
Na progu stała ta sama dziewczyna, która ostatnim razem uciekła na jego widok. Trzymała dłonie przy twarzy i właśnie robiła krok do tyłu. Josh wstał szybko, owijając się bardziej kocem.<br />
- Czekaj! Nie bój się &#8211; zaśmiał się dość nerwowo.<br />
Dziewczyna zatrzymała się, ale pokręciła głową.<br />
- Nie, nie. Ja przepraszam &#8211; zaczęła zaaferowana i chyba jednak przestraszona. Miała brązowe włosy spięte w wysokiego kucyka. Kręciły się jej ładnie. Miała też zielone oczy i pełne usta. W ogóle była bardzo ładną, chociaż drobną dziewczyną. No i miała boczki, których nie zakrywała rozkloszowana, czarna sukienka i biały fartuch.<br />
Josh uśmiechnął się do niej przyjaźnie, w duchu modląc się, żeby nie było mu widać na twarzy, czy karku jakichś siniaków. Nie przyjrzał się sobie w lustrze.<br />
- Nie masz za co. Czemu tak się chowasz, co? &#8211; spytał luźno, spoglądając na nią, zaciekawiony.<br />
Dziewczyna obejrzała się za siebie, jakby sprawdzając, czy nikogo za nią nie ma.<br />
- Bo pan Awordz zakazał panu przeszkadzać.<br />
Josh uśmiechnął się w duchu krzywo. Izolował go jak jakąś cenną zabawkę. Nie chciał tego komentować, więc zapytał o coś innego. Wskazał na piekarnik.<br />
- A to dla Masona będzie?<br />
Dziewczyna pokręciła od razu głową.<br />
- Nie. To&#8230; to dla mnie i Roberta &#8211; wyjaśniła. &#8211; Pan Awordz nie może jeść takich rzeczy, a dziś ma późno wrócić, to zdążymy wywietrzyć.<br />
- A co może jeść? &#8211; spytał od razu Josh, równocześnie podchodząc do lodówki, żeby coś z niej wyjąć na śniadanie. Jedną ręką przy tym trzymał kurczowo koc, żeby mu się nie zsunął z ramion.<br />
Dziewczyna zamrugała oczami zaskoczona najwidoczniej, że chłopak tego nie wiem.<br />
- Ee&#8230; no. Warzywa na parze, mięso odpowiednio preparowane, kotlety sojowe, surowe warzywa jeszcze. Ogólnie zdrową żywność. Bez cukrów, soli i odpowiednio zbilansowaną. Ma dietetyka, który układa mu posiłki na każdy dzień &#8211; wyjaśniła.<br />
Josh aż zmarszczył do siebie brwi, wyjmując produkty na kanapki. Obejrzał się na dziewczynę, kiedy jeszcze sięgnął po bułki.<br />
- A co mu zrobią, jak zje&#8230; hm, pizzę? &#8211; spytał zaciekawiony.<br />
Dziewczynę na moment zatkało. Nie umiała znaleźć na to od razu odpowiedzi. Po chwili jednak wydukała:<br />
- No&#8230; ee&#8230; chyba nic nie mogą. Jest zdrowy&#8230; ale to… może szybciej umrzeć i&#8230; no nie wiem.<br />
- Umrzeć? &#8211; fuknął Josh, otwierając masło. &#8211; Od pizzy? &#8211; dodał z wyraźną irytacją w głosie. Zanim jednak dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, zreflektował i podszedł do niej szybko, wyciągając jedną dłoń spod koca. &#8211; W ogóle, jestem Josh.<br />
- A&#8230; A ja Anna &#8211; wydusiła z siebie dziewczyna. &#8211; I to chodzi o to, aby&#8230; pan Awordz jak najdłużej&#8230; no… wiesz &#8211; zacięła się i zaczerwieniała. &#8211; Wie Pan. No z nami był &#8211; poprawiła się.<br />
- Ludzie dożywali osiemdziesiątki, paląc latami i jedząc fast foody &#8211; mruknął Josh. &#8211; To jakaś paranoja, każąc facetowi jeść surowe korzonki.<br />
- Ale&#8230; &#8211; dziewczyna ścisnęła jego dłoń bardzo delikatnie. I nie zabrała jej, patrząc dużymi oczami w oczy Josha. &#8211; Nie boi się pan, że&#8230; umrze. Przecież jego śmierć, to nasza śmierć.<br />
Josh zaśmiał się pod nosem, mrużąc przy tym lekko oczy i patrząc na nią przyjemnie ciepłym w tym momencie spojrzeniem.<br />
- Nie umrze, jak zje czasem coś, co mu smakuje. A ty jesteś też zainfekowana, tak? &#8211; dopytał. Czuł się debilnie, nagi i owinięty kocem przy ubranej dziewczynie.<br />
Anna skinęła tylko głową i nagle wyrwała mu dłoń z uścisku, dopadając do piekarnika, aby sprawdzić, czy ciasto się nie przypaliło.<br />
- O matko, już się przestraszyłam. Zupełnie zapomniałam &#8211; odetchnęła z ulgą i spojrzała na Josha. &#8211; Bo ty… pan jest jego tak?<br />
Josh gwałtownie zaczerwienił się jak burak.<br />
- Co&#8230;? I nie pan! Josh jestem &#8211; mruknął, podchodząc szybko do swoich niegotowych kanapek.<br />
Dziewczyna znowu zapatrzyła się na ciasto speszona.<br />
- Tak, przepraszam. Ale… &#8211; znowu na niego zerknęła. &#8211; Tak?<br />
- &#8230; mieszkam tu &#8211; odparł, nie unosząc na nią spojrzenia i zaczął smarować kromki masłem.<br />
- Przygarnął cię? &#8211; drążyła dalej.<br />
- Mhm. Kilka miesięcy temu.<br />
- Był twoim przyjacielem?<br />
Josh zaśmiał się krótko pod nosem i sięgnął po szynkę.<br />
- Nie. Znaliśmy się bardziej z widzenia. Wiesz, z parafii, klubów. Kilka razy gadaliśmy i takie tam &#8211; wzruszył ramionami, układając plasterki wędliny.<br />
- Z parafii? &#8211; Anna spytała, podnosząc się i opierając okrągłym biodrem o szafki, przy których stał Josh. &#8211; Pomóc ci? &#8211; skinęła głową na jego robione po męsku kanapki.<br />
Josh zerknął na nią i przytaknął.<br />
- Jak proponujesz &#8211; odparł z uśmiechem. &#8211; A tak, z parafii. Chodziliśmy do tego samego kościoła. Stamtąd mnie zresztą zabrał.<br />
Dziewczyna przesunęła go i sama zaczęła robić mu zdecydowanie lepiej wyglądające kanapeczki.<br />
- Opowiesz? &#8211; zaciekawiła się. Widać było, że była miłą i ciekawską dziewczyną, ale zahukaną. Josh domyślał się przez kogo. Zresztą to nie było trudne.<br />
Odwrócił się, opierając tyłkiem o szafkę i przyglądając się dziewczynie.<br />
- Jak chcesz&#8230; A odkąd mam zacząć?<br />
- E… od początku? &#8211; zaśmiała się, krojąc rzodkiewkę na cieniutkie plasterki, a chłopak aż oblizał się, zerkając na jej poczynania.<br />
- Początku&#8230; &#8211; zamruczał do siebie z zamyśleniem. W sumie nie wiedział, ile dziewczyna chciała słuchać. Czy naprawdę powinien zagłębiać się tak w swoją historię. Wreszcie jednak zaczął: &#8211; No to jak mowa o zainfekowaniu, to w sumie nie miałem kasy na lekarstwa, bo nikt mnie nie utrzymywał, a wiesz, jakie to cholerstwo jest drogie. A ja jestem z sierocińca i kiedy to wszystko się zaczęło, jeszcze tam mieszkałem. No a rząd nie refunduje tych leków &#8211; mruknął. Byłoby dużo prościej dla wielu, gdyby lekarstwa były za darmo.<br />
Dziewczyna skrzywiła się i skinęła głową, aby kontynuował. Robiła mu w międzyczasie kanapki, układając na nich więcej składników niż tylko szynka i masło.<br />
- W kwietniu 2012, jak już wszędzie słychać było o dziwnych objawach u ludzi &#8211; podjął Josh, otulając się bardziej kocem, kiedy jego myśli powracały do tamtych czasów &#8211; skończyłem akurat dwudziestkę i jakiś&#8230; tydzień, dwa później, mieliśmy niezłą akcję w sierocińcu. Części dzieciaków zupełnie odbiło &#8211; aż ściszył lekko głos, czując lekką trwogę na wspomnienie tamtej nocy. &#8211; Mnie i kumpla obudził alarm i krzyki i&#8230; no musieliśmy stamtąd spierniczać.<br />
Anna spojrzała na chłopaka, trzymając nóż w swoich drobnych dłoniach.<br />
- Ktoś się wdarł do środka czy&#8230; reszta?<br />
- Reszta &#8211; Josh wzruszył ramionami smętnie, zerkając na kanapki. &#8211; Ale jakoś zwialiśmy wejściem od kuchni i zamieszkaliśmy na kilka tygodni w tym kościele właśnie. A potem znaleźliśmy robotę i wynajęliśmy sobie z kumplem taką klitkę niedużą &#8211; uśmiechnął się lekko. &#8211; Była nawet mniejsza niż ten strych, na którym mnie Mason osadził &#8211; zaśmiał się, unosząc swoje zielone oczy na Annę.<br />
- I oboje jeszcze nie mieliście objawów? &#8211; dopytywała. Postawiła po chwili przed Joshem talerz z kilkoma dużymi, ładnymi kanapkami, po czym odsunęła się, aby sprawdzić ciasto.<br />
- Dzięki &#8211; odparł od razu Josh i zabrał się za pierwszą kanapkę, wgryzając się w nią z pomrukiem zadowolenia. &#8211; Mm&#8230; um, no nie&#8230; &#8211; przełknął i wyjaśnił: &#8211; Zacząłem mieć dopiero w listopadzie. Sama wiesz jakie &#8211; nie chciał wnikać, skoro dziewczyna sama była chora. Dobrze wiedziała, że to ciężkie i nieznośne napięcie, które w człowieku narastało wywoływało nadmierną ruchliwość, impulsywność i częste gorączki. Nie mówiąc już o tych debilnych, zwierzęcych instynktach. &#8211; Więc mnie kumpel wywalił z domu w grudniu &#8211; wyburczał do kanapki.<br />
Dziewczyna otworzyła piecyk, ale zatrzymała się, słysząc ostatnie zdanie.<br />
- Wywalił? Co on, głupi? To, że będzie sam, nie pomoże mu w zwalczeniu choroby.<br />
- Em&#8230; on nie był chory &#8211; odparł płasko Josh i pochłonął szybko do końca kanapkę, sięgając od razu po drugą.<br />
Duże oczy dziewczyny zrobiły się jeszcze większe. Zupełnie zapomniała o cieście.<br />
- Nie był? I&#8230; ci nie pomógł?<br />
Josh uniósł brwi i zaśmiał się, kręcąc głową.<br />
- Nie. Był ch&#8230; &#8211; zaciął się. Nie chciał przy niej przeklinać. &#8211; Okazało się, że nie jest dobrym przyjacielem. Zaczął zarabiać na tym, że jest zdrowy i nie chciał kłopotów. Więc znowu wylądowałem w kościele. Ksiądz mi nawet lekarstwo załatwiał raz na jakiś czas, ale&#8230; po tym jak zrobiłem rozpierduchę w zakrystii trzeba było coś z tym zrobić &#8211; zaśmiał się dość lekko, mimo że wspomnienia nie były przyjemne.<br />
Anna też się zasępiła, wracając do ciasta. Sprawdziła patyczkiem, czy gotowe, po czym wyłączyła piecyk i wyjęła ciasto, używając kolorowych rękawic. W kuchni od razu rozniósł się cudowny zapach.<br />
- To… nieciekawie &#8211; mruknęła w końcu pod nosem. &#8211; I co dalej? Pan Awordz cię ot tak stamtąd zabrał?<br />
- Ksiądz poprosił parafian na mszy o pomoc dla mnie i kilka dni później Mason przyszedł &#8211; odparł, zerkając na ciasto. &#8211; Gdyby nie on, to bym już&#8230; a nawet wolę nie myśleć &#8211; odparł ciszej i wskazał na ciasto. &#8211; A&#8230; będę mógł dostać kawałek?<br />
Dziewczyna najpierw spojrzała na ciasto, a potem na chłopaka.<br />
- Jasne. Ale niech wpierw ostygnie, bo po takim gorącym będzie cię brzuch boleć &#8211; ostrzegła, zastanawiając się nad tym, co powiedział chłopak. Jej Mason też pomógł dość nagle i niespodziewanie.<br />
- Na później sobie na górę zabiorę &#8211; odparł Josh, dojadając ostatnią kanapkę. &#8211; A jak było z tobą? Skąd się tu wzięłaś?<br />
- Pan Awordz zabrał mnie od Solomona &#8211; wyjaśniła, pochylając się nad ciastem i wąchając je. &#8211; A raczej zabrał po tym, jak ten mnie wyrzucił.<br />
Josh zamrugał, aż rozchylając leciutko usta.<br />
- Tuckera Solomona&#8230;?<br />
Dziewczyna skinęła głową, sięgając po nóż, aby pokroić ciasto. Josh aż wciągnął głęboko powietrze i odsunął się od szafki, chodząc po kuchni szybkim krokiem tam i z powrotem.<br />
- Chuj! &#8211; warknął pod nosem, już się nie hamując. &#8211; Taka szycha teraz z niego, że ludziom życie rozpieprza?<br />
Dziewczyna zamrugała oczami zaskoczona jego wybuchem.<br />
- E… ale co cię tak nagle? To, że Solomon jest jednym z gorszych zdrowych w mieście, wie chyba każdy, ale po co aż taka reakcja?<br />
- Bo to był mój, do kurwy nędzy, &#8220;przyjaciel&#8221;, z którym mieszkałem w tej nędznej klitce i któremu nic nie przeszkadzało, dopóki ktoś taki jak my nie zaczynał mu wadzić w robieniu kariery &#8211; wyburczał Josh, stając wreszcie w miejscu i zaciskając dłonie na kocu. Co za chuj. Miał tyle kasy, że mógłby zapewnić co najmniej tuzinowi chorych ludzi regularnie lekarstwo, a wolał pławić się w luksusach i zarabiać.<br />
Anna spochmurniała, spuszczając wzrok.<br />
- Och&#8230; przykro mi. &#8211; Odwróciła się szybko do ciasta i ukroiła chłopakowi kawałek. Podała mu go na talerzyku. &#8211; Masz, zjedz. Poprawi ci się.<br />
Josh przyjął talerzyk i uśmiechnął się lekko.<br />
- Dzięki &#8211; odparł, a myślami wciąż krążył wokół Tuckera Solomona i tego, dlaczego właściwie Mason wyciągał z bagna ludzi mającymi z nim coś wspólnego. A może to tylko przypadek? Westchnął cicho i wskazał głową na wyjście z kuchni. &#8211; To ja pójdę już na górę. Głupio tak&#8230; w tym kocu &#8211; zaśmiał się wymuszenie.<br />
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego ciepło.<br />
- Dla mnie żaden problem. Możesz być i bez &#8211; zachichotała. &#8211; A i czasem&#8230; jak Pana Awordza nie ma, to może zejdź tu do nas&#8230; &#8211; zaproponowała. &#8211; I nie mów mu, że rozmawialiśmy.<br />
Josh pokiwał głową. Nie miał zamiaru mu mówić, znowu by się wkurwił, choć nie wiedział, dlaczego właściwie niektóre rzeczy go wkurwiały.<br />
- Wpadnę czasem w takim razie. &#8211; Skinął jej głową i z talerzykiem z szarlotką wyszedł w kuchni. Pachniała cudownie, ale nie miał zamiaru jej tykać.</p>
<p style="text-align:justify;">*</p>
<p style="text-align:justify;">Padało. Mason nie wziął parasolki, a do tego szedł sam do domu. Nikt go nie odwoził, nie odprowadzał jak małe dziecko. I był nawet zadowolony, że moknie i że jakby ktoś się o tym dowiedział, dostałby niemalże zawału. A co jeśli by się przeziębił? Bawiło go to.<br />
Na szczęście bądź nieszczęście deszcz nie padał na tyle gęsto, by nie mógł zobaczyć wielkiego ekranu umieszczonego na ścianie biurowca, który mijał. To był jeden z tych, na którym nie raz wyświetlały się ważniejsze ogłoszenia rządowe, bądź debaty na temat wirusa. Teraz jednak zobaczył znaną sobie z kilku głośniejszych programów informacyjnych twarz mężczyzny w okularach o srogim i zimnym spojrzeniu. Wielu przechodniów przystanęło, by przysłuchać się lekko zagłuszanym przez deszcz głośnikom, z których rozbrzmiewało przemówienie mężczyzny:<br />
- &#8230;dlatego nie jestem w stanie pojąć bulwersacji niektórych polityków, którzy usiłują pogrzebać ten wielki plan. Może nam zapewnić przetrwanie w czasach, w których tak wielka część ludzkości została zwyczajnie wybita. Obywatele Ameryki! &#8211; podniósł głos mężczyzna, wbijając zimne spojrzenie w kamerę. &#8211; Ten wirus sprawia, że człowiek przeistacza się w zwierzę. A każde zwierzę da się wytresować. Zamiast się zabijać, możemy podejść do tego w inny sposób&#8230;<br />
Jakiś przechodzień wrzasnął coś o &#8220;popierdoleńcach&#8221;, machając ręką na mężczyznę na ekranie i poszedł dalej. Mason uśmiechnął się pod nosem, a kilka kropel deszczu pociekło mu po twarzy i brodzie.<br />
- Zabawny gość &#8211; mruknął do siebie, ruszając dalej w stronę domu. W między czasie zastanawiał się, czy ten mężczyzna kiedykolwiek obcował z osobą, która w pełni została opanowana przez wirus. To było bardzo mało prawdopodobne, bo ciężko było taką opanować już na samym początku działania choroby, a co dopiero, kiedy nie miała lekarstwa kilka bądź kilkanaście dni. A po za długim czasie nie przyjmowania antybiotyku efekt był nieodwracalny. Wiec według Masona każdy szaleniec, który wpadłby na pomysł, aby na ochotnika stać się członkiem takiej tresury, był po prostu samobójcą. Dziwne więc było, że ten mężczyzna miał jednak spore poparcie. Ludzie albo byli zdesperowani, albo głupi. Stawiał jednak na to pierwsze.<br />
W końcu jednak, kiedy nawet już nie chciało mu się o tym myśleć, dotarł do domu.<br />
- Panie Awordz, dzisiaj pan tak późno! &#8211; powitały go od razu słowa służącego, który podszedł w jego stronę z jakąś szmatką w ręce. Wyraźnie przed chwilą sprzątał. &#8211; Potrzeba panu czegoś? Bo lekarstwa ma pan na szafce przy łóżku &#8211; przypomniał z uśmiechem.<br />
Mason zmierzył mężczyznę chłodnym spojrzeniem.<br />
- Nie, obejdzie się &#8211; mruknął i ruszył w stronę windy na drugie piętro. Nie dotarł jednak do niej, bo z salonu wychyliła się Anna i jak tylko go zobaczyła całego przemoczonego, podbiegła do niego zatroskana.<br />
- Psze Pana, pan jest cały mokry, a co jak się pan przeziębi?! &#8211; zatroskała się, a Mason miał wrażenie, że coś go trafi. Niecierpiał, jak się ktoś o niego martwił. Za często każdy to robił.<br />
- Jak się tak martwisz, to biegnij na górę i przygotuj mi kąpiel &#8211; burknął do niej mało sympatycznie i wszedł do windy, dziewczynie zostawiając schody.<br />
Zobaczył jeszcze jej pokorną, choć nieco przestraszoną twarz, nim metalowe drzwi windy zamknęły się przed nim. Przymknął oczy i odgarnął z czoła mokre włosy.<br />
- Kurwa &#8211; zaklął sam do siebie, nim usłyszał charakterystyczne pikniecie, kiedy winda dotarła na piętro. Wyszedł z niej i od razu, kiedy tylko przekroczył próg swojego pokoju, zaczął się rozbierać. Mokre ubrania rzucał na ziemię. Anna była od tego, aby je zebrać.<br />
W środku w łazience zastał zasapaną dziewczynę, która właśnie sprawdzała temperaturę wody toczącej się do wanny. Obejrzała się na Masona, pisnęła i odwróciła z powrotem. Cała zaburaczała na policzkach.<br />
- Przepraszam &#8211; bąknęła.<br />
- Rób swoje &#8211; odparł mężczyzna, rozbierając się do końca. Włącznie z bielizną. Nie przejmował się obecnością dziewczyny.<br />
Anna tylko pokiwała głową, dolewając do wody jeszcze jakichś ładnie pachnących olejków. Upewniła się, że na szafce leżą świeże ręczniki i odwróciła do Masona, patrząc w swoje stopy.<br />
- Czy czegoś jeszcze panu trzeba?<br />
Mason minął ją, podchodząc do wanny i zanurzając w niej dłoń. Sprawdzał temperaturę.<br />
- Nn&#8230; Możesz co najwyżej mi kawy zrobić &#8211; pozwolił niemalże z łaska w głosie.<br />
- Tak jest &#8211; odpowiedziała od razu i wyszła szybko z łazienki, a Mason zdążył jeszcze usłyszeć, jak aż świszcząco wypuszcza powietrze, gdy minęła próg. Pokręcił na to głową i wszedł do ciepłej pachnącej wody. Aż poczuł przebiegające po jego ciele dreszcze. Ciepła woda i zmarznięte ciało. I tak było przyjemnie.<br />
Kiedy po kilku minutach czuł się przyjemnie rozgrzany i zrelaksowany, usłyszał pukanie do drzwi.<br />
- Panie Awordz, mam pana kawę. Zostawić tutaj, czy podać? &#8211; doszedł go głos pokojówki.<br />
- Podaj &#8211; odparł krótkim, niemal wojskowym tonem.<br />
Drzwi do łazienki od razu się otworzyły, a Anna podeszła do niego, starając się nie patrzeć i nie rozlać kawy.<br />
- Proszę &#8211; wyciągnęła do niego kubek, błyskawicznie ukradkiem zerkając na jego ciało i znowu spuszczając wzrok.<br />
Mason skinął głową, odbierając swój ukochany napój. Nim jednak dziewczyna uciekła, zatrzymał ją gestem.<br />
- Schodził? &#8211; spytał.<br />
Anna zacisnęła dłonie, trzymając je splecone przed sobą. Aż nie wiedziała, czy skłamać, czy nie. W końcu jednak tylko pokornie pokiwała twierdząco głową.<br />
- Rozmawiałaś z nim? &#8211; kolejne surowe pytanie.<br />
Dziewczyna speszyła się jeszcze bardziej. A fakt, że rozmawiała z nagim, przystojnym mężczyzną zdecydowanie jej nie pomagał.<br />
- Tak &#8211; szepnęła.<br />
Mason westchnął ciężko, popijając kawę.<br />
- Czego innego mogłem się po tobie spodziewać? &#8211; burknął pod nosem, a dziewczynę aż przeszły dreszcze. &#8211; To zapierdalaj po niego na górę i go tu przyprowadź &#8211; rozkazał.<br />
Anna tylko pokiwała energicznie głową i niemal wybiegła z łazienki. Znowu musiał przeleżeć w wannie kilka minut, nim ponownie rozległo się pukanie do drzwi łazienki.<br />
- Panie Awordz? Przyprowadziłam Josha, jak pan kazał &#8211; usłyszał ponownie dziewczynę.<br />
- Wejdź! &#8211; odkrzyknął Mason, dopijając już kawę. Był mocno rozgrzany kąpielą i nie chciał naprawdę myśleć o problemach świata. I jedyne, o czym teraz marzył, to spuszczenie się w usta chłopaka.<br />
Do łazienki tym razem wszedł już tylko Josh, a Anna najwyraźniej uznała, że należy się wycofać. Chłopak za to miał na ramionach koc, którym się zasłonił. Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi i spojrzał na Masona, zacisnął usta z wyraźnej złości.<br />
- Posyłasz po mnie jak po dziwkę?! &#8211; warknął. &#8211; Kurwa, Mason, jak to wyglądało?!<br />
Mężczyzna w wannie uniósł na chłopaka swoje czarne oczy.<br />
- A nią nie jesteś?<br />
- Nie! &#8211; odsyknął, momentalnie czerwieniejąc na polikach. Czuł się tak głupio i niezręcznie, kiedy Anna po niego przyszła.<br />
- Zabawne, bo zaraz zdejmiesz ten koc i wleziesz do tej wanny, aby mi, jak moja suka, zrobić dobrze &#8211; zadrwił Mason ze swojego miejsca. Nawet w takiej sytuacji czuć było od niego władzę.<br />
Josh przełknął ślinę, zerkając w dół jego ciała, na penisa zanurzonego pod wodą w wannie.<br />
- Skurwysyn &#8211; burknął cicho pod nosem i odrzucił koc na bok, podchodząc do wanny. Widać było na jego ciele z boku i na udach siniaki po wczoraj.<br />
- Skurwysyn, nie skurwysyn &#8211; warknął Mason. &#8211; Ty jesteś jak dupa od srania, więc nie pyskuj tu i właź do tej cholernej wanny.<br />
Josh zaklął w myślach, wymyślając dla niego coraz to nowsze epitety, ale i tak wszedł do wanny, zawieszając na dłużej wzrok na jego nowo wyhodowanym zaroście. Usiadł naprzeciwko i spojrzał na niego pytająco, czekając na polecenie.<br />
- Znaj me dobre serce. Najpierw ręcznie, a potem nurkujesz &#8211; polecił Mason, nie przejmując się jego miną. Dodatkowo po głowie zaczęły mu się przewijać obrazy podtapianego chłopaka.<br />
Josh skinął tylko głową bez słowa, podsuwając się do niego bardziej i położył mu jedną dłoń na udzie, a w drugą złapał jego penisa. Ścisnął umiejętnie i zaczął go powoli masować, stymulując czasem główkę palcem. Wpatrywał się przy tym w jego chuja, dyskretnie przełykając ślinę.<br />
Mason rozłożył ręce na bokach wanny i pozwolił sobie na cięższe westchniecie. Przymknął dodatkowo oczy. I po co się męczyć, jak ktoś inny może za ciebie nawet strzepać? &#8211; przeszło mu przez myśl.<br />
Po chwili, poza dłonią pieszczącą penisa, a drugą udo, poczuł niespodziewanie ciepły oddech tuż przy policzku i wilgotny język przesuwający mu się po zaroście. Aż otworzył oczy zaskoczony.<br />
- Czy mi się wydawało, czy moja dziwka miała mi tylko strzepać, a nie bawić się w sukę?<br />
- Daj mi się też tym trochę nacieszyć &#8211; mruknął Josh, spuszczając wzrok, ale nie odsuwając się. Dodał też ciszej: &#8211; I nie mów tak do mnie.<br />
Mason nagle jednak chwycił go za włosy i ściągnął jego głowę w dół. Nie zanurzył mu jednak twarzy pod wodę.<br />
- Będę mówił, jak chcę. Należysz do mnie, śmieciu &#8211; odwarknął, ale do pierwszej uwagi się nie odniósł.<br />
Josh jęknął głucho, a jego penis lekko drgnął. Nie odpowiedział, tylko mocniej poruszył dłonią po penisie mężczyzny, mając nadzieję, że go puści. Tak się jednak nie stało od razu. Musiała chwila minąć, aby palce na włosach Josha się rozluźniły, a ręką Masona wróciła na brzeg wanny. Josh spojrzał na niego w górę badawczo i pomasował drugą dłonią jego udo. Ustami przysunął się znowu do szyi mężczyzny, całując go lekko i ponownie podążając w kierunku jego twarzy. Tym razem Mason nie zareagował. Leżał rozluźniony w wannie z przymkniętymi oczami. Rozkoszował się chwilą, a Josh łasił się w tym czasie do jego policzka, ocierając się o niego swoim i czasem lekko całując, mocniej się do niego podsuwając. Mason nawet poczuł po chwili na swoim kroczu czubek penisa chłopaka. Sztywnego penisa chłopaka. Uśmiechnął się w duchu na to, na twarzy nic nie pokazując. Czyżby ta mała dziwka jednak nie zawsze była taka bezużyteczna i aseksualna?<br />
- Pójdziesz ze mną na górę później? &#8211; spytał chłopak cichym, spolegliwym głosem, całując go po szyi i wciąż poruszając sprawnie dłonią po jego penisie. Ruchy te podniecały Masona coraz bardziej i coraz lepiej. Musiał mieć już lekkie wypieki na twarzy.<br />
- Na górę? Po co?<br />
- Posiedzieć&#8230; &#8211; odparł Josh, zachęcająco dodatkowo liżąc go lekko, jak szczeniak, po ramieniu. Chciał, żeby z nim poszedł, bo tam miał dla niego tą przeklętą szarlotkę.<br />
Mason spojrzał jednak na chłopaka podejrzliwie i srogo.<br />
- Posiedzieć? Masz mnie za idiotę? &#8211; syknął.<br />
Josh drgnął i zerknął mu bokiem w oczy.<br />
- Nie &#8211; odparł szybko i potarł główkę jego penisa kciukiem, a Mason chcąc nie chcąc stęknął na ten gest. &#8211; Proszę tylko.<br />
- Jakbyś chciał posiedzieć, to byś mógł posiedzieć tu. Co planujesz? &#8211; spytał, szybko wracając do twardego tonu.<br />
Josh westchnął w duchu, widząc, że musi mu COŚ powiedzieć, skoro jest taki podejrzliwy. Spróbował jednak inaczej.<br />
- Czemu niby uważasz, że coś planuję? &#8211; uśmiechnął się do niego lekko, a równocześnie zupełnie odruchowo poruszył biodrami, trącając jego jądra czubkiem penisa.<br />
- A może byś, kurwo, odpowiadał na pytania, a nie takie jebane mydlenie oczu? &#8211; zawarczał Mason, aż się unosząc z irytacji. Czemu ten mały, chory śmieć nie mógłby po prostu być posłuszny?<br />
Josh od razu cofnął się, puszczając jego penisa i zginając nogi w kolanach.<br />
- Chcę ci coś dać &#8211; odparł już bez uśmiechu.<br />
Mason rzucił mu badawcze spojrzenie.<br />
- Co? &#8211; padło krótkie konkretne pytanie, które jednak zostało szybko zastąpione kolejnymi. &#8211; Dupy? Albo kulkę w łeb? &#8211; zadrwił.<br />
- Żadne z tego. Dupa wciąż mnie piecze &#8211; syknął, unosząc na krótko na niego wzrok, ale szybko go spuścił. Czarne oczy Masona były takie miażdżące.<br />
- Więc? &#8211; syknął mężczyzna.<br />
Chłopak drgnął jak przestraszone zwierzę, czując się w tej wannie dziwnie uwięziony. Chwycił się szybko jej skraju i wstał.<br />
- Nie powiem, nieważne &#8211; rzucił nerwowo, wychodząc. Jak mu powie, to nawet nie będzie miał okazji mu jej dać, bo Mason odmówi.<br />
I kiedy już jego noga miała dotknąć dywanika, poczuł silne szarpniecie, a mniej niż sekundę później jego twarz uderzyła o spód wanny. Znalazł się cały pod wodą, przygnieciony silnym ciałem Masona.</p>
<p style="text-align:justify;">
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/firedragontattostudio.wordpress.com/3269/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=firedragontattostudio.wordpress.com&amp;blog=11381059&amp;post=3269&amp;subd=firedragontattostudio&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://firedragontattostudio.wordpress.com/2012/02/07/savage-virus-6-szarlotka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>44</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ab0317a449472d69a9c05a2361bdefb9?s=96&#38;d=http%3A%2F%2F0.gravatar.com%2Favatar%2Fad516503a11cd5ca435acc9bb6523536%3Fs%3D96&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Katka</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
